Reklama
Reklama
Reklama

Mundial pod napięciem. Gospodarz toczy wojnę z Iranem

TYLKO NA

Przed nami turniej, którego nieobliczalny gospodarz toczy wojnę z jednym z uczestników. Grozi zagładą cywilizacji. A kilka miesięcy wcześniej odbiera od FIFA… pokojową nagrodę. Tak, nadchodzą najbardziej pogmatwane mistrzostwa świata w historii.

Trump, Mundial, Infantino
Mundial zawsze jest imprezą równie piłkarską, co polityczną. (fot. Jia Haocheng / East News)
  • USA grozi jednemu z uczestników totalną zagładą, jednocześnie współorganizując największe święto piłki nożnej na swojej ziemi.
  • Reprezentacja Iranu musi grać na terenie wroga, którego prezydent otwarcie sugeruje, że Irańczycy mogą nie wrócić do domu.
  • Podczas rozgrywek irańscy kibice nie będą mogli dopingować swojej drużyny z trybun, Biały Dom wpisał ich kraj na czarną listę.

Fragment tekstu z Magazynu Zero #4.

Matka wszystkich meczów. 1998 r., Lyon. Stany Zjednoczone trafiają w grupie mundialowej na Iran. Zgodnie z protokołem FIFA to reprezentanci azjatyckiego kraju powinni jako pierwsi podać dłoń rywalom. Ci zapowiadają jednak, że tego nie zrobią, nawet jeśli mieliby zostać zdyskwalifikowani. Gra nie toczy się o zwykły gest, a o śmierć i życie. Ich trener przekazuje im, że jeśli przegrają z Amerykanami, już nigdy nie zobaczą swoich rodzin. Zawodnicy wiedzą, że z reżimem nie ma żartów i nie mogą pozwolić sobie na nic, co zostanie źle odebrane przez islamskie władze. O tym, że na boisku trzeba zostawić sto proc. zdrowia, nie trzeba nikomu z nich przypominać.

Reklama
Reklama

W efekcie FIFA decyduje się na odstępstwo od reguł i wymusza na Jankesach, by to oni wyciągnęli jako pierwsi dłoń przy powitaniu. Na murawie górują Irańczycy, a starcie dostaje niezwykle mocną, wiele ważącą nazwę: matka wszystkich meczów. Obwołano je najbardziej naładowanym politycznie spotkaniem w historii mistrzostw świata.

Dziesięć lat wcześniej kończy się ośmioletnia wojna iracko-irańska, w której ginie ponad milion osób. Amerykanie stoją w niej po stronie pierwszego z krajów. Aktywnie wspierają go w walce z islamską rewolucją, która doprowadziła w Iranie do ustanowienia państwa opartego na ortodoksyjnych szyickich zasadach. Na archiwalnych zdjęciach sprzed 1979 r. (to wtedy wybuchła rewolucja) można obejrzeć perskie kobiety bez burek, hidżabów czy abai, za to z odkrytymi włosami, odsłoniętymi dekoltami czy w krótkich spódniczkach. Wyglądają jak w Europie. Od 1983 r. muszą przestrzegać radykalnych koranicznych zasad dotyczących ubioru. Tak stanowi nie tylko religia, ale i prawo. Amerykanie, wspierając Irak w konflikcie, chcieli powstrzymać rozprzestrzenienie się rewolucji na inne kraje.

Po dwudziestu ośmiu latach od meczu w Lyonie skomplikowane relacje obu krajów wracają z jeszcze większą mocą. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem turnieju Stany Zjednoczone, jako gospodarz, toczą otwartą wojnę z Iranem, czyli z jednym z uczestników mundialu.

Reklama
Reklama

Najważniejszy turniej piłkarski świata niejednokrotnie obrastał w polityczne konteksty i napięcia. 1934 r., Włochy. Faszystowskie władze traktują mundial jako narzędzie propagandowe do wzmacniania wizerunku reżimu. 1938 r., Francja. Turniej odbywa się w przededniu wiszącej w powietrzu drugiej wojny światowej. Nie bierze w nim udziału Austria, mimo że wywalczyła awans, bowiem w 1938 r. doszło do Anschlussu, czyli aneksji tego kraju do III Rzeszy. 1978 r., Argentyna. Państwem rządzi brutalna dyktatura wojskowa pod przywództwem Jorge Rafaela Videli. W trakcie turnieju porwane i torturowane są tysiące osób, a największy ośrodek przetrzymywania więźniów politycznych znajduje się nieopodal Estadio Monumental, stadionu w Buenos Aires, na którym rozegrano finał. 1986 r., Meksyk.

Przeczytaj także: Pochwała analfabetyzmu, czyli krótka historia upadku Europy

Ćwierćfinałowe starcie pomiędzy Argentyną a Anglią odbywa się zaledwie cztery lata po brutalnej wojnie o Falklandy. Diego Maradona strzela słynnego gola „ręką Boga”, a jego rodacy upatrują w tym trafieniu symbolicznego rewanżu za porażkę w bitwach na Atlantyku.

