
Elif Eralp, polityk niemieckiej lewicy i kandydatka na burmistrz Berlina, wykreśliła z wywiadu dla „Der Spiegel” pytanie o propalestyńskiego aktywistę i swoją odpowiedź. W wewnętrznych komentarzach, które wyciekły do prasy miała tłumaczyć, że obawia się o bezpieczeństwo własne i rodziny. „Strach przed islamistami wpływałby na decyzje polityczne” – ostrzega berliński polityk CDU, Stefan Evers.
- W wewnętrznych notatkach z autoryzacji wywiadu Eralp miała napisać, że ona i jej mąż „bali się tych ludzi”.
- Obawy dotyczyły Ibrahima Ibrahima, określanego przez „Der Spiegel” jako sympatyk Hamasu, który pojawił się na wiecu Lewicy w Neukolln.
- CDU wezwała SPD i Zielonych do przerwania rozmów koalicyjnych z Lewicą, ale SPD na razie nie rezygnuje z tego planu.
- Sprawa wywołała również reakcję Centralnej Rady Żydów w Niemczech oraz byłego ministra zdrowia Karla Lauterbacha.
Sprawa wybuchła po publikacji „Der Spiegel”, który dotarł do wewnętrznego dokumentu związanego z wywiadem przeprowadzonym z Elif Eralp. Materiał miał zostać odesłany redakcji przez rzecznika Eralp w wersji przeznaczonej do autoryzacji. Przez pomyłkę znalazły się w nim dodatkowe komentarze.
Berlin skręca w lewo. Lewica chce przejąć mieszkania i zawalczyć o głosy migrantów
Z notatek wynika, że Eralp nie chciała wymieniać z nazwiska Ibrahima Ibrahima. W dokumencie miała napisać, że ona i jej mąż „bali się tych ludzi”. Chodziło o Ibrahima, określanego przez „Der Spiegel” jako sympatyk Hamasu, który pojawił się we wrześniu na wiecu wyborczym Partii Lewicy w berlińskiej dzielnicy Neukolln.
Polityk zastraszana przez Hamas?
Ibrahim Ibrahim to berliński aktywista propalestyński, którego niemieckie media opisują jako czołowego zwolennika Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (LFWP, niem. PFLP) – organizacji uznawanej za terrorystyczną przez Unię Europejską i USA.
Według „Berliner Morgenpost” działa w Niemczech na rzecz tego ugrupowania, a także występuje jako przedstawiciel Zjednoczonych Palestyńskich Komitetów Narodowych, struktury określanej przez niemiecki kontrwywiad jako ekstremistyczna.
Ibrahim pojawił się 20 września 2026 r. na wiecu wyborczym berlińskiej Lewicy w dzielnicy Neukolln, gdzie został sfotografowany z posłem tej partii Feratem Koçakiem. Media przypominały również jego wcześniejsze wypowiedzi, w których miał określać przywódcę Hamasu Jahję Sinwara mianem „bohaterskiego męczennika”
„Jak Elif Eralp, jako urzędująca burmistrz, może zagwarantować bezpieczeństwo milionom ludzi, skoro sama boi się islamistycznego środowiska w swojej partii?” – pytał w wywiadzie dla Der Spiegel przewodniczący berlińskiego CDU, Stefan Evers.
Sprawa uderza w Lewicę
Ujawnione informacje natychmiast stały się przedmiotem politycznego sporu. Stefan Evers, pełniący obowiązki przewodniczącego berlińskiej CDU i główny kandydat chadeków w wyborach do berlińskiej Izby Deputowanych 20 września, wezwał SPD i Zielonych do przerwania rozmów koalicyjnych z Lewicą.
Evers zadeklarował, że poważnie traktuje obawy Eralp dotyczące bezpieczeństwa. Jednocześnie zakwestionował, czy osoba, która sama obawia się środowisk islamistycznych, może zagwarantować bezpieczeństwo mieszkańcom Berlina jako burmistrz.
Spór o Izrael niemal wykoleił koalicję w Berlinie. „Taki posmak rewolucji”
„Berlin nie może znaleźć się w sytuacji, w której strach przed islamistami wpływałby na decyzje polityczne” – ostrzegał Evers w rozmowie z „Der Spiegel”. Podkreślił również, że CDU pozostaje gotowa do rozmów z pozostałymi ugrupowaniami.
