Reklama
Reklama

Ebola w DRK i Ugandzie. Ataki na szpitale i rosnąca liczba zakażeń

W Demokratycznej Republice Konga (DRK) oraz sąsiedniej Ugandzie nasilają się problemy związane z trwającą epidemią eboli. Sytuację dodatkowo komplikuje przemoc wobec placówek medycznych, ucieczki pacjentów oraz narastająca nieufność społeczna dla działań służb zdrowia.

Sanitation measures underway at Bunia market to contain Ebola outbreak
Epidemia eboli w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie. (fot. STRINGER / PAP / EPA)
  • W regionie Ituri w Demokratycznej Republice Konga nasilają się ataki na placówki medyczne
  • Wirus eboli szerzy się w regionie, a według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) odnotowano już ponad 100 potwierdzonych zakażeń i ponad 200 zgonów.
  • W Ugandzie potwierdzono kolejne przypadki wśród pracowników medycznych w Kampali.

Według doniesień agencji Reuters, w regionie Ituri na północnym wschodzie DRK dochodzi do regularnych ataków na ośrodki medyczne. W jednym z nich – Mongbwalu General Referral Hospital – doszło do podpalenia namiotów izolacyjnych przygotowanych przez organizację Lekarze bez Granic.

Po tym zdarzeniu ze szpitala uciekło 18 pacjentów. Część z nich później wróciła na badania; jeden przypadek potwierdzono jako zakażenie wirusem eboli, natomiast trzy osoby okazały się zdrowe.

W kolejnych dniach doszło do następnych incydentów. Jak relacjonował agencji prasowej dyrektor placówki, Richard Lokodu, szpital był atakowany falowo, co doprowadziło do ucieczki kolejnych siedmiu pacjentów. W trakcie chaosu zmarła jedna osoba z podejrzeniem zarażenia wirusem, która próbowała opuścić łóżko szpitalne.

Reklama
Reklama

Skala epidemii rośnie

Personel medyczny alarmuje również o rosnącym zakwestionowaniu istnienia choroby wśród mieszkańców oraz próbach odbierania ciał osób zmarłych, u których podejrzewano zakażenie. Według lekarzy jeden z potwierdzonych przypadków nadal pozostaje poza kontrolą i krąży w lokalnej społeczności.

Światowa Organizacja Zdrowa uznała ognisko wywołane szczepem Bundibugyo za zagrożenie o potencjalnym zasięgu międzynarodowym. Według danych organizacji odnotowano już ponad 900 podejrzanych przypadków, w tym ponad 100 potwierdzonych zakażeń oraz ponad 200 zgonów o podejrzanym związku z wirusem. WHO zwraca uwagę, że pierwsze przypadki wykryto z opóźnieniem, co utrudniło opanowanie sytuacji.

Epidemia rozpoczęła się w regionie Ituri, a następnie rozprzestrzeniła się na Kiwu Północne, Kiwu Południowe oraz sąsiednią Ugandę.

Reklama
Reklama

PiS odbierał kompetencje, Tusk tego nie zmienił. Samorządność w Polsce nadal kuleje

Nowe przypadki w Ugandzie

Sytuacja pogarsza się również w Ugandzie, gdzie w ostatnich dniach potwierdzono dwa kolejne zakażenia. Łącznie daje to siedem potwierdzonych przypadków w kraju, w tym jeden zakończony zgonem. Jak poinformowało tamtejsze ministerstwo zdrowia, zakażeni to pracownicy medyczni prywatnej kliniki w Kampali, którzy zostali hospitalizowani w wyspecjalizowanej jednostce leczenia.

Władze podkreślają, że przypadki w Ugandzie są bezpośrednio powiązane z epidemią w sąsiedniej DRK, gdzie ogłoszono ją 15 maja.

Wirus eboli pozostaje jedną z najgroźniejszych chorób zakaźnych w regionie. W zależności od szczepu śmiertelność może sięgać od 25 do nawet 90 proc. W przypadku obecnego wariantu Bundibugyo szacuje się ją na około 50 proc., a na chwilę obecną nie istnieje ani szczepionka, ani specyficzne leczenie.

Reklama
Reklama

Według danych WHO, w ciągu ostatnich 50 lat Ebola doprowadziła do śmierci ponad 15 tysięcy osób w Afryce.

Eksperci ostrzegają, że połączenie przemocy wobec placówek medycznych, opóźnionego wykrywania przypadków oraz mobilności ludności może znacząco utrudnić opanowanie obecnej epidemii.

Źródła: WP, Le Figaro
Reklama
Reklama