– Boję się, że niestety trzeba będzie się przestawić na amerykański model prywatyzacji służby zdrowia i trzeba będzie płacić za te badania – mówi w rozmowie z Zero.pl doktor Łukasz Gabig. Właściciel pracowni rezonansu magnetycznego TK Medica w Starogardzie Gdańskim opublikował w piątek w sieci filmik , na którym widać puste korytarze oraz rezonanse najnowszej technologii. Sytuacja spowodowana jest wprowadzonymi przez NFZ limitami.

- Właściciel pracowni rezonansu w Starogardzie Gdańskim pokazuje puste gabinety i niewykorzystany sprzęt po zmianach w finansowaniu NFZ.
- Placówki medyczne otrzymują tylko częściową zapłatę za badania wykonane ponad limit kontraktu, co może wydłużyć kolejki.
- Lekarze ostrzegają, że pacjenci będą częściej zmuszeni korzystać z prywatnych badań lub trafią do szpitali z zaawansowaną chorobą.
– Smutny widok przy piątku. Niewykorzystany potencjał parku maszynowego w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Nasza placówka jest w stanie wykonywać ponad 100 razy w ciągu dnia na obydwu aparatach, w najwyższej rozdzielczości, w najnowszej technologii, jednakże wprowadzenie stawki dygresywnej i odroczenie płatności na rok nie pozwala nam na dalsze kredytowanie płatnika – mówił na nagraniu udostępnionym w portalu X dr Łukasz Gabig.
Bezpośrednią przyczyną takiej sytuacji – jak zwrócił uwagę rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej oraz współpracownik Kanału Zero Jakub Kosikowski, który rozpowszechnił wideo – są limity NFZ.
Na mocy urzędowej decyzji placówki od 1 kwietnia dostają tylko częściowe finansowanie za badania wykonane ponad limit kontraktu. Wcześniej nadwykonania były opłacane w całości, co pozwalało przyjmować więcej pacjentów i skracać kolejki.
NFZ ogranicza finansowanie. Puste korytarze w nowoczesnej pracowni rezonansu
Fundusz tłumaczy decyzję gwałtownym wzrostem kosztów diagnostyki, jednak lekarze ostrzegają, że nowe zasady mogą skłonić placówki do ograniczania przyjęć. W efekcie pacjenci mogą dłużej czekać na badania lub częściej korzystać z prywatnej opieki. Potwierdza to sytuacja pracowni rezonansu magnetycznego w Starogardzie Gdańskim.
– W zarządzeniu NFZ potwierdził, że będzie płacić nadwykonania dopiero po każdym roku kalendarzowym i w stawce dygresyjnej 0,5, czyli poniżej kosztu samej usługi. Wychodzi na to, że my mamy zakredytować Narodowy Fundusz Zdrowia na już wykonanych badaniach pacjentów, gdzie ponieśliśmy koszt prądu, lekarzy, sprzętu medycznego, wszystkiego, co wchodzi w skład diagnostyki obrazowej – mówi w rozmowie z Zero.pl dr Łukasz Gabig.
Wykorzystał ambulans dla rodziny posłanki KO. Ekspert: Karetka to nie taksówka
Diagnosta wylicza, że przy dużej liczbie badań oraz specjalistycznej aparaturze medycznej, która została doposażona w sztuczną inteligencje, miesięczny koszt może sięgać setek tysięcy złotych.
– Dostosowaliśmy nasze aparaty w taki sposób, że rezonans głowy jesteśmy w stanie wykonać w 10 minut, z zachowaniem sekwencji wytycznych Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego, a rezonans kolana i wszystkich stawów poniżej 10 minut, gdzie kiedyś takie badania trwały 40 minut – dodaje dr Gabig.
Diagnosta ostrzega: Pacjenci będą trafiać w złym stanie na SOR-y z już rozwiniętymi patologiami
Miesięcznie pracownia wykonuje 1,8 tys. badań rezonansowych, w tym także w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia, ale prowadzona jest także działalność prywatna (TK oraz USG). Na przestrzeni miesiąca przez placówkę przewija się około 2,5 tys. pacjentów.
Co teraz czeka pracownię? – Też bym chciał wiedzieć. Boję się, że niestety trzeba będzie się przestawić na amerykański model prywatyzacji służby zdrowia i trzeba będzie płacić za te badania – przyznaje wprost Łukasz Gabig.
– Sytuacja może spowodować to, że pacjenci będą trafiać w złym stanie na SOR-y z już rozwiniętymi patologiami, które mogły być wcześniej zdiagnozowane, aby im zapobiec – ostrzega diagnosta.
Epidemia otyłości. Tyjemy i płacimy za to wszyscy
Gabig zwraca uwagę, że w województwie pomorskim jest bardzo wysoka zachorowalność na glejaki, raka prostaty i raka piersi.
– Trafiają do nas tacy pacjenci z regionu, a ze względu na ponad 25-letnią renomę firmy rodzinnej przyjeżdżają do nas także osoby z całego kraju. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, obecnie próbujemy jakoś się tutaj dostosować, chociaż nie za bardzo widzimy, jak – pointuje.

