Reklama
Reklama
Reklama

Najpierw alarm, po kilku minutach odwołanie. Alert RCB znów zawodzi

Mieszkańcy Lubelszczyzny otrzymali alert RCB o zmasowanym ataku powietrznym na zachodnią Ukrainę. Zaledwie sześć minut później komunikat odwołano. Jak wyjaśniło Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, sytuacja zmieniła się jeszcze w trakcie rozsyłania pierwszego SMS-a, dlatego część osób dostała wyłącznie informację o zakończeniu zagrożenia.

white-6
Lublin. (fot. Shutterstock)
  • Pierwszy alert RCB ostrzegał przed trwającym atakiem, drugi informował już o jego zakończeniu.
  • Między oboma komunikatami minęło zaledwie kilka minut.
    Część mieszkańców Lubelszczyzny nie otrzymała pierwszego ostrzeżenia, ale dostała jego odwołanie.
  • RCB tłumaczy, że decyzja o zakończeniu alertu zapadła w trakcie masowej wysyłki SMS-ów.

W niedzielne popołudnie mieszkańcy województwa lubelskiego otrzymali niepokojący komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. „Na obszarze zachodniej Ukrainy trwa zmasowany atak powietrzny. Śledź komunikaty” – brzmiał pierwszy alert.

Nadciąga załamanie pogody. WOT w gotowości, RCB i IMGW wydały alerty

Komunikat opublikowano również w oficjalnych kanałach RCB. Według informacji podanych przez centrum i relacji mediów pierwszy alert wysłano o godz. 15.07. Zaledwie sześć minut później, o godz. 15.13, pojawiła się wiadomość o całkowicie innym charakterze: atak miał się już zakończyć, a na terytorium Polski nie było zagrożenia.

Reklama
Reklama

Zamieszanie z SMS-ami 

Problem w tym, że w momencie wysłania drugiego komunikatu pierwsza masowa wysyłka SMS-ów nie była jeszcze zakończona. Część mieszkańców Lubelszczyzny zaczęła więc informować, że nie dostała ostrzeżenia o trwającym ataku, lecz od razu wiadomość o jego zakończeniu. Dla odbiorcy, który wcześniej nie otrzymał żadnego alertu, taki SMS mógł wyglądać co najmniej zagadkowo.

Wyjaśnienie przedstawił rzecznik RCB Piotr Błaszczyk. Jak wynika z jego relacji dla mediów, decyzja o odwołaniu alertu zapadła jeszcze w trakcie technicznego procesu rozsyłania pierwszego komunikatu. W efekcie część osób mogła nie otrzymać pierwotnego SMS-a w ogóle.

Alert RCB dla pięciu województw. „Możliwe przerwy w dostawie prądu”

Samo RCB nie ukrywa, że doszło do sytuacji, w której tempo rozwoju wydarzeń okazało się szybsze niż techniczne możliwości dostarczenia pierwszego ostrzeżenia do wszystkich odbiorców. Alert był pierwotnie oznaczony jako obowiązujący „do odwołania”, ale odwołano go niemal natychmiast. Oficjalne komunikaty RCB w serwisie PAP MediaRoom pojawiły się odpowiednio o godz. 15.16 i 15.18.

Niedzielne zamieszanie jest szczególnie istotne dlatego, że mieszkańcy wschodniej Polski są coraz częściej informowani o zagrożeniach związanych z rosyjskimi atakami na Ukrainę. Zaledwie kilkanaście dni wcześniej RCB wysyłało podobne ostrzeżenia do mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia. Wówczas między pierwszym komunikatem a jego odwołaniem minęło znacznie więcej czasu.

Reklama
Reklama

Spóźniona reakcja RCB?

W ostatnich tygodniach pojawiały się również pytania o skuteczność samego systemu ostrzegania. Po jednym z wcześniejszych incydentów na Lubelszczyźnie część mieszkańców nie otrzymała wiadomości tekstowej mimo uruchomienia alarmu. Sprawa była szeroko komentowana, także w związku z koniecznością szybkiego i jednoznacznego informowania ludności w sytuacji potencjalnego zagrożenia.

Niedzielna sytuacja nie oznacza, że komunikat o zagrożeniu był fałszywy. RCB potwierdziło, że ostrzeżenie dotyczyło realnego, zmasowanego ataku powietrznego na zachodnią Ukrainę. Problem polegał na tym, że sytuacja zmieniła się tak szybko, iż zanim pierwszy alert dotarł do wszystkich telefonów, centrum zdążyło już rozesłać jego odwołanie.

Dla systemu ostrzegania to jednak nie jest bez znaczenia. W sytuacji kryzysowej komunikat powinien być nie tylko prawdziwy, ale też zrozumiały i dostarczony odbiorcy w odpowiednim momencie. Tymczasem niedzielny przypadek pokazał, że masowa wysyłka SMS-ów może nie nadążać za wydarzeniami, które w przypadku zagrożenia z powietrza zmieniają się w ciągu kilku minut.

Reklama
Reklama