Reklama

Przerobił Malucha na zasilanie węglem. Oto odpowiedź na sankcje paliwowe

Reklama

Amerykanie próbują zadusić Kubę brakiem dostępu do paliw. Sytuacja jest tam dramatyczna, ale to oczywiście wzmaga kreatywność wśród obywateli. Jeden z nich, Juan Pino, przerobił swojego 46-letniego Fiata 126p na zasilanie gazem z węgla drzewnego. Ostatni raz takie rozwiązania były popularne podczas wojny.

Screenshot
Maluch na gaz drzewny - klatka z filmu od Reuters.com (fot. Reuters.com)
  • Na Kubie brakuje paliwa, co jest efektem amerykańskich sankcji wobec tego kraju.
  • Jeśli w ogóle uda się kupić benzynę, jej cena jest astronomiczna – nawet 8 dolarów za litr.
  • W tej sytuacji powraca pomysł znany z Europy lat 40. XX w.: zasilanie gazem drzewnym. 

Reklama

W czasie drugiej wojny światowej w Europie reglamentacja paliw obejmowała większość krajów naszego kontynentu, a w wielu miejscach jazda samochodem prywatnym była w ogóle zakazana. Nieliczne jeżdżące auta, jak np. taksówki, trzeba było zasilać, korzystając z kreatywnych rozwiązań – na przykład instalacji na tzw. gaz drzewny. W takich pojazdach montowano wielki kocioł z tyłu, w którym palono drewnem lub węglem drzewnym, a wytwarzany w nim gaz, konkretnie tlenek węgla, zasilał silnik pojazdu. 

Taka instalacja ma mnóstwo wad i jedną zaletę

Palny gaz powstaje przy minimalnym udziale tlenu, ale zanim trafi do silnika, trzeba go schłodzić i przefiltrować. Wartość energetyczna gazu drzewnego jest niska, więc jeśli silnik będzie miał połowę swojej mocy, to już nieźle. Standardem jest zbieranie się nagaru i zarzucanie świec sadzą z powodu trudności z regulacją składu mieszanki. To wady. A zaleta? Jeździsz na tym, co znajdziesz. W warunkach kubańskich to wręcz nieoceniona przewaga nad innymi rodzajami napędu. W kraju, gdzie nawet dostęp do elektryczności nie jest pewny, nie ma lepszego paliwa niż „cokolwiek, co da się spalić”. 


Reklama

Mechanik z Aguacate na Kubie przerobił tak Fiata 126p

Ten samochód, znany jako „polaquito” (mały Polak) jest nadal popularny na Kubie. Szacuje się, że jeździ tam wciąż ok. 10 tys. sztuk Maluchów, wyeksportowanych do tego kraju w latach 80. ubiegłego wieku.


Reklama

Kubańczycy przerabiają je na wszelkie sposoby poprzez wydłużanie, montaż dodatkowych par drzwi, przeróbkę na silnik z Daewoo Tico – a to tylko początek ich możliwości w innowacjach. Tym razem jednak zmiany poszły naprawdę daleko, to znaczy w tylnej części Malucha pojawił się wielki kocioł, do którego wrzuca się węgiel drzewny. Gaz z kotła trafia do gaźnika przez filtr wykonany ze starych ubrań i Maluch się toczy – lepiej lub gorzej, ale ponoć nawet z prędkością 70 km/h. 

Wszystkie elementy instalacji pochodzą z recyklingu

Kocioł, filtr, przewody – nic nie zostało kupione, wszystko wykonano z tego, co akurat było pod ręką. Trudno wyobrazić sobie bardziej ekologiczny transport. Nie dość, że nie kupujesz niczego nowego i nic nie trzeba importować statkiem przez tysiące mil, to jeszcze paliwo jest pozyskiwane na miejscu i spalane w obiegu zamkniętym. W końcu węgiel drzewny to po prostu stare rośliny. Juan Pino przerobił na razie Malucha i jest to obecnie ponoć jedyny samochód jeżdżący po Aguacate, ale w najbliższym czasie planuje się zabrać za przeróbkę traktora. Zbliża się lato, potem okres żniw, a na wsi bez ciągnika to już teraz jak bez ręki.

Juan Pino jest lokalną gwiazdą

Ludzie zatrzymują się, żeby popatrzeć na dziwnego Malucha, zagadują, i podziwiają tę niezwykłą konstrukcję. Prawda jest jednak smutna, bo o ile można panu Juanowi pogratulować samozaparcia i wiedzy mechanicznej, to Kuba w obecnych czasach ma się naprawdę źle. Już gdy byłem tam w roku 2017, widziałem kraj skrajnie biedny i zacofany, gdzie zwykła i prosta rzecz urasta do rangi nierozwiązywalnego problemu. Zdarzało mi się za kursy taksówką płacić żarówkami samochodowymi, które zabrałem z domu.

Z naszego punktu widzenia Maluch napędzany gazem drzewnym to śmieszne zjawisko z dalekiego kraju, a na Kubie – jedyna możliwość, aby w rozsądnym czasie dojechać z jednego punktu do drugiego. Abstrahując już od Malucha – zresztą wyjątkowo schludnie i sensownie wykonanego – Kuba to dekady zacofania, z którego ta wyspa nie wyjdzie w żadnym przewidywalnym czasie. Nawet jeśli Donald Trump teraz „przejmie” Kubę, co już zapowiadał, w życiu Kubańczyków nieprędko nastąpi jakaś poprawa. W tym kraju infrastruktura albo nie istnieje, albo chyli się ku upadkowi. Maluch napędzany węglem jest tego smutnym przejawem. 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Tymon Grabowski
Tymon GrabowskiDziennikarz

Reklama