„Poparcie dla Palestyńczyków jest znane”
Znawca polityki niemieckiej, prof. Andrzej Sakson w rozmowie z Zero.pl zwraca uwagę, że poparcie dla sprawy palestyńskiej i krytyczne stanowisko wobec Izraela od dawna są obecne w części niemieckiej lewicy, w tym w Die Linke. Jak podkreśla socjolog, takie podejście pozostaje w napięciu z polityką niemieckiego rządu federalnego, który ze względu na historyczną odpowiedzialność za Holokaust zachowuje szczególną ostrożność w relacjach z Izraelem.
– Sympatia dla Palestyńczyków wśród partii Die Linke, ale również w sojuszu Sahry Wagenknecht i wśród Zielonych, jest w Niemczech znana. Polega na wsparciu w różnych formach polityki propalestyńskiej, a z drugiej strony na ostrej krytyce państwa Izrael – ocenia prof. Sakson.
Socjolog wskazuje, że historyczne uwarunkowania sprawiają, iż krytyka izraelskiego rządu ze strony władz Niemiec jest szczególnie wrażliwym tematem. W jego ocenie w tle pozostaje pamięć o Holokauście oraz reakcje pojawiające się w izraelskiej debacie publicznej, gdy niemieckie władze wyrażają niezadowolenie z działań Izraela.
Lewica bardziej antysemicka od prawicy?
Zdaniem eksperta ujawnione notatki pokazują napięcia, o których w niemieckiej polityce nie zawsze mówi się otwarcie. Prof. Sakson zwraca uwagę na paradoks niemieckiej debaty: zarzuty o antysemityzm kierowane są wobec części lewicy i skrajnej lewicy, podczas gdy historycznie takie postawy są z reguły przypisywane prawicy i skrajnej prawicy.
– Natomiast to, czy członkowie lewej sceny politycznej określają się mianem antysemitów, to jest kwestia otwarta, gdyż na wejściu wpisują się w dosyć krytyczny, a nie do końca ujawniany schemat relacji w stosunku do Izraela – mówi.
Głos zabrała Centralna Rada Żydów
Do sprawy odniósł się również Josef Schuster, przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech. Zareagował na publikację z oburzeniem i zarzucił Lewicy, że nie potrafi zdystansować się od sympatyków organizacji terrorystycznych oraz antysemitów.
Schuster zaapelował do SPD i Zielonych, by nie powierzali berlińskiej Lewicy odpowiedzialności za rządzenie miastem ani za bezpieczeństwo społeczności żydowskiej. Jego zdaniem ujawnione informacje pokazują problem, z którym niemieccy Żydzi mierzą się od dłuższego czasu.
Inne stanowisko przedstawił Felix Banaszak, lider Zielonych. Wyraził współczucie dla Eralp, zaznaczając, że nikt nie powinien być zmuszany do milczenia ze strachu o siebie i rodzinę. Jednocześnie podkreślił, że Lewica ma obowiązek wyjaśnić swoje relacje ze środowiskami ekstremistycznymi i zdecydowanie reagować na radykalne tendencje we własnych szeregach.
Lauterbach: Eralp nie powinna obejmować urzędu
Jeszcze dalej poszedł Karl Lauterbach, były federalny minister zdrowia z SPD. Ocenił, że Eralp nie jest już realnym kandydatem na burmistrza Berlina, i zaapelował do własnej partii o zdystansowanie się od koalicji z Lewicą.
Lauterbach zaznaczył, że nie obwinia osób ubiegających się o stanowiska publiczne za obawy o własne bezpieczeństwo. Jego zdaniem sprawowanie urzędu wymaga jednak gotowości do przeciwstawiania się osobom i środowiskom zagrażającym państwu oraz jego autorytetowi.
Zaniepokojenie wyraziła także Iris Spranger, berlińska senator SPD odpowiedzialna za sprawy wewnętrzne. Zadeklarowała, że poważnie traktuje obawy Eralp i jest gotowa przyjąć ją, jeśli pojawią się informacje o potencjalnym zagrożeniu. Podkreśliła zarazem, że strach nie powinien kierować decyzjami politycznymi.
Może Cię zainteresować:

