Roponośne kraje Zatoki Perskiej straciły szacunkowo 15,1 mld dol. przychodów z surowców energetycznych od wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Czy ich model biznesowy oparty na ropie i gazie jest zagrożony? – Złota era paliw kopalnych dobiega końca – mówi w rozmowie z Zero.pl dr Patryk Kugiel z PISM. Ale państwa regionu mają na siebie nowy pomysł.

- Kraje Zatoki Perskiej, od dekad budujące swoją gospodarczą potęgę na ropie naftowej, liczą straty. Od wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie tracą miliardy dolarów.
- Powodem jest blokada Cieśniny Ormuz, kluczowej morskiej arterii, którą roponośne państwa eksportowały „czarne złoto”. Wąski przesmyk został zamknięty przez Iran.
- Co dalej? Złota era paliw kopalnych dobiega końca, ale – jak wskazuje ekspert – Katar, Kuwejt czy ZEA nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Mają nową wizję swojego rozwoju.
Bogate w ropę naftową kraje Zatoki Perskiej straciły szacunkowo 15,1 mld dol. dochodów przychodów z surowców energetycznych od początku ataków USA i Izraela na Iran, które poskutkowały odwetem ze strony Teheranu i rozlaniem się działań wojennych na cały region.
Ropa uwięziona w Cieśninie Ormuz
Wyliczenia te publikuje „Financial Times”. Gazeta zauważa, że według firmy Kpler (jej eksperci monitorują rynek surowców) przez zablokowaną obecnie Cieśninę Ormuz przed wojną codziennie przesyłane były ropa naftowa, produkty rafinowane i skroplony gaz ziemny (LNG) o wartości ok. 1,2 mld dol. (w oparciu o średnie ceny i wolumeny w 2025 r.).
Ten wąski przesmyk, kluczowy dla globalnych dostaw surowców energetycznych, został zamknięty przez Iran. Dochodzi do ataków na statki handlowe, które próbują tamtędy przepłynąć. Armatorzy szukają alternatywnych tras, a koszty frachtu i ubezpieczeń w obliczu zagrożenia szybują. Wśród wstrzymanych dostaw największy udział – 71 proc. – miały transporty ropy naftowej.
Finansowe koszty tej sytuacji siłą rzeczy są szczególnie dotkliwe dla roponośnych krajów regionu, takich jak Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Bahrajn, Irak czy Kuwejt.
Notowania dolara i złota dają do myślenia. Wojna zmieniła wiele
Według firmy analitycznej Wood Mackenzie, na której ustalenia powołuje się „FT”, największe straty poniosła Arabia Saudyjska (będąca największym eksporterem ropy naftowej). Monarchia Saudów od początku wojny straciła 4,5 mld dol. To dlatego w najbliższych dniach planuje znacząco zwiększyć eksport ropy z portów nad Morzem Czerwonym, by zrekompensować sobie zamknięty szlak przez Cieśninę Ormuz.
Analityk Wood Mackenzie Peter Martin, cytowany przez „FT”, wskazuje, że obecna sytuacja wojenna mocno wpływa też na przychody budżetu Iraku (produkcja ropy naftowej odpowiada tam za 90 proc. wpływów do państwowej kasy).
Bogactwo Zatoki Perskiej zgromadzone w funduszach
Jak dodaje Martin, negatywne skutki blokady Ormuzu odczuwają też Kuwejt i Katar, jednak oba te kraje mają istotny bufor bezpieczeństwa: pokaźne państwowe fundusze majątkowe. Zostały stworzone właśnie na wypadek „czarnej godziny” – a ta, jak się zdaje, nadeszła. Przez dziesięciolecia fundusze te pracowały na pomnażanie zysków obu monarchii z handlu ropą i gazem, inwestując je w różne, zdywersyfikowane klasy aktywów.
