Reklama
Reklama

Reklama

Szejkowie „zrywają się z łańcucha”. To może zmienić układ sił na rynku ropy

Reklama

Wystąpienie Zjednoczonych Emiratów Arabskich z naftowego kartelu OPEC wywołało poruszenie w globalnym sektorze energetycznym. Rynek wciąż analizuje konsekwencje decyzji szejków dla cen ropy. – Decyzja ZEA jest bardzo ważna, choć bardziej długoterminowo niż w tym momencie – mówi portalowi Zero.pl ekspert rynku paliw.

Zjednoczone Emiraty Arabskie opuściły OPEC
Zjednoczone Emiraty Arabskie opuściły OPEC (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Wstrząs w naftowym kartelu OPEC. Po prawie 60 latach opuszczają go Zjednoczone Emiraty Arabskie.
  • Ta decyzja może zmienić reguły gry na rynku ropy. Nie stanie się to jednak natychmiast.
  • ZEA chcą rozdawać karty w naftowym biznesie. Stawką są miliardy dol. przychodów ze sprzedaży „czarnego złota”.

Reklama

Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały, że z dniem 1 maja br. opuszczą międzynarodową organizację krajów producentów ropy naftowej, OPEC.

Decyzję tę poprzedziło kilka tygodni ataków na terytorium ZEA, które za pomocą rakiet i dronów przeprowadzał Iran, również będący członkiem naftowego kartelu. Frustracja szejków rosła też wraz z każdym dniem blokady Cieśniny Ormuz, uderzającej w możliwości eksportu ropy z emiratów, a przez to w samo serce ich gospodarki. Przed atakiem USA i Izraela na Iran ZEA produkowały ok. 3,6 mln baryłek ropy naftowej dziennie.

Ucieczka z kartelu

Członkostwo ZEA w OPEC sięga lat 60. XX wieku, kiedy do kartelu – siedem lat po jego utworzeniu – dołączył emirat Abu Zabi. Skąd decyzja o opuszczeniu organizacji właśnie teraz? W rozmowie z CNBC minister do spraw energii ZEA Suhail Mohamed al-Mazrouei zapewnił, że została ona podjęta w takim czasie, że jej konsekwencje dla innych krajów członkowskich, jak również konsekwencje cenowe, będą minimalne. 


Reklama

Minister al-Mazrouei dodał, że ZEA ma ambicję osiągnięcia do 2027 r. zdolności produkcyjnych na poziomie 5 mln baryłek ropy dziennie i chce mieć większą swobodę działania, aby osiągnąć ten cel.


Reklama

Al-Mazrouei miał rację: wyjście Zjednoczonych Emiratów Arabskich z OPEC nie wstrząśnie rynkiem ropy teraz, ale skutki tej decyzji w pełni ujawnią się za kilka lat.

– W historii kilka krajów już występowało z OPEC, niektóre do tej organizacji wracały, natomiast decyzja ZEA o jej opuszczeniu jest, moim zdaniem, bardzo ważna – choć bardziej długoterminowo niż w tym momencie – potwierdza w rozmowie z Zero.pl Dawid Czopek, zarządzający w Polaris FIZ, ekspert rynku paliw.

W 2024 r. z OPEC wycofała się Angola. Wcześniej, w 2019 r., organizację opuścił Ekwador (zresztą po raz drugi – poprzednio był członkiem OPEC w latach 1973–1992; wrócił do kartelu w 2007 r.), a także Katar. W 2016 r. z listy członków wypisała się Indonezja, która niecały rok wcześniej wznowiła swoje członkostwo (poprzednio w OPEC w latach 1962–2009).


Reklama

Problemy, jakie kraje członkowskie miały z OPEC, były zawsze z grubsza te same. OPEC narzuca i modyfikuje limity wydobycia ropy (wpływa w ten sposób na podaż i ceny surowca na świecie) i wymaga od swoich członków, aby tych limitów przestrzegały – a nie wszyscy są skłonni podporządkować się polityce kartelu w jednakowym stopniu. Powoduje to wewnętrzne napięcia.


