Reklama
Reklama
Reklama

Wybory w Izraelu bez rozstrzygnięcia. „Programowo wcale się od siebie nie różnią”

TYLKO NA
white-62
Wybory w Izraelu. (fot. Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Wybory parlamentarne w Izraelu nie przyniosły jednoznacznego rozstrzygnięcia. Według sondaży exit poll Likud premiera Benjamina Netanjahu może pozostać największą partią, ale blok jego przeciwników ma szansę na nieco większe zaplecze w Knesecie. Do tego dochodzi rekordowa frekwencja i dobry wynik ugrupowań arabskich, który może skomplikować rozmowy koalicyjne. Publicysta Zbigniew Szczęsny i historyk, dr Mikołaj Mirowski wskazują na kilka możliwych scenariuszy – od kolejnych wyborów po wielką koalicję.

  • Exit poll trzech izraelskich stacji wskazują na wyrównaną walkę. Blok przeciwników Netanjahu może zdobyć 52–53 mandaty, a obóz premiera około 50. Do większości potrzeba 61 miejsc w Knesecie.
  • Rekordowa frekwencja: Do godz. 20 czasu lokalnego zagłosowało 74,3 proc. uprawnionych. To najwyższy wynik o tej porze od 1988 r.
  • Według exit poll ugrupowania arabskie mogą łącznie zdobyć 17–18 mandatów. To rekordowo dużo. – To utrudni utworzenie jakiejkolwiek większościowej koalicji – uważa publicysta, Zbigniew Szczęsny w rozmowie z Zero.pl.
  • Dr Mirowski wskazuje cztery scenariusze: Przedterminowe wybory, rząd mniejszościowy Gadiego Eisenkota, wielka koalicja bez Netanjahu albo próba zbudowania większości przez obóz obecnego premiera.

Wybory parlamentarne w Izraelu nie przyniosły wyraźnego zwycięzcy. Z sondaży exit poll opublikowanych po zamknięciu lokali wyborczych wynika, że Likud premiera Benjamina Netanjahu prawdopodobnie zdobył najwięcej głosów, ale ani obóz rządzący, ani jego przeciwnicy nie uzyskali większości w Knesecie. To oznacza, że o przyszłości rządu mogą zdecydować negocjacje z mniejszymi ugrupowaniami, w tym partiami arabskimi.

Wybory w Izraelu. Ogromna frekwencja, brak wyraźnego zwycięzcy

Według sondaży trzech izraelskich stacji telewizyjnych – Kanałów 11, 12 i 13 – blok przeciwników Netanjahu może zdobyć 52–53 mandaty w 120-osobowym parlamencie, a obóz premiera około 50. Do utworzenia rządu potrzeba co najmniej 61 głosów.

Reklama
Reklama

Rekordowa frekwencja. Mobilizacja po obu stronach

Jednym z najważniejszych sygnałów po głosowaniu jest frekwencja. Według Centralnej Komisji Wyborczej do godz. 20 czasu lokalnego zagłosowało 74,3 proc. uprawnionych. To najwyższy wynik o tej porze od 1988 r. Dla porównania, podczas wyborów w 2022 r. frekwencja o tej samej godzinie wynosiła 66,3 proc.

Exit Poll w Izraelu. (fot. X/Times of Israel)

Publicysta i komentator polityczny Zbigniew Szczęsny zwraca uwagę, że tak wysoka frekwencja świadczy o dużym zaangażowaniu obywateli. W jego ocenie wybory przyniosły jednak przede wszystkim impas. – Pierwsze exit polls po dopiero co zakończonych wyborach w Izraelu wskazują na bardzo wyrównaną walkę i nieomal pewne trudności, jakie napotka Netanyahu próbując utworzyć większość w mocno podzielonym parlamencie – mówi.

Podobnie na frekwencję patrzy historyk i znawca relacji polsko-żydowskich dr Mikołaj Mirowski. W rozmowie z Zero.pl zwracał uwagę na silną polaryzację oraz wyjątkowo gorącą kampanię, której towarzyszyły masowe demonstracje i mobilizacja różnych grup społecznych.

Reklama
Reklama

Izrael przed decyzją. „Jedne z najważniejszych wyborów ostatnich dziesięcioleci”

 Wysoka frekwencja nie przełożyła się jednak na rozstrzygnięcie, które pozwoliłoby którejś ze stron spokojnie przejąć władzę. – Jeżeli Eisenkot będzie mieć minimalną przewagę nawet dwóch, trzech mandatów nad Netanjahu, a partie arabskie nie zagłosują za jego rządem, tylko się wstrzymają, to będzie rządzić Eisenkot, nawet bez rządu mniejszościowego. Dlaczego? Bo w parlamencie izraelskim w Knessecie Możliwe jest głosowanie tylko „za” – mówi Zero.pl dr Mirowski.