I wreszcie historia najnowsza, bo tak się składa, że mundiale przyciągają ostatnio gospodarzy, wobec których istnieje długa kolejka wątpliwości moralno-etycznych. 2022 r., Katar. Turniej w kraju bez żadnych tradycji piłkarskich, za to łamiącym szereg praw człowieka, będącym symbolem sportwashingu, mierzącym się z zarzutami o śmierć setek migrantów przy budowie stadionów. 2018 r., Rosja. Aneksja Krymu, wspieranie separatystów w Donbasie, gigantyczna skala korupcji przy organizacji turnieju i ocieplanie wizerunku Władimira Putina. 2014 r., Brazylia. Masowe protesty społeczne przed i w trakcie turnieju przeciwko wydawaniu kolosalnych pieniędzy na stadiony kosztem obywateli żyjących w biedzie…

Reklama
Reklama

Mundial zawsze jest imprezą równie piłkarską, co polityczną. Ale jeszcze nigdy wcześniej w pełnej napięć historii tego turnieju nie zdarzyło się, by gospodarz prowadził wojnę z jednym z uczestników. Pod tym względem Donald Trump wzniósł nadchodzącą imprezę na niespotykany do tej pory poziom politycznej kontrowersji.

Jest ona tym większa, że reprezentacje Iranu i Stanów Zjednoczonych mogą na siebie trafić już w 1/16 finału. Stanie się to, jeśli oba zespoły zajmą drugie miejsca w swoich grupach. Czyżby matka wszystkich meczów miała stać się… babcią?

Nie mieszajmy sportu z polityką

„Politico” twierdzi, że Gianni Infantino, czyli twarz, mózg i zarazem fałszywy uśmiech FIFA, jest jedyną osobą na świecie, która zapewnia, że potrafi pogodzić Teheran i Waszyngton. Jego pomysł na dyplomację można sprowadzić do hasła: „nieważne, kto zaczął, macie się pogodzić”. Prezydent piłkarskiej federacji utrzymuje przed mundialem, że wszyscy się lubią, chętnie ze sobą zagrają, a sportu nie powinno się mieszać z polityką. Jedni nazwą to mądrą dyplomacją, a inni śliskim lawirowaniem.

Ani w jedno, ani w drugie nie bawi się Donald Trump. Najpierw stwierdza, że „zupełnie nie obchodzi go, czy Iran zagra na mistrzostwach”. Później dodaje, że reprezentacja tego kraju jest oczywiście „mile widziana”, ale „nie uważa jej obecności za dobry pomysł dla bezpieczeństwa i życia jej członków”, co brzmi trochę jak: „przyjeżdżajcie, pewnie, przy dobrych wiatrach nawet uda wam się wrócić”. Ewentualnie: „przyjeżdżajcie, nasi ludzie już czekają z karabinami”.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Z Warszawy do Manili. Moja ucieczka na koniec świata #1

Patrząc z tej perspektywy, nikogo nie mogą dziwić zdecydowane reakcje irańskich władz piłkarskich. Obserwowaliśmy nawoływanie do wykluczenia Stanów z turnieju, grożenie wycofaniem się z mundialu i pomysł przeniesienia meczów do Meksyku, który zyskał nawet aprobatę Claudii Sheinbaum, prezydentki współgospodarza mistrzostw, lecz roszadę zablokowała FIFA. Powód? Zmiana lokalizacji spotkań rozwaliłaby turniejową logistykę. Całe szczęście, że Irańczycy nie muszą się niczym przejmować, skoro nawet sam prezydent Stanów uważa, że są mile widziani…

Zakaz wjazdu

Nie można tego powiedzieć o irańskich kibicach. Ich kraj znalazł się na opublikowanej przez Biały Dom liście dziewiętnastu państw z niemal całkowitym zakazem wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych. Jest na niej jeszcze tylko jeden uczestnik mistrzostw – pogrążone w wewnętrznym kryzysie Haiti. Mieszkańcy tych krajów nie mają więc praktycznie żadnej możliwości, by obejrzeć mecze swoich reprezentacji z trybun.

Reklama
Reklama

Niewykluczone, że grono to powiększy się o irańskich oficjeli, którzy zbojkotowali już ceremonię losowania grup, po tym jak Amerykanie odmówili wydania wiz dla części członków federacji. Dokumentu umożliwiającego wjazd na amerykańskie terytorium nie wystawiono między innymi Mehdiemu Tajowi, prezesowi irańskiego związku piłkarskiego. Wyobrażacie sobie turniej, na który nie dociera Cezary Kulesza, bo kraj gospodarzy nie chce go wpuścić?...

Ciąg dalszy w Magazynie Zero!

Źródło: Magazyn Zero
Reklama
Reklama