„Inflacja ze świata, którego już nie ma” – tak piszą ekonomiści o lutowych danych dotyczących tempa wzrostu cen w Polsce. Wszystko za sprawą wojny na Bliskim Wschodzie, która spowodowała wzrost cen ropy i gazu. Przekłada się on na ceny paliw i transportu – krwiobiegu gospodarki. W efekcie może zacząć drożeć żywność. Czy przed Wielkanocą za zakupy spożywcze zapłacimy więcej?

- Wojna na Bliskim Wschodzie podbija notowania ropy i gazu. To generuje presję cenową na świecie i w Polsce.
- Droższe paliwa to droższy transport, zaś droższy gaz podnosi koszty produkcji nawozów azotowych. To uruchamia efekt domina w sektorze rolno-spożywczym.
- Szok energetyczny, który obecnie obserwujemy, może wpływać na ceny żywności poprzez trzy kanały oddziaływania – mówi Zero.pl Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole. Czy są powody, by obawiać się drożyzny w sklepach?
Inflacja w lutym wyniosła 2,1 proc. w ujęciu rocznym – podał GUS. Był to zatem kolejny miesiąc z niskim wzrostem cen w Polsce, poniżej celu inflacyjnego NBP (który wynosi 2,5 proc.). Ale jest jeden problem.
Wybuch wojny zmienił prognozy
„Lutowe dane nie odzwierciedlają jeszcze wpływu wzrostu cen paliw związanego z napięciami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie” – piszą w komentarzu nadesłanym do redakcji Zero.pl ekonomiści Pekao. „Ten zobaczymy dopiero w marcu, kiedy bezpośredni wzrost cen paliw spowoduje podbicie głównego wskaźnika inflacji o prawie 1 pkt. proc. do ok. 3 proc. rok do roku. Więc można powiedzieć, że dzisiaj opublikowane odczyty inflacyjne (za styczeń i luty) opisują świat, który już nie istnieje” – zauważają.
Pytania o inflację w nadchodzących tygodniach są o tyle istotne, że zbliża się czas przedświątecznych zakupów i zwiększonych wydatków konsumenckich. Polacy ruszą do sklepów – przede wszystkim po żywność. Poziom jej cen w dużej mierze zależy od tego, co dzieje się obecnie na rynku surowców energetycznych.
Nowe dane o inflacji. Jest dobrze, ale to może być ostatni taki miesiąc
Przez irańską blokadę Cieśniny Ormuz, kluczowego morskiego szlaku transportowego dla ropy naftowej, surowiec ten mocno drożeje. Zamknięcie wąskiego przesmyku, przez który przepływała przed wojną niemal jedna piąta światowej konsumpcji surowca, rodzi obawy o to, czy jego globalna podaż będzie wystarczająca dla zaspokojenia potrzeb gospodarczych.
Drożejąca ropa może szybko stać się przyczyną wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych. Mechanizm ten wynika z dużego udziału kosztów paliw (których ceny idą w górę w ślad za cenami ropy) w wydatkach branży transportowej, odpowiadającej za dowóz produktów do przetwórni czy gotowych towarów do sklepów. W takiej sytuacji należy oczekiwać podniesienia stawek przez dostawców, co obciąży handlowców. Ci ostatni mogą z kolei próbować przerzucić część tych obciążeń na konsumenta, podnosząc ceny produktów.
Także droższy gaz to ryzyko wzrostu cen żywności. Odgrywa on ważną rolę w przetwórstwie rolno-spożywczym oraz w produkcji nawozów stosowanych w uprawach.
Cena gazu w dostawach na kwiecień na holenderskiej platformie TTF (główny punkt handlu gazem w Europie) wynosiła w piątek po południu 50,55 euro za jedną megawatogodzinę. Na zamknięciu notowań 27 lutego, a więc dzień przed atakiem USA i Izraela na Iran, było to 31,96 euro za megawatogodzinę.
Szok energetyczny a ceny żywności
– Szok energetyczny, który obecnie obserwujemy, może wpływać na ceny żywności poprzez trzy kanały oddziaływania – wyjaśnia w rozmowie z portalem Zero.pl Jakub Olipra, starszy ekonomista w Credit Agricole Banku Polska.