Netanjahu może wygrać w głosach, ale przegrać walkę o większość

Wstępny obraz wyborów jest paradoksalny. Likud Netanjahu może pozostać największą partią, ale to nie oznacza automatycznie, że obecny premier będzie w stanie utworzyć nowy rząd. W izraelskim systemie parlamentarnym kluczowe znaczenie ma bowiem nie tylko wynik pojedynczego ugrupowania, lecz także możliwość zebrania większości w 120-osobowym Knesecie.

Z drugiej strony blok przeciwników premiera, na którego czele stoi były szef sztabu armii Gadi Ajzenkot, również nie ma zagwarantowanej większości. Nawet jeśli uzyska nieco więcej mandatów niż obóz Netanjahu, będzie musiał znaleźć sposób na zdobycie poparcia lub przynajmniej neutralności innych parlamentarzystów.

Reklama
Reklama

Szczęsny podkreśla, że przewaga jednego z bloków może być minimalna. Zwraca też uwagę, że wynik może się jeszcze zmienić wraz z pojawieniem się kolejnych danych. – Dobry wynik – 17-18 miejsc w parlamencie, arabskiego bloku Ra’am zasadniczo utrudni utworzenie jakiejkolwiek większościowej koalicji – przekonuje.

Nie chodzi wyłącznie o liczbę mandatów. Potencjalne porozumienie z partiami arabskimi może być politycznie trudne dla części przeciwników Netanjahu, którzy musieliby liczyć się z oskarżeniami o odejście od dotychczasowych deklaracji. Z kolei obóz premiera także musiałby szukać dodatkowych głosów, jeśli jego własne zaplecze nie wystarczy do uzyskania większości.

Cztery scenariusze po wyborach

Dr Mikołaj Mirowski wskazuje cztery możliwe drogi rozwoju sytuacji. Pierwsza to przedłużający się impas, który nie doprowadzi do wyłonienia nowego rządu i zakończy się kolejnymi wyborami. Do tego czasu Netanjahu mógłby pozostać u władzy jako premier kierujący dotychczasowym rządem.

Benjamin Netanjahu w toku kampanii publikował dramatyczne komunikaty. „Zadzwońcie do dziadka i babci, do wuja i ciotki. Jesteśmy w wojnie o dom!” – pisał na portalu X.

Drugi scenariusz zakłada powstanie rządu mniejszościowego pod przewodnictwem Eizsenkota. Jak tłumaczy Mirowski, w takim układzie partie arabskie nie musiałyby formalnie wejść do koalicji ani głosować za nowym gabinetem. Wystarczyłoby, że przy odpowiednim rozkładzie mandatów wstrzymałyby się od głosu, pozwalając rywalom Netanjahu uzyskać przewagę w głosowaniu.

Reklama
Reklama

„Programowo wcale się od siebie tak znacznie nie różnią”

Trzecia możliwość to wielka koalicja skupiająca główne siły obu obozów. Mirowski przywołuje tu przykład Niemiec, gdzie w przeszłości dochodziło do wspólnych rządów konkurujących ze sobą ugrupowań. 

–  I w Izraelu też jest to możliwe, zwłaszcza, że programowo i koalicja Eisenkota i blok, szerszy blok Netanjahu programowo wcale się od siebie tak znacznie nie różnią. Istnieje taka możliwość, że będzie wielka koalicja, czyli jedni i drudzy się dogadają, tylko warunkiem pewnie strony tej, która minimalnie wygrała będzie, żeby to był rząd bez Benjamina Nataniachu – przekonuje historyk. 

Czwarty scenariusz zakłada, że ostateczny wynik przechyli się na stronę obozu premiera. Wówczas Netanjahu mógłby próbować zdobyć poparcie mniejszych ugrupowań lub doprowadzić do sytuacji, w której część parlamentarzystów nie zagłosuje przeciwko jego rządowi.

Kto utworzy rząd?

Po ogłoszeniu oficjalnych wyników prezydent Icchak Herzog przeprowadzi konsultacje z ugrupowaniami parlamentarnymi i powierzy misję utworzenia rządu politykowi, którego uzna za mającego największe szanse na zebranie koalicji. 

Reklama
Reklama