- Sebastian M. skazany na osiem lat więzienia za spowodowanie wypadku z trzykrotnym skutkiem śmiertelnym wzbudził wielką dyskusję w internecie. Jedni twierdzą, że dostał za mało, a inni – że w innych krajach dostałby jeszcze mniej.
- Sprawdziłem, jak wygląda prawodawstwo i kary za podobne zdarzenia w kilkunastu krajach świata, uznawanych powszechnie za rozwinięte i cywilizowane.
- Są kraje, w których Sebastian mógłby otrzymać niższą karę niż w Polsce, ale to rzadkość. W większości państw prawo jest skonstruowane inaczej, mniej korzystnie dla skazanych za spowodowanie wypadku.
Osiem lat więzienia: o tyle wnioskował prokurator i tyle wymierzył sąd. To maksymalny wymiar kary, jaki mógł otrzymać oskarżony Sebastian (imię wystarczy, na nazwisko trzeba sobie zapracować) – i tyle właśnie mu wymierzono. Momentalnie po ogłoszeniu wyroku zaroiło się od komentarzy, że te osiem lat to śmiech na sali, że to właściwie żadna kara i w większości krajów tzw. Zachodu (nie tylko Europy) wyrok byłby znacznie dotkliwszy. Jednak wczoraj znalazłem też ciekawą wypowiedź o zupełnie przeciwnym charakterze – jej autor twierdzi (a setki osób mu przyklaskują swoimi reakcjami lub komentarzami), że w Niemczech za podobny wypadek kierujący otrzymywali znacznie niższe wyroki. Autor podaje nawet konkretne przykłady:
- 20 marca 2019 r. 23-letni kierowca prowadził samochód marki McLaren, jadąc z prędkością 286 km/h. Stracił panowanie nad samochodem i uderzył w barierkę, zabijając swoją pasażerkę – kobietę w wieku 18 lat. Wymierzono mu karę więzienia w zawieszeniu i grzywnę.
- W sierpniu 2023 r. kierowca będący pod wpływem alkoholu lub narkotyków prowadził Porsche z prędkością ok. 240 km/h. Uderzył w auto dostawcze i zabił jego kierowcę. Skazano go jedynie na dwa lata więzienia, a i to w zawieszeniu.
- W listopadzie 2024 r. kierowca zabił 14-letniego rowerzystę, będąc pod wpływem alkoholu. Kara – taka sama jak w poprzednim punkcie, wzięto pod uwagę, że rowerzysta nie miał oświetlenia.
Sprawdziłem wszystkie te opisane przypadki. W pierwszym sprawa została ostatecznie umorzona, a oskarżony musiał zapłacić po 10 tys. euro każdej najbliższej osobie z rodziny zabitej pasażerki. Niemieckie strony internetowe potwierdzają dwa pozostałe przypadki. Były to zdarzenia względnie podobne do sprawy Sebastiana, gdzie sądy naszego zachodniego sąsiada wydały bardzo łagodne wyroki, ale to nie znaczy, że tak samo byłoby w każdej innej sytuacji. Niemieckie prawo jest w tej sprawie dużo ostrzejsze niż polskie. Z jakiegoś powodu autor powyższej analizy pominął przypadek Polki skazanej za wyścig zakończony śmiertelnym wypadkiem. Polka za kratami spędzi resztę życia – Niemcy dopuszczają wyrok dożywocia za morderstwo drogowe. Zatem niekoniecznie Sebastian zostałby potraktowany tak łagodnie.
Osiem lat więzienia dla Sebastiana M. Posłowie chcą zmiany prawa
Gdzie jeszcze Seba wyłapałby dożywocie?
Na przykład w Stanach Zjednoczonych. Mógłby dostać tam osobny wyrok za każdą zabitą osobę, czyli łącznie 75 lat więzienia, plus dodatkowe „kraty” za ucieczkę z Polski, co stanowiłoby dodatkowy zarzut za utrudnianie postępowania. Dożywocie można też za taki czyn dostać w Wielkiej Brytanii. Wynikałoby ono z kumulacji przestępstw – szaleńczo szybka jazda, wielokrotność ofiar, ucieczka z kraju.
