Reklama

Firmy słono zapłacą za dyskryminację. Nawet 60 tys. zł za błąd w ofercie pracy

Reklama

Nawet 84 proc. ofert pracy publikowanych przez pracodawców jest niezgodnych z prawem. Powód? Podana nazwa stanowiska nie jest neutralna płciowo. Dziś Państwowa Inspekcja Pracy nie może karać pracodawców za błąd w ogłoszeniu o naborze, ale już za kilka miesięcy sankcja za takie wykroczenie wyniesie do 60 tys. zł.

pap_autor_leszek-szymanski-p-ap_autor_tytus-zmijewski
Do Państwowej Inspekcji Pracy wpłynęły pierwsze skargi dotyczące niezapewnienia neutralności pod względem płci w ogłoszeniach o pracę (fot. Leszek Szymański / Tytus Żmijewski / PAP)
  • Do Państwowej Inspekcji Pracy wpływają pierwsze skargi na pracodawców, którzy nie stosują w ofertach nazw neutralnych płciowo.
  • Obecnie inspektorzy pracy nie mogą karać firm za dyskryminujące ogłoszenia rekrutacyjne. To jednak wkrótce się zmieni.
  • Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej już pracuje nad zmianą przepisów, które pozwolą karać pracodawców za niestosowanie się do wymogu neutralności płciowej. Sankcja za takie wykroczenie wyniesie nawet 60 tys. zł.
  • Bez względu na to, czy wejdą w życie nowe regulacje, już dziś kandydat do pracy, który poczuł się dyskryminowany, może pozwać niedoszłego pracodawcę. Jeżeli sąd przyzna mu rację, minimalne odszkodowanie wyniesie nie mniej niż 4806 zł.

Reklama

Od 24 grudnia 2025 r. ogłoszenia o naborze muszą być neutralne pod względem płci. Taką zmianę wprowadziła nowelizacja kodeksu pracy. W praktyce oznacza to, że firmy nie mogą podawać w ogłoszeniu, że szukają „murarza”, „tapicera”, „pielęgniarki” czy „przedszkolanki” – ani nazwa, ani treść oferty nie mogą sugerować płci.

Ogłoszenia o pracę, które spełniają wymóg neutralności, zawierają takie nazwy jak np.: sprzedawca/sprzedawczyni, specjalista/ka czy np. doradca (K/M), gdzie „K” oznacza kobietę, a „M” – mężczyznę.

„Panią zatrudnię” trzyma się mocno

Z danych zebranych przez portal Zero.pl wynika, że większość pracodawców nie przestrzega nowego obowiązku.
– Jeżeli przyjrzymy się tylko polskojęzycznym nazwom, jedynie 15,2 proc. ofert jest neutralna, niewskazująca na płeć kandydata – informuje Ewelina Kaszuba z Rocket Jobs.


Reklama

W innych serwisach rekrutacyjnych też większość ogłoszeń nie spełnia nowych wymogów.
– Udział ofert z neutralnymi płciowo nazwami pod koniec stycznia wynosił 49,5 proc. – mówi Olga Skarżyńska z Pracuj.pl. Choć zauważa, że od wejścia w życie nowych przepisów rośnie odsetek tych ogłoszeń, które są zgodne z nowymi wytycznymi. – Tuż przed 24 grudnia 2025 r. takie oferty stanowiły ok. 18 proc. wszystkich ogłoszeń w Pracuj.pl – wylicza.


Reklama

Nie tylko w serwisach komercyjnych znajdziemy dyskryminujące nazwy. Jest ich pełno w publicznej bazie ofert pracy ePraca, która upowszechnia ogłoszenia wpływające do powiatowych urzędów pracy i Ochotniczych Hufców Pracy (OHP). Prowadzi ją Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS).

Jak tłumaczy się resort?
„Nazwę stanowiska pracy określa pracodawca. Zgłoszona oferta jest weryfikowana i zatwierdzana przez pracownika powiatowego urzędu pracy lub OHP, a następnie przesyłana w sposób automatyczny do ePracy. Część ofert aktualnie dostępnych w ePracy została zgłoszona przez pracodawców jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów kodeksu pracy”– wyjaśnia MRPiPS w odpowiedzi dla Zero.pl.

Resort dodaje, że przesłał w grudniu 2025 r. do wszystkich powiatowych urzędów pracy oraz OHP wytyczne wskazujące, że pracodawca ma dwie możliwości określania nazw stanowisk zgodnych z kodeksem pracy. Może zastosować:


Reklama

  • formę, która w sposób neutralny opisuje stanowisko, nie sugerując płci (np. osoba odpowiedzialna za obsługę klienta),
  • jednocześnie dwie formy, jedną wskazującą na płeć męską, a drugą na płeć żeńską (np. księgowa/księgowy).

Reklama

Ministerstwo podkreśla, że pracownicy powiatowych urzędów pracy oraz OHP są zobligowani do weryfikowania prawidłowości nazwy stanowiska i w razie potrzeby do jej zmiany w porozumieniu z pracodawcą. Planuje też wyczyścić portal ePraca z dyskryminujących ogłoszeń.