– Po pierwsze, drożeją nam nawozy, a w warunkach wyższych cen nawozów drożeje produkcja roślinna. To przekłada się z kolei na wzrost kosztów produkcji zwierzęcej. Oczywiście, nie dzieje się to od razu, a rolnicy też na ogół kupują nawozy jesienią. Teraz robią zakupy uzupełniające. Gdyby ceny gazu ustabilizowały się do kolejnej rundy zakupów nawozów, efekt będzie niewielki – mówi Jakub Olipra.
– Produkcja żywności to też nawozy, a te podrożeją przez wyższe ceny gazu, jednak to będzie widoczne raczej przy kolejnych zbiorach – potwierdza Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku.
Roponośne potęgi przez wojnę tracą miliardy. Czy to koniec złotej ery?
Według Jakuba Olipry, drugi kanał oddziaływania szoku energetycznego na ceny żywności to większe wykorzystanie produkcji rolnej do produkcji biopaliw (w obliczu możliwego niedoboru paliw tradycyjnych, jak benzyna i diesel), co może powodować potencjalnie deficyty takich roślin, jak trzcina cukrowa, rzepak czy kukurydza w produkcji żywności. – To też nie dzieje się jednak natychmiast – oczywiście, rolnik może bieżące zasiewy przeznaczyć na inne zastosowanie, ale nie zmieni całkowicie profilu produkcji – uspokaja Jakub Olipra.
Zapotrzebowanie na zboża i rośliny oleiste zarówno w sektorze biopaliw, jak i sektorze rolno-spożywczym, powoduje, że zaczynają one konkurować ze sobą o wspomniane surowce rolne. To podbija ich ceny.
Czy grozi nam wzrost cen żywności przed świętami?
– Trzeci kanał to transport: już teraz drożej wozi się chleb, rolnicy drożej tankują – wskazuje Jakub Olipra. – Na szczęście przetwórstwo żywności działa w oparciu o kontrakty, jeśli chodzi o zakup energii, i część kosztów jest po „starych” stawkach. Biorąc pod uwagę obecną zmienność, jeśli wrócimy w niedalekiej przyszłości do ceny 60 dol. za baryłkę ropy, to można mieć nadzieję, że szok cenowy „rozejdzie się po kościach”.
W piątek po południu cena baryłki ropy Brent stabilizowała się wokół poziomu 101,75 dol. za baryłkę. Od początku roku cena tej odmiany ropy, będącej punktem odniesienia dla globalnych notowań „czarnego złota”, wzrosła o 67,5 proc.
Agata Filipowicz-Rybicka z Alior Banku zauważa: – W związku z tym, że ceny paliw „filtrują się” również do pozostałych kategorii inflacji, teoretycznie może być tak, że żywność podrożeje, jednak niekoniecznie musi to być wzrost dotkliwy i odczuwalny w najbliższym czasie, przed zbliżającymi się świętami. Tu znów wiele zależy od scenariuszy rozwoju konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Donald Trump w rozmowie z portalem Axios 11 marca stwierdził, że wojna z Iranem skończy się „wkrótce”, ponieważ amerykańskie siły mają tam coraz mniej celów do bombardowania. Jednak rząd w Teheranie i Islamska Gwardia Rewolucyjna wykazują dużą odporność i determinację, by kontynuować walkę. Politycznego chaosu w Iranie nie wywołała nawet śmierć najwyższego przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego. Zadziałała ścieżka konstytucyjna – najpierw państwem kierowała tymczasowa rada przywódcza, a niedługo później stanowisko po zabitym ojcu objął Modżtaba Chamenei. Konflikt na Bliskim Wschodzie może więc się rozwijać, a wraz z nim w światowej gospodarce będzie wzrastać poziom niepewności.
– W przypadku przedłużającej się wojny i presji na wzrost cen ropy i gazu, paliwa mogą nadal drożeć, a to będzie „przenikać” do kolejnych kategorii towarów – mówi Agata Filipowicz-Rybicka, podkreślając, że transport, jako krwiobieg całej gospodarki, jest istotnym elementem końcowych cen żywności (i nie tylko). – Widać, że ta niepewność co do rozwoju sytuacji przenosi się na rynek i transport może być pierwszym katalizatorem wzrostu cen.