Reklama

O ile jednak opuszczenie OPEC przez Indonezję czy Ekwador nie miało długofalowych skutków dla rynku ropy, teraz może być inaczej.

Ma to związek z pozycją ZEA w tym kartelu – tłumaczy Dawid Czopek. – OPEC to 12 krajów, z których najważniejsza jest Arabia Saudyjska, odpowiadająca za 30 proc. całej produkcji tej organizacji. To również kraj, któremu najbardziej zależy na tym, by ten kartel istniał. Potem mamy ZEA, Irak i Iran; z tych trzech krajów każdy odpowiada za kilkanaście procent wydobycia OPEC. A cała reszta w istocie ma niewiele do powiedzenia – to m.in. kraje afrykańskie z bardzo małym udziałem w łącznym wydobyciu, Kuwejt, który też nie produkuje zbyt wiele, czy zmagająca się ze swoimi problemami Wenezuela.

Rugby, kosmos, śmieci. Tajemnica bezobjawowej pracy polityka PiS wycenionej na 165 tys. zł


Reklama

– Przed wybuchem wojny kartel OPEC szacował swoje wolne moce produkcyjne na 4 mln baryłek dziennie, z czego za połowę odpowiadali Saudyjczycy, a ZEA za jakieś 1,5 mln baryłek dziennie – dodaje ekspert. – Kartel opuszcza więc kraj, który odpowiadał za blisko połowę wolnych mocy produkcyjnych.


Reklama

Ponieważ ograniczenia można wprowadzać tam, gdzie jest zapas mocy, OPEC stanie przed poważnym wyzwaniem.

OPEC osłabnie, ZEA zaczną rozdawać karty

– Uszczuplenie tych wolnych mocy automatycznie powoduje, że OPEC nie może prowadzić polityki limitowania produkcji – mówi Dawid Czopek. – Na dzień dzisiejszy nie ma to znaczenia, bo ropa i tak nie może wydostać się z Bliskiego Wschodu przez blokadę Cieśniny Ormuz, ale po zakończeniu wojny trzeba będzie jakoś uzupełnić luki w globalnej podaży. Szacuje się, że dotychczas w wyniku konfliktu świat stracił ok. 1 mld baryłek ropy. Tę lukę mogą uzupełnić tylko ZEA.

ZEA chcą nie tylko uzupełnić tę lukę, ale też na tym zarobić. Państwa Zatoki Perskiej od dekad dyktują warunki na globalnym rynku ropy. Nie zmieniło tego nawet to, że od 2018 r. to Stany Zjednoczone są największym producentem surowca na świecie (stało się to dzięki rewolucji łupkowej, czyli skokowemu wzrostowi wydobycia ropy, ale także gazu ziemnego ze skał łupkowych po upowszechnieniu się technologii szczelinowania hydraulicznego).


Reklama

W 2025 r. USA produkowały ok. 13,6 mln baryłek ropy dziennie, ale tak duży wolumen nie czyni ich samowystarczalnymi. Chociaż Amerykanie są eksporterem netto energii, to są zarazem importerem netto ropy naftowej. To dlatego, że krajowa produkcja obejmuje głównie ropę lekką i słodką, podczas gdy wiele rafinerii potrzebuje cięższej ropy do produkcji benzyny i diesla. Jak wyliczał w ubiegłym roku amerykański związek producentów paliw i produktów petrochemicznych, rafinerie w USA potrzebują około 16,5 mln baryłek dziennie, aby utrzymać wymagany poziom produkcji.


Reklama

W tej sytuacji państwa Zatoki Perskiej utrzymują swój monopol na ustalanie reguł w handlu ropą. ZEA zamierzają to wykorzystać.