Ogólnie w wielu krajach, które sprawdziłem, nie ma „łączonego” wyroku za wszystkie ofiary, tylko każdą śmierć liczy się jako osobne zabójstwo drogowe. Rzeczywiście winduje to wyroki, na przykład w Turcji maksymalny wyrok w tej sprawie mógłby przekroczyć 22 lata więzienia. Dość standardowe są jednak widełki od 7 do 10 lat pozbawienia wolności, nawet jeśli sprawcę traktujemy jako zabójcę z zamiarem ewentualnym, a nie po prostu osobę, która spowodowała nieumyślnie śmierć przez nieostrożność. Motyw „zabójstwa z zamiarem ewentualnym” przewija się w prawodawstwie wielu krajów (np. w Holandii), ale maksymalna kara to często właśnie 10 lat – tak jest we Francji, w Czechach, podobnie w Hiszpanii (9 lat). W Holandii mógłby odsiedzieć lat 15, a we Włoszech – 18.
30 lat to za mało. Dożywocie dla morderczyni w Poznaniu
A gdzie naprawdę potraktowano by Sebastiana łagodniej?
Nie da się na to pytanie odpowiedzieć z pełną wiarygodnością, ale można podejrzewać, że w Szwecji czy Norwegii otrzymałby wyrok sześciu lat więzienia. Skandynawskie mandaty są bardzo wysokie, ale wyroki za wypadki – stosunkowo łagodne, a w dodatku odsiaduje się je w więzieniach o bardzo wysokim standardzie. W 2024 r. polski kierowca busa, który po pijanemu zabił dwie osoby jadące autem zabytkowym, został początkowo skazany na zaledwie 3,5 roku więzienia. Później zamieniono to na karę dożywotniej deportacji. Miękkie prawo, ale prawo.
Jest jeszcze jeden kraj, który łagodnie traktuje sprawców przestępstw drogowych: to Austria. Tam Sebastian poszedłby do więzienia na pięć lat. I zabraliby mu samochód, to znaczy nie dostałby odszkodowania z auto-casco, bo rozbite BMW zostałoby przejęte przez państwo. W Austrii Sebastian pewnie za dwa-trzy lata od dziś wyszedłby na wolność, jeśli by mu zaliczono do kary czas spędzony w areszcie.
Nie jest więc tak, że wszędzie na Zachodzie takie przestępstwo traktuje się surowiej
Co więcej, w krajach gdzie poziom bezpieczeństwa ruchu drogowego jest znacznie wyższy niż w Polsce, kary za to samo przestępstwo są diametralnie różne. W Wielkiej Brytanii – dożywocie, w Norwegii – 6 lat. Bo to nie prawo i wysokość kar odpowiada za bezpieczeństwo i porządek społeczny, co wydaje się banałem i truizmem, a jednak za każdym razem, gdy mamy sytuację nośnego, medialnego wypadku, jedyne, co potrafimy krzyczeć, to „kary są zbyt łagodne”.
W ostatnim akapicie odniosę się do tekstu Łukasza Zboralskiego
Łukasz napisał na naszym portalu tekst o wyroku wymierzonym Sebastianowi, w którym pojawia się nawoływanie do skończenia z „patologią warsztatów tuningowych”. Jest to mniej więcej zgodne z linią prezentowaną też przez największe media internetowe i telewizyjne, gdzie część odpowiedzialności za tę sytuację przerzuca się na „tuning” jako „niekontrolowane podkręcanie mocy i zdejmowanie ograniczników”. Krew na rękach mają mieć warsztaty, które z seryjnych, niewinnych samochodów czynią potwory niosące śmierć na drodze. Wygląda to jak zaplanowana i opłacona kampania prowadzona przez producentów samochodów.
Mam bowiem takie pytanie: co przerabiałby warsztat tuningowy, gdyby BMW nie wyprodukowało 530-konnego M850i, zdolnego osiągnąć 100 km/h w 3,7 sekundy? Jak to możliwe, że warsztat tuningowy jest odpowiedzialny, a producent samochodu zdolnego jechać 250 km/h – już nie? Jak to możliwe, że gdy BMW zdejmuje ogranicznik w modelu M8 Competition (nazywa się to pakietem M Driver), umożliwiając jazdę 305 km/h, to wszystko jest w porządku, a zły jest tuning?
Samochód sam się zablokuje, jeśli wykryje zły skład spalin. Ten system wchodzi teraz
Dopóki producenci samochodów nie zaczną brać odpowiedzialności za swoje produkty, nic się nie zmieni. Volvo już ograniczyło swoje samochody do 180 km/h. BMW, wasza kolej. Inaczej też powinniście iść siedzieć.
Może zainteresuje Cię także:


