Historia Kornelii Wieczorek staje się punktem wyjścia do szerszej refleksji: czy w świecie zdominowanym przez media społecznościowe „bycie znanym” zastąpiło realne osiągnięcia? Psycholog dr Aleksandra Piotrowska nie ma wątpliwości – rosnąca presja widoczności wpływa nie tylko na aspiracje najmłodszych, ale także na ich rozwój językowy i sposób myślenia.

Marcin Darmas, Zero.pl: Historia Kornelii Wieczorek to przykład, który niepokoi. Zdolne dziecko trafia w sam środek mechanizmu popularności i zaczyna w nim funkcjonować. Żyjemy w czasach, w których media społecznościowe, często przy cichym lub otwartym wsparciu rodziców, promują „bycie znanym” jako wartość samą w sobie.
dr Aleksandra Piotrowska, Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego: Niestety, podzielam tę obserwację. I przyznam szczerze, budzi to we mnie nie tyle zdziwienie, co głęboki smutek.
To rzeczywiście nowe zjawisko, czy raczej nowa odsłona czegoś, co już było?
Raczej zmiana akcentów niż całkowita nowość. Od dłuższego czasu obserwujemy, że u części rodziców zmienia się sposób myślenia o wychowaniu. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich – na szczęście. Ale nie da się ukryć, że media społecznościowe stały się potężnym narzędziem wpływu. Kreują wzorce, pokazują określone modele sukcesu. I w efekcie coraz częściej sukces zaczyna być utożsamiany po prostu z widocznością.
Widocznością, czyli byciem „na świeczniku”?
Dokładnie tak. Z liczbą polubień, udostępnień, obserwujących. Z tym, że ktoś jest rozpoznawalny, że się o nim mówi. Coraz rzadziej liczy się to, co za tym stoi – wysiłek, wiedza, kompetencje. Sama popularność zaczyna pełnić rolę dowodu wartości.
Historia za dobra, by ją weryfikować. Jak powstała legenda Kornelii Wieczorek
Jak to przekłada się na świat dzieci?
Bardzo bezpośrednio. Dorośli są przecież kluczowym elementem środowiska wychowawczego. Jeśli zmieniają się ich cele, aspiracje i system wartości, to zmienia się też przestrzeń, w której dorastają dzieci. Coraz wcześniej dociera do nich komunikat: trzeba przyciągać uwagę, trzeba być widocznym, trzeba się wyróżniać – za wszelką cenę.
Jeszcze niedawno większy nacisk kładziono na pracę, relacje, wspólnotę…
Dziś obserwujemy coś, co można by nazwać nowym fenomenem kulturowym: „jestem znany z tego, że jestem znany”. To dążenie do samego statusu celebryty. I w tym momencie uruchamia się bardzo silny mechanizm psychologiczny – modelowanie. Dzieci uczą się przez obserwację. Widzą, co imponuje dorosłym, co jest przez nich nagradzane, komentowane, podziwiane. Jeśli słyszą, że ktoś jest „kimś”, bo ma ogromne zasięgi, to zaczynają traktować to jako oczywisty wyznacznik sukcesu. I, co szczególnie niepokojące, ten sposób myślenia zaczyna dominować w młodszych pokoleniach.
W historii Kornelii widać też inny wątek – kreowanie „cudownego dziecka”. Trochę jak w dawnych opowieściach o wybitnych talentach, tylko dziś wzmocnione przez technologię.
Zaryzykuję bardzo stanowcze stwierdzenie: jeśli naprawdę chcemy zadbać o zdrowie psychiczne dzieci, najprostszym i najskuteczniejszym krokiem byłoby ograniczenie, a najlepiej wyeliminowanie, obecności mediów społecznościowych w ich życiu.
Brzmi radykalnie. Czy to w ogóle realne?
Dlaczego miałoby nie być? Często przeceniamy „konieczność” bycia online. To raczej kwestia wyboru i konsekwencji.
A co z presją rówieśniczą?
Presja środowiska nie jest niczym nowym. Istniała zawsze. Ale zawsze też byli ludzie, którzy potrafili się jej oprzeć albo przynajmniej zachować wobec niej dystans. Niektórzy robili to dyskretnie, inni otwarcie. Co ciekawe, to właśnie takie jednostki, outsiderzy, często wnosili do społeczeństwa coś najcenniejszego: świeże spojrzenie, niezależność myślenia.
Czy już dziś widać konkretne, potwierdzone skutki wpływu mediów społecznościowych na rozwój dzieci?
Tak, i to w sposób bardzo wyraźny. Jednym z najlepiej udokumentowanych zjawisk jest zubożenie języka młodych ludzi. I nie chodzi tylko o słownictwo, choć ono rzeczywiście się zawęża.
Problem jest głębszy?
Zdecydowanie. Coraz częściej obserwujemy opóźnienia w rozwoju mowy. Dzieci później przechodzą od pojedynczych słów do budowania zdań, mają trudności z formułowaniem bardziej złożonych wypowiedzi. A trzeba pamiętać, że mowa to nie tylko komunikacja — to podstawowe narzędzie myślenia.
Czyli zmiany językowe wpływają na coś więcej niż tylko sposób mówienia?
Dokładnie tak. Jeśli osłabiamy rozwój mowy, osłabiamy też zdolność do myślenia — analizowania, wnioskowania, rozumienia świata. Lekceważenie tych zmian oznacza zgodę na obniżenie poziomu funkcjonowania poznawczego. W pewnym sensie obserwujemy proces, który można by nazwać stopniowym ograniczaniem potencjału ludzkiego umysłu. A to już nie jest drobna zmiana cywilizacyjna. To fundamentalne wyzwanie.