W przypadku Kuwejtu mowa o Kuwait Investment Authority (KIA) – najstarszym państwowym funduszu majątkowym na świecie (został założony w 1953 r.). Według oficjalnych danych KIA, jego aktywa pod zarządzaniem przekraczają nieznacznie wartość 1 bln dol.
Katar z kolei dysponuje państwowym funduszem majątkowym o nazwie Qatar Investment Authority (QIA), założonym w 2005 r. Aktywa, którymi zarządza, na początku stycznia miały wartość ok. 580 mld dol.
Państwowy fundusz majątkowy ma też Abu Zabi, jeden z siedmiu emiratów tworzących Zjednoczone Emiraty Arabskie. Fundusz Abu Dhabi Investment Authority (ADIA), założony w 1976 r., zarządza aktywami, których wartość na początku b.r. 1,187 bln dol.
Warto w tym miejscu zauważyć, że sytuacja ZEA jest dość złożona, jeśli chodzi o przychody do budżetu – ogromną rolę odgrywa tam nie tylko ropa, ale też turystyka zakupowa i wycieczkowa, szczególnie w przypadku Dubaju (tamtejszy międzynarodowy port lotniczy obsłużył 95 mln podróżnych z całego świata w 2025 r., a liczba turystów, którzy przyjechali specjalnie do Dubaju, sięgnęła niemal 20 mln). To źródło wpływów też obecnie jest zagrożone.
Dubaj dysponuje nieco mniejszymi aktywami zgromadzonymi w państwowym funduszu majątkowym (jego nazwa to Investment Corporation of Dubai, ICD) – ich wartość to 429 dol.
Swój państwowy fundusz majątkowy (Public Investment Fund, PIF) ma też Arabia Saudyjska – jego aktywa pod zarządzaniem są warte ok. 1,15 bln dol.
„Sto lat spokojnego żywota”
Budowane przez dekady bufory bezpieczeństwa to nie tylko chęć pomnażania zysków z handlu węglowodorami, ale też dowód na umiejętność strategicznego planowania.
– Kraje Zatoki Perskiej mają przed sobą pewnie jeszcze ze sto lat spokojnego żywota – mówi w rozmowie z Zero.pl dr Patryk Kugiel, główny analityk w programie Azja-Pacyfik w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. – To, czego nie wyeksportują teraz, odbiją sobie później, kiedy wojna się skończy, Cieśnina Ormuz zostanie odblokowana, a ceny dodatkowo pójdą w górę.
– Państwa te już od dłuższego czasu dywersyfikują źródła swoich przychodów, także dlatego, że mają świadomość, iż złota era paliw kopalnych dobiega końca – zauważa analityk PISM. – Większość państw regionu mocno stawia na inne sektory, w tym na logistykę (np. ogromna część handlu z Indii jest przeładowywana w emiratach), na niszowe obszary związane z elektroniką użytkową, na IT.
Patryk Kugiel także zwraca uwagę na aktywną rolę państwowych wehikułów inwestycyjnych Krajów Zatoki Perskiej. – Tamtejsze fundusze majątkowe też prowadzą politykę dywersyfikacji inwestycji – kupują np. ziemię w różnych miejscach na świecie, by móc stamtąd sprowadzać produkty rolne i żywność, wykupują udziały w firmach.
Nowy lider Iranu grozi kolejnymi atakami. Zapowiada utrzymanie blokady Ormuz
– To przejaw myślenia długofalowego i chęć zbudowania gospodarki o wysokiej wartości dodanej – wskazuje. – Kraje Zatoki Perskiej stawiają też na budowanie konkurencyjności – pomaga im to, że mają dostęp do taniej siły roboczej z całej Azji; ściągają też ludzi z Afryki. To już nie jest ta sama sytuacja, co 20-40 lat temu, kiedy oprócz ropy nie skupiano się tam na niczym. Ten trend dywersyfikacji będzie pogłębiany, wobec czego nie widzę żadnego fundamentalnego zagrożenia dla regionu w związku z obecną sytuacją geopolityczną.
