Reklama
Reklama

Reklama

Masowe rezygnacje z sanatorium. Lekarz wskazuje powód

Reklama

– To jest sprawa przewlekła, problem ma kilka przyczyn. Przede wszystkim niektórzy pacjenci traktują wizyty w sanatorium jak wakacje – powiedział w rozmowie z Zero.pl były konsultant wojewódzki Piotr Olszak. W ubiegłym roku liczba rezygnacji z pobytu w sanatorium wzrosła o niemal siedem tysięcy.

Duszniki-zdroj,,Poland,-,October,19,,2013:,People,Visit,Chopin,Sanatorium
Osoby starsze odwiedzające uzdrowisko i sanatorium Duszniki-Zdrój. (fot. posztos / Shutterstock)
  • Ponad 134 tys. pacjentów dobrowolnie zrezygnowało z wizyty w sanatorium. To wzrost o prawie siedem tysięcy względem 2024 r.
  • W rozmowie z Zero.pl były konsultant wojewódzki Piotr Olszak opowiedział o trwających od lat problemach z systemem skierowań do sanatoriów.
  • Według lekarza, część istniejących niedociągnięć można by łatwo i szybko zlikwidować, ale nie pozwalają na to przepisy.

Reklama

Jak podał serwis Medonet.pl, wzrosła liczba dobrowolnych rezygnacji z wizyt w sanatorium. Problem ma dotyczyć w równym stopniu wszystkich regionów Polski, co oznacza, że nie jest podyktowany miejscem zamieszkania pacjentów.

Wykorzystał ambulans dla rodziny posłanki KO. Ekspert: Karetka to nie taksówka

Według danych cytowanych przez serwis, w 2025 r. z leczenia w sanatoriach zrezygnowało 134031 osób – prawie siedem tysięcy więcej niż w 2024 r.


Reklama

 


Reklama

Lekarz o większej liczbie rezygnacji. „To jest sprawa przewlekła”

Problem stał się szczególnie widoczny w województwie łódzkim, gdzie w tegorocznym sezonie zimowym doszło do wielu rezygnacji z pobytu w sanatoriach. Łódzki oddział NFZ miał otrzymywać w tamtym czasie nawet 60-70 decyzji o rezygnacji dziennie. W tym czasie w Polsce występował bardzo silny mróz oraz śnieżyce, które utrudniały podróżowanie. 

Pytamy zatem lekarza, czy to jedyny powód masowych rezygnacji.

– To jest sprawa przewlekła, problem ma kilka przyczyn. Przede wszystkim niektórzy pacjenci traktują wizyty w sanatorium jak wakacje. Jeśli pacjent nie jest po jakimś bezpośrednim zdarzeniu, jak np. zawał, to być może zrezygnuje i poczeka na lepszy termin, bo nie chce jechać zimą – tłumaczy rozmowie z Zero.pl były konsultant wojewódzki, obecnie zastępca dyrektora ds. medycznych w Kolejowym Szpitalu Uzdrowiskowym w Nałęczowie Piotr Olszak.


Reklama

Według lekarza, masowe rezygnacje w okresie zimowym są standardem. – Szczerze mówiąc nie zaobserwowałem dużych wzrostów. Ta sytuacja powtarza się co roku w pierwszym kwartale. Pacjenci nie chcą jeździć zimą i ja to rozumiem – stwierdził Olszak w odpowiedzi na pytanie o to, czy sam zauważył większą liczbę rezygnacji.


Reklama

Szpital wypowiada leczenie chorym na SM. Problemem finanse

Były konsultant wojewódzki stwierdził, że innym problemem, z jakim boryka się system sanatoriów w Polsce jest sposób powiadamiania pacjentów o możliwości wyjazdu. – W momencie, kiedy pacjent rezygnuje, to w kolejce NFZ może być nawet dwa tysiące innych oczekujących. Składanie korespondencji i skierowań trwa bardzo długo, ponieważ jest prowadzone za pośrednictwem poczty tradycyjnej – powiedział. Zdaniem lekarza, wina w tym przypadku nie leży po stronie NFZ, ale przestarzałych przepisów.

 


Reklama

Problem sanatoriów mógłby zostać łatwo rozwiązany

Olszak twierdzi, że problem mógłby być w prosty sposób rozwiązany, ale nie jest to możliwe ze względu na istniejące przepisy. – Według mnie, rozwiązaniem byłoby powiadamianie pacjentów za pomocą telefonu i wówczas można by skutecznie skontaktować się z osobami, które oczekują na skierowanie do sanatorium. Jednak przepisy uniemożliwiają takie działanie – stwierdził. Lekarz przyznał, że wysyłanie skierowań pacjentom przy pomocy poczty tradycyjnej jest uwarunkowane średnim wiekiem zainteresowanych.


Reklama

Inną uciążliwą dla sanatoriów kwestią mają być wymogi prawne. Zasady te sprawiają, że radzenie sobie z rezygnacjami w okresie zimowym staje się trudniejsze. – Od kilku lat przepisy zmieniły się tak, że skierowania do sanatoriów muszą być rozłożone równomiernie w ciągu roku. To uniemożliwia zmianę ich liczby w pierwszym kwartale, co jeszcze bardziej utrudnia ten już ciężki czas w roku – poinformował.


Reklama