Ta wojna wygląda na jedną z bardziej nieprzewidywalnych, jeśli chodzi o możliwe konsekwencje, czas trwania – mówi Zero.pl Filip Grzebuła, ekspert ds. Bliskiego Wschodu. Według niego konflikt może być na tyle dotkliwy dla państw Unii Europejskiej, że ich władze zaczną naciskać na zmianę polityki USA.

- Prezydent Iranu Masud Pezeszkian przekazał we wtorek, że mimo „wyjątkowej sytuacji” struktury państwa działają, a naród jest zjednoczony.
- Donald Trump w triumfalnym przemówieniu ogłosił, że Iran został już praktycznie pokonany.
- Kategoryczne stwierdzenie, że irańska obrona powietrzna już nie istnieje, najprawdopodobniej jest jeszcze przesadą – mówi Filip Grzebuła, ekspert Instytutu Nowej Europy, w rozmowie z Zero.pl.
Donald Trump zapowiedział rychły koniec konfliktu podczas wtorkowego oświadczenia, w którym zapewnił, że operacja przeciwko Iranowi przebiega dobrze, Teheranowi kończą się rakiety, a do tego kraj stracił obronę powietrzną.
Zapewnił, że Iran został już praktycznie pokonany militarnie, a USA niszczą jego zasoby rakiet, wyrzutni i marynarkę wojenną.
Iran jeszcze nie przegrał
– Byłbym ostrożny przy zakładaniu, że obrona powietrzna Iranu została wyeliminowana, myślę, że jest to możliwe, że większość potencjału arsenału Iranu, jeśli chodzi stricte o obronę powietrzną, została zniszczona. Nawet wtedy, kiedy była ona w dużo większym stopniu rozbudowana, w stanie pełnego potencjału, to i tak była za mało skuteczna, żeby mogła bronić Iran przed atakami rakietowymi – tłumaczy Filip Grzebuła, ekspert Instytutu Nowej Europy i absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z Zero.pl.
– Jeśli chodzi tutaj o tę obronę powietrzną, to na pewno Stany Zjednoczone i Izrael mają przewagę w powietrzu i to zdecydowaną, zwłaszcza, że lotnictwo Iranu składa się w większości ze starych myśliwców zakupionych jeszcze w czasach Szacha. Natomiast oczywiście takie kategoryczne stwierdzenie, że irańska obrona powietrzna już nie istnieje, najprawdopodobniej jest jeszcze na ten moment przesadą – dodaje.
Jednocześnie specjalista ds. Bliskiego Wschodu uważa, że cele, jakie Stany Zjednoczone stawiały sobie przed atakiem na Iran, są praktycznie niemożliwe do realizacji bez inwazji lądowej na ten kraj.
– Na pewno celem polityki Izraela i Stanów Zjednoczonych jest zniszczenie potencjału nuklearnego Iranu, zarówno cywilnego, jak i wojskowego. Trump też jasno zadeklarował, że celem tego ataku jest zmiana władzy w Iranie. Choć wydał też inne oświadczenie, że zaakceptowałby przewrót dokonany w ramach systemu władzy, który by wyniósł po prostu na szczyty osobę zainteresowaną współpracą ze Stanami Zjednoczonymi na ich warunkach, czyli wprowadzenie czegoś w rodzaju scenariusza wenezuelskiego. Jeśli chodzi właśnie o te deklaracje, to może być tak, że Donald Trump czy też Benjamin Netanyahu będą wygłaszać co jakiś czas sprzeczne oświadczenia, jeśli chodzi o cele wojny – podkreśla nasz rozmówca.
„Łatwo wyznaczyć początek wojny, nie da się wyznaczyć końca”
Ekspert Instytutu Nowej Europy uważa też, że prezydent USA celowo unika konkretnych deklaracji dot. celów amerykańskiej i izraelskiej agresji na Iran. Przyznaje, że obecnie nie sposób wyznaczyć daty końca wojny.
– Deklaracje USA mogą być też wygłaszane w ten sposób, żeby zaciemnić cel i nikt się nie dowiedział, jaki naprawdę był – tłumaczy rozmówca Zero.pl.
– W przypadku, gdyby nie udało się zrealizować realnego, głównego celu, i tak można powiedzieć, że się osiągnęło sukces. Coś takiego też widzieliśmy w przypadku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, że inne cele były deklarowane na początku, tam miała być tak zwana denazyfikacja, demilitaryzacja Ukrainy, a prawie nie było mówione o celach terytorialnych. Jeżeli chodzi o sam możliwy czas trwania konfliktu, to w pierwszej kolejności należy zacytować klasyka Sun Tzu, który mówił, że można wyznaczyć początek wojny, a nie da się wyznaczyć jej końca. Wojna jest zazwyczaj zbyt nieprzewidywalna, żeby móc wyznaczyć czas, kiedy się na pewno skończy. Akurat ta wojna wygląda na jedną z bardziej nieprzewidywalnych, jeśli chodzi o możliwe konsekwencje, czas trwania – twierdzi.
Według eksperta Iran odpowiada USA i Izraelowi na dwa sposoby: atakując cele związane z obecnością amerykańską na Bliskim Wschodzie, a także blokując trasy dostaw surowców do Europy.
– Trzeba też pamiętać, że celność irańskich rakiet przy tych środkach uderzenia nie jest nadzwyczaj wysoka, nawet jeżeli większość trafia w cel albo przynajmniej leci do tego celu, to albo duża część nie trafia, albo jest zestrzeliwana – mówi i dodaje: – Inna sprawa, że Iran liczy na zakłócenie po prostu dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu do Europy, licząc że czy to ropa saudyjska, czy katarska, również z gazem z tych państw, sprawi, że Zachód zostanie zmuszony do negocjacji z Iranem na niekorzystnych dla niego warunkach.
Odpowiedź gospodarcza Iranu, czyli wywoływanie zakłóceń w światowym łańcuchu dostaw, wydaje się, że jest tym rodzajem odpowiedzi, który może być najbardziej bolesny dla państw trzecich lub państw sprzymierzonych z USA. Daje możliwość, że sojusznicy USA poprzez kłopoty, jakie im to wywoła, zaczną domagać się od Stanów Zjednoczonych zmiany polityki, żeby zapewnić sobie powrót np. dostaw surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu.
Filip Grzebuła, ekspert ds. Bliskiego Wschodu
Według eksperta INE ta forma odpowiedzi Iranu jest bardzo niekorzystna dla krajów europejskich. – Zamyka perspektywy współpracy gospodarczej, ekspansji firm europejskich na rynek irański, ale po prostu wprowadza kompletną destabilizację gospodarczą poprzez zakłócenie dostaw, a pamiętajmy, że państwa Unii Europejskiej, w tym również Polska, przez ostatnie lata zastępowały ropę i gaz z Rosji właśnie między innymi ropą i gazem z Bliskiego Wschodu. Surowce z Bliskiego Wschodu nie mogą być w zdecydowanej większości dostarczane do Europy – podsumowuje.