– To jest sprawa przewlekła, problem ma kilka przyczyn. Przede wszystkim niektórzy pacjenci traktują wizyty w sanatorium jak wakacje – powiedział w rozmowie z Zero.pl były konsultant wojewódzki Piotr Olszak. W ubiegłym roku liczba rezygnacji z pobytu w sanatorium wzrosła o niemal siedem tysięcy.

- Ponad 134 tys. pacjentów dobrowolnie zrezygnowało z wizyty w sanatorium. To wzrost o prawie siedem tysięcy względem 2024 r.
- W rozmowie z Zero.pl były konsultant wojewódzki Piotr Olszak opowiedział o trwających od lat problemach z systemem skierowań do sanatoriów.
- Według lekarza, część istniejących niedociągnięć można by łatwo i szybko zlikwidować, ale nie pozwalają na to przepisy.
Jak podał serwis Medonet.pl, wzrosła liczba dobrowolnych rezygnacji z wizyt w sanatorium. Problem ma dotyczyć w równym stopniu wszystkich regionów Polski, co oznacza, że nie jest podyktowany miejscem zamieszkania pacjentów.
Wykorzystał ambulans dla rodziny posłanki KO. Ekspert: Karetka to nie taksówka
Według danych cytowanych przez serwis, w 2025 r. z leczenia w sanatoriach zrezygnowało 134031 osób – prawie siedem tysięcy więcej niż w 2024 r.
Lekarz o większej liczbie rezygnacji. „To jest sprawa przewlekła”
Problem stał się szczególnie widoczny w województwie łódzkim, gdzie w tegorocznym sezonie zimowym doszło do wielu rezygnacji z pobytu w sanatoriach. Łódzki oddział NFZ miał otrzymywać w tamtym czasie nawet 60-70 decyzji o rezygnacji dziennie. W tym czasie w Polsce występował bardzo silny mróz oraz śnieżyce, które utrudniały podróżowanie.
Pytamy zatem lekarza, czy to jedyny powód masowych rezygnacji.
– To jest sprawa przewlekła, problem ma kilka przyczyn. Przede wszystkim niektórzy pacjenci traktują wizyty w sanatorium jak wakacje. Jeśli pacjent nie jest po jakimś bezpośrednim zdarzeniu, jak np. zawał, to być może zrezygnuje i poczeka na lepszy termin, bo nie chce jechać zimą – tłumaczy rozmowie z Zero.pl były konsultant wojewódzki, obecnie zastępca dyrektora ds. medycznych w Kolejowym Szpitalu Uzdrowiskowym w Nałęczowie Piotr Olszak.
Według lekarza, masowe rezygnacje w okresie zimowym są standardem. – Szczerze mówiąc nie zaobserwowałem dużych wzrostów. Ta sytuacja powtarza się co roku w pierwszym kwartale. Pacjenci nie chcą jeździć zimą i ja to rozumiem – stwierdził Olszak w odpowiedzi na pytanie o to, czy sam zauważył większą liczbę rezygnacji.
Szpital wypowiada leczenie chorym na SM. Problemem finanse
Były konsultant wojewódzki stwierdził, że innym problemem, z jakim boryka się system sanatoriów w Polsce jest sposób powiadamiania pacjentów o możliwości wyjazdu. – W momencie, kiedy pacjent rezygnuje, to w kolejce NFZ może być nawet dwa tysiące innych oczekujących. Składanie korespondencji i skierowań trwa bardzo długo, ponieważ jest prowadzone za pośrednictwem poczty tradycyjnej – powiedział. Zdaniem lekarza, wina w tym przypadku nie leży po stronie NFZ, ale przestarzałych przepisów.
Problem sanatoriów mógłby zostać łatwo rozwiązany
Olszak twierdzi, że problem mógłby być w prosty sposób rozwiązany, ale nie jest to możliwe ze względu na istniejące przepisy. – Według mnie, rozwiązaniem byłoby powiadamianie pacjentów za pomocą telefonu i wówczas można by skutecznie skontaktować się z osobami, które oczekują na skierowanie do sanatorium. Jednak przepisy uniemożliwiają takie działanie – stwierdził. Lekarz przyznał, że wysyłanie skierowań pacjentom przy pomocy poczty tradycyjnej jest uwarunkowane średnim wiekiem zainteresowanych.
Inną uciążliwą dla sanatoriów kwestią mają być wymogi prawne. Zasady te sprawiają, że radzenie sobie z rezygnacjami w okresie zimowym staje się trudniejsze. – Od kilku lat przepisy zmieniły się tak, że skierowania do sanatoriów muszą być rozłożone równomiernie w ciągu roku. To uniemożliwia zmianę ich liczby w pierwszym kwartale, co jeszcze bardziej utrudnia ten już ciężki czas w roku – poinformował.