Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzą działania na terenie Uniwersytetu w Siedlcach. Sprawa dotyczy odwołanego niedawno w atmosferze skandalu rektora Mirosława Minkiny.

- CBA prowadzi czynności na terenie Uniwersytetu w Siedlcach.
- Służby przejmują dokumenty uczelni.
- CBA działa w związku ze śledztwem prowadzonym przez prokuraturę w Zamościu.
– Potwierdzam, że prowadzone są czynności CBA w uniwersytecie. Na bieżąco przekazujemy dokumenty, o które proszą funkcjonariusze. Udzielamy też wszelkich informacji. Dodam, że agenci CBA nie weszli do gabinetu Mirosława Minkiny – informuje Beata Gałek, rzecznik Uniwersytetu w Siedlcach.
Jako pierwsza informację o CBA na siedleckiej uczelni podała Republika. Według stacji, przeszukania prowadzone są również w mieszkaniu Mirosława Minkiny.
Centralne Biuro Antykorupcyjne nie komentuje sprawy. Wiadomo, że działania funkcjonariuszy prowadzone są w związku ze śledztwem Prokuratury Rejonowej w Zamościu. Postępowanie jest prowadzone w kierunku przekroczenia uprawnień i składania propozycji korupcyjnych.
Odwołanie rektora Minkiny
11 czerwca Kolegium Elektorów Uniwersytetu w Siedlcach podjęło decyzję o odwołaniu Mirosława Minkiny z funkcji rektora uczelni. To pokłosie afery, która wybuchał rok wcześniej po tekście Wirtualnej Polski. Portal ujawnił wiadomości charakterze seksualnym wysyłane przez Minkinę do jednej z pracownic oraz propozycje, które miały mieć charakter korupcyjny wobec pracowników uczelni.
O nieprawidłowościach na Uniwersytecie w Siedlcach mówił też w wywiadzie z Zero.pl Marcin Chrząścik, pracownik naukowy uczelni. – Gdy zgłosiłem ministerstwu nieprawidłowości dotyczące rektora Mirosława Minkiny, zostałem oskarżony o kradzież, donoszono na mnie do prokuratury, skarbówki i ZUS-u, a także wynajęto detektywów, którzy mnie śledzili – ujawnił.
Zdaniem Chrząścika, prof. Mirosław Minkina stworzył system oparty na ludziach dawnych służb, kupczeniu stanowiskami i eliminowaniu konkurencji.
Rektor Minkina walczy o godność człowieka
W rozmowie z WP rektor Minkina pytany, czy pracownica uczelni, której wysyłał erotyczne wiadomości, mogła poczuć się urażona, stwierdził: „Nie, nie miała prawa”.
Z kolei dopytywany o propozycję korupcyjną w związku z wyborami na rektora, tłumaczył, że to nie korupcja, bo przecież wszyscy tak robią.
Jeszcze przed decyzją Kolegium Elektorów, rektor Minkina przesłał do pracowników uczelni list, w którym napisał, że walczy o godność człowieka i dodał, że ostatnie miesiące należą do najtrudniejszych w jego życiu zawodowym.