„Prowadzone są prace w zakresie zmian w elektronicznym formularzu zgłoszenia oferty. Polegają one na wprowadzeniu specjalnego pouczenia/informacji dla pracodawców formułujących nazwę stanowiska o obowiązku jej określania zgodnie z przepisami kodeksu pracy” – informuje MRPiPS.

Bezzębna inspekcja

Tymczasem kandydaci już skarżą się na niepokornych pracodawców.
– Do Państwowej Inspekcji Pracy wpłynęły pierwsze skargi dotyczące niezapewnienia neutralności pod względem płci w ogłoszeniach o pracę – potwierdza Marcin Stanecki, główny inspektor pracy, w odpowiedzi dla Zero.pl.


Reklama

Na razie nie jest ich wiele, bo przepisy obowiązują dopiero drugi miesiąc i kandydaci nie zawsze wiedzą o nowym obowiązku.
– Do tej pory odnotowaliśmy kilka takich przypadków i postępowania jeszcze trwają – przyznaje Stanecki. – Rozpatrując skargę, badamy, czy konkretna treść ogłoszenia ma charakter dyskryminujący lub sugerujący preferencję określonej płci – dodaje.


Reklama

Nawet jeżeli PIP stwierdzi nieprawidłowości, niewiele może zrobić.
– Obecnie możemy skierować do pracodawcy niewiążące go wystąpienie lub wydać mu polecenie, np. dotyczące zmiany dyskryminujących treści w ogłoszeniu o pracę. Podkreślam jednak, że w myśl obowiązujących przepisów Państwowa Inspekcja Pracy nie nakłada kar na pracodawców za ogłoszenia naruszające neutralność płciową – wyjaśnia Stanecki.

Dodaje, że w najbliższych miesiącach uprawnienia PIP mogą się jednak zmienić. Stanie się tak, gdy do polskich przepisów zostanie zaimplementowana unijna dyrektywa w sprawie równości kobiet i mężczyzn, która przewiduje sankcje finansowe za naruszenia. Czas na wdrożenie unijnych przepisów mija 7 czerwca 2026 r.


Reklama

Rząd szykuje bat na pracodawców

Nad implementacją dyrektywy już pracuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
„Zmiany dotyczące możliwości nakładania mandatów przez PIP w zakresie neutralnych płciowo ogłoszeń o pracę są planowane w projekcie ustawy o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości. Art. 54 ust. 2 tego projektu wprowadza wykroczenia polegające na niestosowaniu nazw stanowisk neutralnych pod względem płci w ogłoszeniach o naborze” – wskazuje MRPiPS w odpowiedzi dla Zero.pl.


Reklama

Planowana nowelizacja, obecnie w konsultacjach społecznych, przewiduje rozszerzenie katalogu wykroczeń przeciwko prawom pracownika. Zgodnie z proponowanym brzmieniem przepisów „kto, będąc pracodawcą, w ogłoszeniach o naborze nie stosuje nazw stanowisk neutralnych pod względem płci, podlega karze grzywny”.

Dziś sankcja za wykroczenia antypracownicze wynosi od 1 tys. zł do 30 tys. zł, ale to się zmieni. Zgodnie z innym projektem – nowelizacji ustawy o PIP, który jest tuż przed przyjęciem przez rząd, grzywny wzrosną dwukrotnie i będą wynosić od 2 tys. zł do 60 tys. zł.

Fala pozwów?

Czy to oznacza, że dziś pracodawcy są całkiem bezkarni? Nie.
– Co prawda ze strony PIP pracodawca publikujący dyskryminujące treści nie musi liczyć się obecnie z konsekwencjami naruszenia obowiązujących od grudnia przepisów regulujących zasady publikowania ogłoszeń o naborze do pracy. Jeśli jednak kandydatka bądź kandydat aplikujący na wolne stanowisko poczują się nierówno traktowani treścią ogłoszenia lub dyskryminowani w trakcie naboru, mogą złożyć pozew do sądu pracy o odszkodowanie – przypomina główny inspektor pracy.


Reklama

Sąd pracy może przyznać takiej osobie rekompensatę w kwocie nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę, które w tym roku wynosi 4806 zł.


Reklama

Eksperci przyznają, że to tylko kwestia czasu, kiedy ruszy fala pozwów.
– Na pewno znajdą się osoby, które będą urażone dyskryminującą ofertą pracy – przyznaje Paweł Śmigielski z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Na razie jest trochę za wcześnie, nowe regulacje obowiązują nieco ponad miesiąc. Nie wszyscy o nich wiedzą, ale to będzie się z czasem zmieniać. Będziemy obserwować zarówno skargi wpływające do PIP, jak i postępowania sądowe – dodaje.

Na ten moment kandydaci, którzy uważają, że oferta wykluczyła ich z udziału w rekrutacji, nie szturmują sądów.
– Nie spotkaliśmy się na razie z takimi pozwami kandydatów. Na takie sprawy jest jeszcze zbyt wcześnie. Niewykluczone oczywiście, że w przyszłości się pojawią – uważa radczyni prawna Katarzyna Wilczyk, starszy prawnik w Kancelarii Raczkowski.


Reklama