
Uczeń z nożem we wtorek zaatakował nauczycielki i koleżankę na Słowacji, a dzień wcześniej polska policja zatrzymała 13-latka planującego atak w Wąbrzeźnie. Czy przemoc w szkołach narasta? Psycholog Jarek Żyliński wskazuje, gdzie jest prawdziwy problem. Internet porównuje do piły łańcuchowej.
- Na Słowacji 13-latek zaatakował nożem w szkole, a w Wąbrzeźnie policja zatrzymała chłopca, który miał planować podobny atak.
- Psycholog Jarek Żyliński: badania nie wskazują jednoznacznie na brutalizację przemocy, ale znaczna jej część przeniosła się do sieci.
- Ekspert apeluje o reagowanie i o rozmowę z dziećmi. Jego zdaniem szkoły mają związane ręce, a dostęp do internetu bez edukacji cyfrowej to ogromne ryzyko.
We wtorek 29 września w szkole podstawowej w Staškovie na północy Słowacji 13-letni uczeń ósmej klasy zaatakował nożem koleżankę z klasy oraz dwie nauczycielki. Zmarła 61-letnia nauczycielka, a uczennica w stanie krytycznym trafiła na oddział intensywnej terapii. Chłopiec został zatrzymany, a policja bada sprawę jako zabójstwo z premedytacją. Motywu nie ujawniono.
Dzień wcześniej w Wąbrzeźnie w woj. kujawsko-pomorskim policjanci zatrzymali 13-latka, który planował atak w swojej szkole. Informację przekazali polskiej policji zagraniczni partnerzy, a w plecaku chłopca znaleziono nóż o długości blisko 30 cm, w jego pokoju zaś tasak. Oba przypadki zrodziły pytanie, czy przemoc wśród młodzieży rzeczywiście narasta.
Psycholog wychowawczy Jarek Żyliński zwraca uwagę, że badania nie wskazują jednoznacznie na brutalizację przemocy wśród młodzieży. W rozmowie z Zero.pl podkreśla, że takie zjawisko jest „trudne do zmierzenia” i opiera się na „ocenie nastolatków, którzy mogą różnie interpretować przemoc i agresję”.
Przemoc przeniosła się do sieci
– Nie ma natomiast wątpliwości, że znaczna część przemocy przeniosła się do sieci. Co jednak nie wyklucza tego, że nadal ma ona miejsce w szkołach. Natomiast w sytuacjach drastycznych, takich jak na Słowacji lub niedoszłej sytuacji w Wąbrzeźnie sytuacje nie wynikają ze zwiększenia przemocy w szkołach, tylko z rozwijającej się dramatycznie sytuacji w życiu konkretnych osób – dodał psycholog.
Jarek Żyliński uważa, że większym problemem jest „brak wsparcia, reakcji na ciężką sytuację oraz swobodny i niekontrolowany dostęp młodszych nastolatków (11-15 lat) do internetu”.
Ekspert uważa, że wspomniane zdarzenia ze Słowacji i Wąbrzeźna powinny być rozpatrywane indywidualnie.
Desensytyzacja i podatność na wpływy
– Społecznie natomiast trzeba wziąć pod uwagę zjawisko desensytyzacji, która wynika z tego, że nastolatkowie mający swobodny dostęp do brutalnych treści w internecie stopniowo mogą tracić wrażliwość na przemoc i krzywdę – dodał psycholog. Zauważył, że sytuacje przemocowe w znacznym stopniu mają miejsce w mediach społecznościowych, gdzie poziom wzajemnego krzywdzenia nastolatków jest bardzo duży.
Mówiąc o zagrożeniach czyhających na młode osoby w internecie, Żyliński zauważył, że 13-latkowie nie mają jeszcze ukształtowanego światopoglądu i tożsamości.
– Są bardzo podatni na wpływy innych osób, zwłaszcza jeśli w ich życiu dzieje się jakaś krzywda i nie dochodzi do sięgania po pomoc adekwatną do problemu. Czytając, że chłopiec był wychowywany przez dziadków, możemy się domyślać, że w jego życiu musiały mieć miejsce jakieś poważne trudności, ale nie wiemy czy i jak zostały zadbane – wyjaśnił, nawiązując do zdarzenia ze Słowacji.
Szkoły mają związane ręce
Psycholog w rozmowie z Zero.pl wskazał także metody zapobiegania takim zdarzeniom – „profilaktyka, reakcja otoczenia, działanie”.
– W Polsce się tego uczymy. Szkoły czasami próbują reagować, ale często mają związane ręce. Mogą jedynie zgłosić do sądu prośbę o wgląd w sytuację dziecka, ale nie mogą nic więcej. Kiedy rodzice nie chcą współpracować – często jest to bezproduktywne. Nie mają też kontroli nad sytuacjami w sieci. Rozwija się sieć wsparcia psychologicznego i psychiatrycznego w Polsce, ale na efekty takich działań trzeba czekać latami – dodał.
Żyliński zaapelował, aby w miarę możliwości reagować, a niepokojące sytuacje zgłaszać odpowiednim organom.
Internet jak piła łańcuchowa
– Wspaniałą pracę wykonuje Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, na której stronach można znaleźć wiele ważnych odpowiedzi. Jeśli nie mamy pewności czy reagować – zapytajmy kogoś bardziej kompetentnego, czy powinniśmy. Najgorsze jest odwrócenie się tyłem i udawanie, że nic się nie dzieje – wyjaśnił.
W ocenie Jarka Żylińskiego „dostęp do zagrażających treści jest bardzo dużym problemem”. Internet porównał do piły łańcuchowej.
– Nie dajemy młodej osobie dostępu do narzędzi, których nie umie obsługiwać. Brakuje nam wyobraźni z czym spotykają się nasze dzieci w sieci – powiedział, wskazując na przemoc i inne osoby, które przez internet otrzymują dostęp do dzieci.
Rozmowa zamiast zakazów
– Moim zdaniem rodzic, który daje dziecku dostęp do internetu musi być w bardzo dobrej relacji z dzieckiem, w częstej rozmowie i pewności, że dziecko razem z nim uczy się cyfrowego świata. Jeśli daje dziecku internet i odwraca się tyłem – wystawia dziecko na wiele potencjalnych problemów. Tu nie chodzi o „zakazywanie wszystkiego” tylko o ciągłą edukację korzystania z cyfrowego świata – podsumował psycholog.
Obejrzyj także: