Reklama
Biznes

Potężny sygnał o niedojrzałości Polski. Spór o TK może mieć wysoką rynkową cenę

Z perspektywy rynkowej kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego nie mógł nadejść w gorszym momencie. Jedna z trzech wiodących agencji ratingowych dokona niebawem oceny wiarygodności kredytowej Polski. Tymczasem podziały polityczne podkopują gospodarcze fundamenty naszego kraju. Te jeszcze się pogłębiły, a to może nas kosztować obniżkę ratingu – i wzrost już i tak niebotycznych kosztów obsługi długu.

Katarzyna Dybińska
Opinia autorstwa: Katarzyna Dybińska
Dzisiaj 09:00
6 min
Czy kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego może skutkować obniżką ratingu Polski?
Czy kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego może skutkować obniżką ratingu Polski? (fot. Paweł Supernak, PAP / Damian Burzykowski, Newspix.pl / Zero.pl)

Rynki finansowe z uwagą obserwują w tych dniach Warszawę. Trudno nie zgodzić się z ekonomistą Leszkiem Skibą, byłym prezesem Pekao i byłym wiceministrem finansów, a obecnie prezesem think tanku Instytut Sobieskiego, który w sobotę 31 października napisał na portalu X: „Analityk S&P, który przygotowuje decyzję o zmianie polskiego ratingu w piątek 6 listopada, przechodzi aktualnie przyspieszony kurs polskiego prawa konstytucyjnego i prawa wyborczego. Trudna praca w nadgodzinach”.

Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego zbiega się w czasie z decyzją S&P

Chodzi o ocenę wiarygodności kredytowej Polski, zwaną też przeglądem ratingu. Każda z trzech czołowych agencji ratingowych świata – są to Fitch, Moody's i S&P właśnie – dokonuje takiego przeglądu dwa razy do roku. Analiza obejmuje najnowsze dane makroekonomiczne, ale też wskaźniki długu i deficytu, a także szeroki kontekst zwany otoczeniem instytucjonalnym: stabilność i przewidywalność prawa, funkcjonowanie instytucji politycznych i sądów, jakość rządzenia – wszystko to, co decyduje o regułach gry w danym kraju. Jeśli reguły te przestają być jasne, agencja ratingowa uznaje, że może to mieć negatywny wpływ na spłatę zadłużenia przez dany kraj. Skutkuje to obniżeniem ratingu lub jego perspektywy na najbliższe miesiące.

Czytaj także: Kryzys wokół Trybunału. Sąd Najwyższy ma zająć „jednoznaczne stanowisko”

Taka niższa nota ma swoją konkretną cenę: wzrost rentowności obligacji kraju. Jest on wyrazem pragmatycznej postawy inwestorów, którzy wysyłają rządowi jasny komunikat: możemy kupować wasze obligacje, ale chcemy wyższej premii za ryzyko związane z tym zakupem.

REKLAMA
Reklama

Właśnie to grozi teraz Polsce. Zaostrzenie się sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że S&P może uznać, iż ryzyko polityczne w naszym kraju wzrosło. Tym bardziej, że w ostatniej, majowej ocenie, agencja ta podkreśliła, że „spolaryzowana scena polityczna oraz zbliżające się wybory parlamentarne w 2027 r. mogą nadal utrudniać prowadzenie skutecznej polityki fiskalnej i reform instytucjonalnych”.

Analityk agencji S&P może rozumować w następujący sposób: „jeśli w maju polska scena polityczna była spolaryzowana, to wydarzenia wokół TK spolaryzowały ją jeszcze bardziej. Teraz tym bardziej nie ma co liczyć na to, że prezydent podpisze rządowi ustawy, które mają zwiększyć wpływy do budżetu i tym samym poprawić kondycję finansów publicznych”.

A ponieważ już w maju ten sam analityk (albo grupa analityków) napisał, że finanse publiczne Polski „pozostają pod presją”, może teraz dojść do wniosku, że w obecnej sytuacji „wypada” co najmniej obniżyć perspektywę ratingu – ze stabilnej na negatywną. A być może nawet obciąć Warszawie rating.

Rating Polski. Ostatnio już zobaczyliśmy żółtą kartkę

Właśnie na taki krok – obniżkę ratingu z poziomu „A2 do A3” – zdecydowała się we wrześniu inna agencja z tzw. „wielkiej trójki”, czyli Moody's. Uzasadniając tę decyzję, wskazywała na „trwałe pogorszenie się kondycji fiskalnej” Polski. Analitycy Moody's podkreślali, że w ich ocenie rząd Donalda Tuska nie jest zbyt skłonny do zaciskania pasa. I, co szczególnie istotne w obecnej sytuacji, zwracali uwagę, że „ograniczenia polityczne, w tym utrzymujący się impas między rządem a prezydentem oraz zbliżające się wybory parlamentarne w listopadzie 2027 r., również ograniczają zakres możliwości przeprowadzenia znaczącej konsolidacji fiskalnej”.

Tym samym Moody's odniósł się do odrzucania przez Karola Nawrockiego ustaw nakierowanych na zwiększenie wpływów podatkowych. Wśród zablokowanych przez głowę państwa inicjatyw znalazły się m.in. przepisy podnoszące akcyzę na wyroby alkoholowe oraz uszczelniające rynek handlu betonem (w ocenie ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego te weta odebrały budżetowi 5-6 mld zł w ciągu roku).

REKLAMA
Reklama

Kryzys wokół TK wysyła w świat potężny sygnał o niedojrzałości instytucjonalnej Polski, która nie licuje zupełnie z wizerunkiem, jaki chce kreować rząd: silnej, stabilnej gospodarki, aspirującej do stałego członkostwa w G20.

Ta niedojrzałość może także wywoływać u inwestorów uzasadniony strach o to, że w naszym kraju władza sądownicza, która powinna być gwarantem m.in. przewidywalności prawa gospodarczego, jest podatna na zawirowania wynikające ze zmiany opcji politycznej. Może też budzić obawy o to, że nawet kiedy te zawirowania się skończą, władza sądownicza będzie orzekać po myśli tej partii, która rozdawała akurat karty przy obsadzie stanowisk.

Jeśli faktycznie czeka nas obniżka ratingu lub zmiana jego perspektywy (na co dotychczas S&P się nie zdecydowała, w przeciwieństwie do Moody's i Fitch), co i tak jest prawdopodobne ze względu na pogarszający się stan finansów publicznych, inwestorzy dostaną od agencji sygnał: ostrożniej z inwestowaniem w polskie obligacje. Stąd już bliska droga do wzrostu rentowności rządowych papierów skarbowych.

Czytaj także: O co chodzi w wojnie o Trybunał Konstytucyjny? Wyjaśniamy krok po kroku

Przypomnijmy, że rząd chce w 2027 r. pozyskać z rynku 317,1 mld zł – to potrzeby pożyczkowe netto. Z kolei wraz z wykupem zapadającego długu, a więc w ujęciu brutto, potrzeby pożyczkowe mają wynieść 565,3 mld zł. Koszty obsługi długu publicznego w przyszłym roku, według projektu ustawy budżetowej, mają wynieść 107 mld zł. Te wszystkie liczby być może trzeba będzie zrewidować w górę. To kolejny dowód na to, że polityczny spór rujnuje nas nie tylko wizerunkowo, ale też finansowo.

REKLAMA
Reklama