Z ekonomicznego punktu widzenia dla ZEA głupotą byłoby tkwić w sojuszu, który narzuca im ograniczenia w produkcji – zauważa Dawid Czopek. – Zwiększone wydobycie po wojnie i tak nie będzie znacząco wpływać na obniżenie cen, bo potrzeby będą bardzo duże. Pozostawanie w OPEC mogłoby oznaczać dla ZEA utratę nawet 100 mln dolarów dziennie. Decyzja ZEA jest też częściowo motywowana politycznie – jest im bliżej do USA niż Arabii Saudyjskiej, a Donald Trump, łagodnie mówiąc, nie przepada za OPEC.


Reklama

Amerykański przywódca niejednokrotnie oskarżał kartel o sztuczne podtrzymywanie wysokich poziomów cen poprzez niskie limity wydobycia. Ale polityki jest tu więcej: dla ZEA sytuacja, w której Iran – jako członek OPEC – uderzył militarnie w innych współuczestników sojuszu, okazała się nie do przełknięcia.


Reklama

Rachunek ekonomiczny pozostaje jednak najważniejszym kryterium. Niedobory ropy wywołane zamknięciem Cieśniny Ormuz są obecnie tak duże, że uzupełnienie braków potrwa kilkanaście miesięcy, tym bardziej, że kraje Zatoki Perskiej będą musiały odbudować zniszczoną infrastrukturę naftową (w ZEA irańskie ataki uszkodziły m.in. rafinerię Ruwais, jedną z największych na świecie). Długotrwała luka na rynku zapobiegnie dużym spadkom cen ropy po otwarciu Cieśniny Ormuz (niekorzystnym z punktu widzenia producentów). ZEA nie zamierzają w tej sytuacji narzucać sobie ograniczeń produkcyjnych, chcą wiercić i na tym zarabiać. W tym celu „zrywają się z łańcucha” OPEC.

– Ceny ropy wciąż są w trendzie wzrostowym – zwraca uwagę Dawid Czopek. – Pojedyncze dni ze spadkami są konsekwencją jakichś pozytywnych doniesień z Bliskiego Wschodu, na które rynek reaguje spadkiem notowań. Nie oszukujmy się jednak: każdy dzień trwania konfliktu powoduje, że baryłek ropy na świecie jest coraz mniej.

Jak dodaje, na ostatnie wzrosty notowań nałożyły się też dane o zapasach baryłek ropy w USA: – Zmalały one dramatycznie; jest to największy spadek w sytuacji niezwiązanej z katastrofą naturalną (taką jak np. huragan, który wymusza wyłączenie rafinerii – red.). Matematyka jest nieubłagana: ropa nie płynie przez Cieśninę Ormuz i po prostu brakuje jej na rynku, mimo uwalniania strategicznych rezerw.


Reklama

Gdyby nawet ceny ropy naftowej po zakończeniu wojny spadły z obecnych poziomów przekraczających 100 dol. do 80 dol. za baryłkę, to ZEA – wykorzystując w pełni wolne moce na poziomie 1,5 mln baryłek dziennie – mogłyby liczyć w skali roku na dodatkowe 43,8 mld dol. przychodów ze sprzedaży.


Reklama

Demokracja między walką z nienawiścią a pokusą kontroli

Początek końca naftowego sojuszu?

Pozostaje pytanie, czy w ślady ZEA podążą inni członkowie OPEC lub OPEC plus (to szerszy sojusz, w którego skład wchodzą m.in. Rosja, Kazachstan i Azerbejdżan).

Jak powiedział CNBC Matt Smith, główny analityk ds. rynku ropy w Kpler, pierwszy w kolejce do wyjścia (z OPEC plus) może być Kazachstan, który utrzymuje nadprodukcję i chętnie przestałby się ograniczać odgórnymi wytycznymi. Także Nigeria (w OPEC od 1971 r.), największy producent ropy naftowej w Afryce, coraz bardziej priorytetowo traktuje wydobycie na potrzeby krajowych rafinerii, zmniejszając w ten sposób zależność od rynków eksportowych – a przy okazji osłabiając swoją motywację do przestrzegania limitów OPEC.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Katarzyna Dybińska
Katarzyna DybińskaDziennikarka

Reklama