Reklama
Reklama

Zaginione akta pacjentów. Wielki spór o dokumentację medyczną

TYLKO NA

Umiera lekarz prowadzący prywatny gabinet. Prawo nakazuje, by dokumentację jego pacjentów przejęła izba lekarska. W praktyce nie zawsze do tego dochodzi. Samorząd lekarski i Ministerstwo Zdrowia przerzucają się odpowiedzialnością, a chorzy nie mogą doprosić się pomocy.

lewa-red-6
Zdarzały się sytuacje, że informacje o pacjentach z prywatnych gabinetów ginęły bez śladu i nie dało się ich odzyskać. (fot. hxdbzxy / Shutterstock / UODO)
  • Coraz więcej osób leczy się w prywatnych gabinetach. W przypadku śmierci lekarza pacjenci mają kłopot z odzyskaniem swojej historii choroby.
  • Zgodnie z prawem akta powinny przejmować okręgowe izby lekarskie. Te jednak twierdzą, że czasami jest to niemożliwe.
  • Spierają się o tę kwestię z Ministerstwem Zdrowia, Rzecznikiem Praw Pacjenta i Urzędem Ochrony Danych Osobowych.
  • Po pytaniach Zero.pl UODO zapowiada złożenie wniosku o zmianę przepisów.

Kartony z dokumentacją medyczną walają się po korytarzu. Każdy może zajrzeć do środka. W innych przypadkach dokumentacja pacjentów znika bez śladu. Nie wiadomo, czy trafiła na śmietnik, na strych, czy może wpadła w niepowołane ręce. To przypadki z życia wzięte.

Choć prawo nakazuje izbom lekarskim zaopiekowanie się aktami medycznymi po śmierci lekarzy prowadzących prywatne gabinety, nie zawsze się to dzieje. Redakcja Zero.pl otrzymuje zgłoszenia od pacjentów, którzy latami nie mogą odzyskać swoich akt.

– Dla mnie ta dokumentacja ma ogromne znaczenie. Nie tylko zawiera wrażliwe dane osobowe, ale także prowadzona była przez wybitnego lekarza. Utrata akt oznacza zniszczenie wartościowej historii medycznej i rodzi ryzyko błędu w diagnozach innych lekarzy – skarży się czytelniczka Zero.pl.

Reklama
Reklama

Czyja to wina? Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że izb lekarskich. Te z kolei wskazują, że problemem są nieprecyzyjne przepisy. Rzecznik Praw Pacjenta i Urząd Ochrony Danych Osobowych są zaś zgodni, że ten kłopot trzeba jak najszybciej rozwiązać.

Przepis nakazujący przejęcie dokumentacji medycznej przez izbę lekarską jest, nomen omen, martwy.

prawniczka Aneta Sieradzka dla Zero.pl

– Prawodawca założył, że ktoś dobrowolnie przekaże dokumentację, ale nie przewidział sytuacji, gdy ktoś tego nie zrobi. Nie ma więc narzędzi ani możliwości przymuszenia posiadaczy dokumentacji. To sytuacja absurdalna i szkodliwa dla pacjentów – dodaje mec. Sieradzka.

Prawniczka przyznaje, że zna przypadki z własnej praktyki zawodowej, gdy informacje o pacjentach z prywatnych gabinetów ginęły bez śladu i nie dało się ich odzyskać.

Reklama
Reklama

Dziurawe prawo

Przepisy są teoretycznie jasne: odpowiedzialność za dokumentację w przypadku śmierci lekarza prowadzącego prywatny gabinet powinna przejąć właściwa okręgowa izba lekarska. Gdy sprawa dotyczy pielęgniarki, położnej, fizjoterapeuty lub diagnosty laboratoryjnego, wówczas obowiązek spada na ich samorządy zawodowe.

Diabeł tkwi jednak w szczegółach. W Polsce jest obowiązek przekazywania do centralnego systemu elektronicznego tylko niektórych informacji, np. o wystawionych receptach czy zwolnieniach. Pozostałe dane medyczne są przechowywane na komputerze w gabinecie lekarza albo w formie papierowej.

Jeśli spadkobiercy lub rodzina zmarłego lekarza nie znają hasła do komputera albo fizycznie nie dostarczą kartonów z papierowymi teczkami do izby lekarskiej, to pojawia się kłopot. Pacjenci nie mają się wtedy do kogo zgłosić. W praktyce nikt nie opiekuje się ich danymi.

Dlaczego się tak dzieje, tłumaczy prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski w odpowiedzi na pismo szefa UODO. Wskazuje, że cel przepisów jest słuszny, ale w praktyce realizacja obowiązku spoczywającego na samorządzie bywa utrudniona.

Reklama
Reklama

Jankowski wylicza, że izby nie zawsze uzyskują informację o zgonach lekarzy (czasem wiadomość o zgonie dociera nawet z rocznym opóźnieniem). Samorząd nie dysponuje też kontaktami do ewentualnych spadkobierców lub członków rodziny zmarłego lekarza. 

Prezes NRL przekonuje, że izby wysyłają listy na adres gabinetów lekarskich. Nie zawsze ktoś je odbiera i ma ochotę przekazać akta pacjentów. Szef samorządu wspomina też, że jest kłopot z dostępem do danych elektronicznych.

Przedstawiciele okręgowych izb lekarskich mówią nam, że prawo nie daje im możliwości np. siłowego wejścia do dawnego gabinetu lekarskiego. Twierdzą też, że nie ma kar dla spadkobierców lekarza za nieprzekazanie dokumentacji.

Ministerstwo: To obowiązek izb

Resort zdrowia zupełnie inaczej postrzega tę sprawę. Nie ma żadnych wątpliwości, że izby lekarskie mają bezwzględny obowiązek zadbać o dokumentację medyczną po zmarłym lekarzu.

Reklama
Reklama

Ministerstwo przyznaje, że przepisy nie nakazują izbie prowadzenia postępowania ustalającego, gdzie faktycznie znajduje się dokumentacja. Natomiast skoro przepisy mówią o tym, że izby „odpowiadają” za akta, to powinny podjąć działania w kierunku zapewnienia im odpowiedniej ochrony.

Zdaniem urzędników izby lekarskie „nie mogą zachować się biernie”, jeżeli znają dane spadkobierców lub rodziny albo gdy ktoś informuje je o danych innej osoby posiadającej akta pacjentów.

Izba lekarska jest zobowiązana do wykazania aktywności w ustaleniu, gdzie znajduje się dokumentacja medyczna oraz w czyim jest posiadaniu.

Ministerstwo Zdrowia dla Zero.pl

Jednocześnie urzędnicy zauważają, że spadkobiercy zmarłego lekarza nie mają uprawnień do rozporządzenia aktami pacjentów. Nie stanowią one majątku, który mogą otrzymać w spadku. Zgodnie z Kodeksem karnym za bezprawne rozporządzenie dokumentami, ich ukrywanie lub niszczenie grozi nawet kara pozbawienia wolności.

Reklama
Reklama

Tyle teorii. Mecenas Aneta Sieradzka ripostuje, że nie wiadomo, kto miałby zająć się udowodnieniem, że spadkobiercy faktycznie bezprawnie dysponują dokumentacją medyczną: izby lekarskie czy pacjenci? Prawniczka podkreśla, że procedura mówiąca o konieczności przejęcia opieki nad danymi nie mówi nic na ten temat.

W skrócie: Ministerstwo Zdrowia uważa, że problemu nie ma. Jednocześnie nie zauważa poważnych luk w przepisach.

Potrzebna zmiana w przepisach

Rzecznik Praw Pacjenta, Rzecznik Praw Obywatelskich i Urząd Ochrony Danych Osobowych alarmują, że kłopot z ginącą dokumentacją medyczną nie jest teoretyczny. Od dłuższego czasu instytucje te próbują go rozwiązać.

Reklama
Reklama

Przedstawiają nam liczne pisma do okręgowych izb lekarskich, Naczelnej Izby Lekarskiej oraz Ministerstwa Zdrowia. Czytamy w nich obszerne polemiki prawne. Lekarze i urzędnicy przekonują się wzajemnie, że to oni mają rację. I nic z tego potem nie wynika.

Istnieje jednak szansa, że coś się w tej kwestii zmieni. Karol Witowski, rzecznik prasowy UODO, po pytaniach Zero.pl informuje, że urząd rozważa wniosek o zmianę spornych przepisów.

Tymczasem kłopot cały czas jest jednak nierozwiązany, a pacjenci nie wiedzą, co dokładnie dzieje się z ich dokumentacją medyczną.

Reklama
Reklama