Amerykański śmigłowiec bojowy Apache rozbił się w poniedziałek w pobliżu strategicznej cieśniny Ormuz. Dwuosobowa załoga maszyny została uratowana. Do zdarzenia doszło w okresie silnych napięć na Bliskim Wschodzie, pomimo formalnie obowiązującego zawieszenia broni.

- W pobliżu cieśniny Ormuz rozbił się amerykański wojskowy śmigłowiec Apache. Dwuosobowa załoga przeżyła i „czuje się dobrze”.
- Śledczy badają hipotezy dotyczące przyczyn wypadku maszyny. Pod uwagę brany jest m.in. wrogi ostrzał oraz awaria mechaniczna.
- To pierwszy utracony helikopter tego typu od wybuchu konfliktu pod koniec lutego.
Informację o wypadku ujawnił dziennik „New York Times”, powołując się na anonimowe źródła. Choć administracja prezydenta Donalda Trumpa oraz Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) nie wydały jeszcze oficjalnego oświadczenia przed publikacją, sam prezydent zapewnił we wtorek, że piloci śmigłowca czują się dobrze. Przyczyny zdarzenia są obecnie przedmiotem szczegółowego śledztwa.
– Nie jest jasne, czy Apache został zestrzelony przez irański ostrzał, uległ awarii mechanicznej czy napotkał inny problem – przekazało jedno z anonimowych źródeł, na które powołuje się amerykański dziennik.
Pierwsza taka maszyna stracona w tej wojnie
To pierwsza tego typu maszyna utracona przez Siły Zbrojne USA w wojnie przeciwko Iranowi, która wybuchła pod koniec lutego 2026 r. Dotychczas amerykańskie wojsko straciło w tym konflikcie ok. 30 bezzałogowców MQ-9 Reaper oraz kilka myśliwców.
Ponadto w kwietniu irańska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła dwa amerykańskie samoloty: szturmowy A-10 Warthog oraz myśliwiec F-15E Strike Eagle. Wtedy trzej członkowie załóg zostali uratowani, choć pilot F-15E spędził ponad dobę, ukrywając się w górach za liniami wroga.
Śmigłowce Apache, uzbrojone w pociski Hellfire, odgrywają kluczową rolę w operacjach na Bliskim Wschodzie. Amerykanie wykorzystują je do strącania irańskich dronów oraz odstraszania niewielkich łodzi, których Teheran używa do minowania cieśniny Ormuz i atakowania statków.
Działania te wiążą się z nałożoną przez Waszyngton w kwietniu blokadą morską irańskich portów. Podczas tej operacji Amerykanie zatrzymali już 134 jednostki próbujące wpłynąć do Iranu lub z niego wypłynąć. Blokada USA stanowiła odpowiedź na wcześniejsze zablokowanie cieśniny Ormuz przez Iran.
Napięcie na Bliskim Wschodzie znowu wzrasta
Do katastrofy doszło w momencie ponownego wzrostu napięcia w regionie. Choć od 8 kwietnia formalnie obowiązuje zawieszenie broni, a USA negocjują trwałe zakończenie wojny, w weekend 7 i 8 czerwca doszło do krótkiej, gwałtownej eskalacji. Wojska Izraela wkroczyły głębiej w terytorium południowego Libanu i zbombardowały przedmieścia Bejrutu.
W odpowiedzi w niedzielę wieczorem wojska irańskie ostrzelały cele w Izraelu. Nocą z niedzieli na poniedziałek izraelskie lotnictwo przeprowadziło z kolei uderzenia na cele w środkowym i zachodnim Iranie.
Krótka wymiana ognia została przerwana po bezpośredniej interwencji Donalda Trumpa, który zaapelował do obu stron o natychmiastowe wstrzymanie bombardowań. Prezydent USA ostrzegł izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, że może wkrótce „zostać sam” i walczyć bez wsparcia ze strony Waszyngtonu. Po tym ostrzeżeniu zarówno Izrael, jak i Iran zdecydowały o zaprzestaniu wzajemnych ataków.