W sieci rośnie popularność wpisów o rzekomej „Narewskiej Republice Ludowej”. Maria Stepan w materiale Kanału Zero ostrzega, że to nie jest oddolny ruch, lecz precyzyjnie zaplanowana operacja Kremla. Wykorzystując scenariusz znany z Donbasu, rosyjskie służby próbują zdestabilizować najbardziej wysunięte na wschód miasto Estonii i przetestować czujność NATO.

- Narewska Republika Ludowa nie istnieje w rzeczywistości, ale posiada już flagę, hymn i szerokie zasięgi w rosyjskojęzycznych mediach społecznościowych.
- Eksperci wskazują na uderzające podobieństwo do wydarzeń z 2014 r. na Ukrainie – od budowania narracji o „uciskanych Rosjanach” po prowokacje informacyjne.
- Władze w Tallinnie oraz eksperci ds. bezpieczeństwa jednoznacznie identyfikują NRL jako operację wpływu rosyjskich służb specjalnych, mającą na celu rozbicie spójności społecznej kraju.
Na Kanale Zero pojawił się materiał Marii Stepan o Narewskiej Republice Ludowej (NRL), która zdaniem autorki jest „hybrydową operacją informacyjną wymierzoną nie tylko w Estonię”.
Narwa to najdalej na wschód wysunięte miasto Estonii. Znajduje się w północno-wschodniej części kraju, na granicy z Rosją.
Brak zgody tuż przed szczytem. Fico ogłasza ws. Ukrainy: Nie będę za tym głosował
Narewska Republika Ludowa – flaga, hymn i terytorium
– W internecie od początku marca coraz większą popularność zdobywają wpisy o Narewskiej Republice Ludowej, która ma już swoją flagę, hymn i terytorium – powiedziała Stepan. Dodała, że większość mieszkańców jest rosyjskojęzyczna.
– Żadnego ruchu separatystycznego nie ma. Ten rosyjsko-podobny twór nie istnieje. O tej republice piszą jacyś nieznani ludzie – wyjaśniła.
Dziennikarka Kanału Zero przypomniała sytuację z Ukrainy z 2014 r.
– Wtedy też tak się zaczynało, a potem powstały i Doniecka, i Ługańska Republiki Ludowe. Znaleźli się też w końcu i separatyści.
„Narwa jest i zawsze pozostanie miastem estońskim. Te drobne próby wywołania zamieszania i osłabienia spójności społecznej są proste i nie są niczym nowym. Widzieliśmy już wcześniej takie taktyki w Rosji i poza nią, w Estonii i gdzie indziej – to tani sposób na wywołanie zamieszania i oburzenia” – przypomniano wpis ministra spraw zagranicznych Estonii Margusa Tsahkny.
Maria Stepan oceniła, że celem kremlowskiej propagandy jest:
- destabilizacja Estonii,
- sianie nieufności między estońską większością a rosyjskojęzyczną mniejszością w regionie,
- stworzenie narracji uciskanych Rosjan na wzór Donbasu z 2014 r.,
- testowanie reakcji NATO i Estonii.
– To znany schemat wojny hybrydowej – zacytowano słowa estońskiego eksperta do spraw bezpieczeństwa Illimara Lepika von Wiréna.
W dalszej części materiału zacytowano kilkoro mieszkańców regionu, którzy o pomyśle powstania Narewskiej Republiki Ludowej mówią negatywnie.
Stepan przypomniała, że na komunikatorach internetowych pojawiają się „wiadomości wzywające zwolenników nowej prorosyjskiej republiki do rozdawania ulotek, przeprowadzania operacji sabotażowych i uzbrajania się”.
Scenariusz narwiański – atak Rosjan na Estonię
Przedstawiła szczegóły tzw. scenariusza narwiańskiego, zgodnie z którym Rosja atakuje miasto pod pretekstem ochrony prorosyjskiej ludności. Interwencja NATO miałaby być zablokowana groźbą użycia broni jądrowej.
Zdaniem estońskich służb za koncepcją NRL stoją służby specjalne Rosji. Przypomniano, że konta piszące o NRL wykorzystują separatystyczną symbolikę, używają takiego samego nazewnictwa i opisów, rozpowszechniają hymn oraz flagę republiki.
– To nie jest organiczny ruch separatystyczny. To klasyczna rosyjska operacja wpływu – podsumowała Stepan.
Dziennikarka przypomniała doniesienia prasowe o wykupywaniu przez rosyjskie służby nieruchomości w pobliżu baz wojskowych NATO w kilkunastu krajach – „Rosjanie kupowali domki letniskowe, magazyny, opuszczone szkoły, kościoły, a nawet całe wyspy”.
Norwegia z nową strategią. W tle obawy przed wojną
Przez lata sygnały te bagatelizowano. Dopiero w ostatnich miesiącach Finlandia i kraje bałtyckie przyjęły zakaz zakupu nieruchomości przez Rosjan i Białorusinów.