Reklama
Reklama
Reklama

„Powinna dziś stracić stanowisko”. Będzie zawiadomienie ws. rzeczniczki praw dziecka

Monika Horna-Cieślak
Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. (fot. Piotr Polak / PAP)

Poseł Rozwoju Plus Paweł Jabłoński zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury po publikacji Zero.pl dotyczącej działań rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak. Adwokat ocenia, że działania urzędniczki mogą stanowić przekroczenie uprawnień.

  • Paweł Jabłoński zapowiedział zawiadomienie prokuratury po publikacji Zero.pl dotyczącej działań Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak.
  • Poseł uważa, że opisane zachowanie może stanowić przekroczenie uprawnień, podczas gdy Biuro RPD przekonuje, że rzeczniczka działała w ramach swoich kompetencji i w celu ochrony dzieci.
  • Wcześniej sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców i bardzo krytycznie ocenił skalę ingerencji instytucji w życie rodziny.

„Przerażające. Jak można coś takiego zrobić?!” – napisał Paweł Jabłoński, reagując na artykuł Zero.pl dotyczący okoliczności odebrania dwojga małych dzieci ich rodzicom. Jabłoński jest posłem klubu parlamentarnego Rozwój Plus i z zawodu adwokatem. Polityk zapowiedział, że sprawą powinny zająć się organy ścigania.

„Jeśli informacje zawarte w artykule Zero.pl są prawdziwe, pani Monika Horna-Cieślak powinna jeszcze dziś stracić stanowisko i ponieść odpowiedzialność karną” – stwierdził.

Poseł zarzucił rzeczniczce, że – w jego ocenie – mogła wykorzystać uprawnienia związane z pełnionym urzędem, aby doprowadzić do odebrania dzieci rodzicom. Ocenił, że opisane przez Zero.pl okoliczności „wyglądają co najmniej na przekroczenie uprawnień na szkodę interesu prywatnego”, wskazując na art. 231 Kodeksu karnego.

Reklama
Reklama

„Jeszcze dziś złożę w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury” – zapowiedział Jabłoński. Dodał również, że jego kancelaria jest gotowa świadczyć rodzinie bezpłatną pomoc prawną.

Reakcja Jabłońskiego jest następstwem publikacji Bartosza Michalskiego opisującej wydarzenia z sierpnia 2026 r.

14 sierpnia rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak była świadkiem zdarzenia na warszawskiej Białołęce. Zobaczyła kobietę, która szarpnęła dziecko i na nie krzyczała. Gdy rzeczniczka zwróciła jej uwagę, kobieta odpowiedziała wulgarnie.

Po zgłoszeniu RPD rodzinę sprawdziła policja, jednak funkcjonariusze nie znaleźli podstaw do natychmiastowej interwencji. Sprawa trafiła następnie do sądu rodzinnego. Sąd nie zdecydował o odebraniu dzieci i zlecił pilny wywiad środowiskowy. Kurator, który następnego dnia odwiedził rodzinę, również nie stwierdził potrzeby natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej.

Pracownik Biura RPD dwukrotnie kontaktował się z sądem, próbując przekonać sędziego do konieczności odebrania dzieci rodzicom.

Spotkanie z udziałem RPD i komendanta

Do przełomu doszło podczas spotkania na policji, w którym – według naszych ustaleń – uczestniczyli Monika Horna-Cieślak, komendant stołeczny policji Krzysztof Ogroński oraz policjantka.

Reklama
Reklama

To wtedy funkcjonariuszka wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci w wieku trzech i czterech lat. Ponieważ w krótkim czasie nie udało się zapewnić im innej opieki, dzieci zostały umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Jak wynika z postępowania, policjantka zeznała później przed sądem, że w momencie podejmowania decyzji nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców. Miała również przyznać, że po raz pierwszy w swojej kilkuletniej pracy zetknęła się z tak nadzwyczajnymi działaniami wobec jednej rodziny.

Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci

Sąd po zbadaniu sprawy nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. W uzasadnieniu odniósł się również do osobistego zaangażowania rzeczniczki praw dziecka.

Według uzasadnienia zachowanie RPD mogło świadczyć o „próbie wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu” do przeforsowania tezy o konieczności odebrania dzieci. Sąd zwrócił przy tym uwagę na wcześniejszy osobisty konflikt między rzeczniczką a matką dzieci.

Sąd krytycznie ocenił także argument dotyczący dwóch butelek piwa znalezionych w mieszkaniu rodziny. Określił go jako „całkowicie chybiony i wręcz absurdalny”, wskazując, że rodzice nie byli pod wpływem alkoholu, a w mieszkaniu nie znaleziono zakazanych substancji.

Reklama
Reklama

Jeszcze ostrzejsza była ogólna ocena działań instytucji. Sąd stwierdził, że „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”, a machina państwowa została uruchomiona „w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.

Biuro RPD: rzeczniczka miała obowiązek działać

Biuro Rzecznika Praw Dziecka przedstawiło Zero.pl odmienne stanowisko. Według urzędu Monika Horna-Cieślak była świadkiem „stosowania silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym” i jako bezpośredni świadek miała prawny obowiązek podjęcia działań.

Biuro zapewniło także, że podejmowało czynności w granicach swoich ustawowych kompetencji i na podstawie „szerokiego materiału dowodowego dotyczącego dzieci”. Podkreśliło, że działania w sprawie prowadziły również inne właściwe służby.

Reklama
Reklama