Reklama
Reklama
Reklama

Rodzeństwo więzione w domu przez 30 lat? Prokuratura bada sprawę 

Prokuratura w Suwałkach prowadzi śledztwo w sprawie rodzeństwa mieszkającego we wsi na Podlasiu, które mogło być więzione we własnym domu przez blisko 30 lat. Sprawa wyszła na jaw, bo na policję w końcu ktoś wysłał donos. Po brata i siostrę przyjechali funkcjonariusze.

Rodzeństwo więzione w domu przez 30 lat? Prokuratura bada sprawę 
Policyjny radiowóz (fot. Darek Delmanowicz / PAP)
  • Śledczy z Suwałk sprawdzają, czy ojciec i matka przez blisko trzy dekady trzymali dzieci w domu i na posesji, odcinając je od świata zewnętrznego.
  • Sytuację ujawniono dopiero w styczniu, po pogrzebie ojca dzieci. Matka została wówczas zapytana o to, gdzie jest jej córka i syn. Dzieci nie było na ceremonii. Potem na policję dotarł donos w tej sprawie.
  • Przez lata rodzice utrzymywali, że ich dzieci wyjechały z domu: na studia, do pracy, czy klasztoru.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, Prokuratura Rejonowa w Suwałkach bada, czy 47-letnie rodzeństwo przez blisko 30 lat było przetrzymywane i odcięte od świata we własnym domu. 

„Na pogrzebie Jana, kiedy nikt nie widział dzieci, zaczęto o tym plotkować. Wdowa po Janie, Jadwiga, coś tu pokręciła. Jednym mówiła, że dzieci nie dostały wolnego z pracy albo że nie wróciły z zagranicy. Jeszcze innym powiedziała, że dzieci były na różańcu w kaplicy, ale nikt z uczestników modlitwy ich nie widział” – powiedziała WP jedna z sąsiadek rodziny.

Później podobno przyszedł anonim na policję, że dzieci są tu od zawsze, tylko były więzione w domu. Przyjazd policji na sygnale był sensacją” – dodaje mieszkanka wsi w rozmowie z portalem.

Reklama
Reklama

Janusz i Marzena, rodzeństwo mieszkające w podlaskiej wsi, po skończeniu szkoły podstawowej przestali być widywani poza domem. Rodzice opowiadali, że córka poszła do klasztoru w Sejnach, a chłopiec wyjechał do pracy. Na działce wokół domu, którą prowadzili rodzice rodzeństwa, wałęsały się psy, przez co nikt nie miał na nią wstępu.

Rodzeństwo było trzymane w domu przez 30 lat? Prokuratura bada sprawę 

 

 

Reklama
Reklama

Z relacji sąsiadów wynika, że rodzeństwo nie było niepełnosprawne intelektualnie. Brat i siostra skończyli szkołę. Nie byli też chorzy, jednak jeden z sąsiadów przywołał sytuację z dzieciństwa Janusza. Chłopak przestraszył się lekarzy, a kiedy trafił do gabinetu, miał mieć długie, nieobcinane paznokcie. Do tego piszczał z przerażenia na widok medyków.

Chłopca odwiedzała pomoc społeczna, jednak po jakimś czasie wizyty ustały. Do tego raz był widziany przez sąsiada, gdy leżał na łóżku w domu. Sąsiadka rodziców stwierdziła też, że kiedyś dostrzegła dziewczynkę na posesji. „To było wiele lat temu. Jechałam drogą, a ona skubała porzeczki. Chciałam zagaić, odwróciłam się, ale już jej nie było. Tacy to byli skryci ludzie. Nie wyobrażam sobie, że oni w tym domu przesiedzieli zamknięci. Te dzieci mają teraz po około 50 lat” – opowiadała w rozmowie z WP.

Po donosie policja zabrała dorosłe już osoby z domu i przewiozła je do szpitala. „Dziś są pod opieką placówki psychiatrycznej. Nikomu nie postawiono zarzutów” – czytamy na WP. 

 

Reklama
Reklama