
Ujawniliśmy, że szpital w Nowej Soli raportował jako ostre zespoły wieńcowe znacznie więcej przypadków niż inne placówki w Polsce. Ponieważ takie świadczenia są lepiej wyceniane, mogło to zwiększać wpływy szpitala z Narodowego Funduszu Zdrowia. Kontrolerzy sprawdzą, czy szpital rozliczał „papierowe zawały”.
- Do portalu Zero.pl zgłosili się byli pacjenci Wielospecjalistycznego Szpitala w Nowej Soli. Wskazywali, że mają kłopoty wynikające z tego, że choć nie przeszli ostrych zawałów serca, w dokumentacji wypisowej ze szpitala widnieje takie rozpoznanie. Niektórzy nie mogli ubezpieczyć się prywatnie, inni stracili dostęp do potrzebnych im leków, bo przeciwwskazaniem do ich stosowania jest przebycie ostrego zawału serca.
- Dysponujemy dokumentacją medyczną kilkorga pacjentów. Pokazaliśmy ją dwóm niezależnym kardiologom. W papierach wypisowych zawały są. W przeprowadzonych badaniach nie ma po nich nawet śladu.
- Szpital uważa dane, które pozyskaliśmy z NFZ, za „niewłaściwe”. I wskazuje, że ma tak dobrze funkcjonującą kardiologię, że do placówki zgłaszają się pacjenci w najcięższym stanie z różnych gmin.
- Po naszym tekście Narodowy Fundusz Zdrowia wszedł do nowosolskiego szpitala z kontrolą.
Urzędnicy Narodowego Funduszu Zdrowia sprawdzą, czy Wielospecjalistyczny Szpital w Nowej Soli rozliczał fikcyjne zawały serca w trybie ostrym, by dostać więcej pieniędzy. To pokłosie publikacji Zero.pl.
7 września 2026 r. napisaliśmy, że zgłosiło się do nas kilka osób, które były pacjentami szpitala w Nowej Soli. Ich relacje były zbieżne: pacjent z kłopotami trafia do nowosolskiej placówki i wychodzi z niej z rozpoznanym ostrym zespołem wieńcowym. Co, w dużym uproszczeniu, zazwyczaj oznacza przebycie ostrego zawału serca. Szkopuł w tym, że ludzie, którzy się do nas zgłosili, żadnego zawału nie mieli.
Po kilku miesiącach dostrzegli, że wpisanie przebytego ostrego zawału komplikuje im życie. Jedna z osób nie mogła wykupić prywatnego ubezpieczenia, bo zakład ubezpieczeń uznał, że nie warto podpisywać umowy z kimś po przebyciu ostrego zawału. Inna osoba wypadła z tzw. programu lekowego, czyli straciła dostęp do nowoczesnych leków – bo poważna choroba serca wykluczała z możliwości zażywania medykamentu.
Poprosiliśmy naszych rozmówców o przekazanie nam kompletu dokumentacji medycznej i zgodę na pokazanie jej kardiologom. Efekt? W papierach wpisane są zawały serca. Z badań jednak – jak przeanalizowali lekarze – nie wynika, by stan pacjentów był aż tak poważny.
Nie przesądzając o tym, co się stało w Nowej Soli, odpowiedzmy sobie na pytanie: po co w ogóle ktokolwiek miałby wpisywać ludziom choroby, których nie mają? Odpowiedzią może być sposób rozliczania świadczeń przez szpital z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Ostre zespoły wieńcowe są nielimitowane i lepiej wyceniane niż świadczenia planowe. Jest w tym logika: polskie państwo uważa, że nie można wprowadzać żadnych limitów na sytuacje, gdy czyjeś życie jest bezpośrednio zagrożone. A zarazem działanie w takim wypadku jest droższe, niż gdy ktoś po prostu choruje kardiologicznie, ale może spokojnie zaczekać na badania i ewentualne leczenie. Wykazanie ostrych stanów pozwala więc pozyskać większe środki z Narodowego Funduszu Zdrowia – w wypadku takiej placówki jak ta w Nowej Soli o ok. 2,5–3,5 mln zł więcej rocznie.
Zobacz również:
Polska stolica zawałów
Zgłosiliśmy tę sprawę do NFZ. Urzędnicy przyznali, że systemy analityczne Funduszu zidentyfikowały „istotne odchylenia statystyczne w strukturze sprawozdawczości świadczeń kardiologicznych realizowanych przez szpital w Nowej Soli”.
Dostaliśmy też konkretne dane.
W wypadku leczenia inwazyjnego (angioplastyki) świadczenia w trybie ostrego zespołu wieńcowego stanowią w skali kraju 39 proc. wszystkich zabiegów, a procedury planowe ponad 60 proc. W szpitalu w Nowej Soli jest na odwrót. 74 proc. wszystkich zabiegów angioplastyki wykazywanych jest tam jako ostre zespoły wieńcowe, a zaledwie 26 proc. jako świadczenia planowe.
Z kolei w koronarografii hospitalizacje w trybie ostrym stanowią 8 proc. ogółu diagnostyki w skali kraju. W nowosolskiej placówce jest to ponad 36 proc.
„Jesteśmy ofiarą własnego sukcesu”
Dawid Moczulski, kierownik działu organizacji, dokumentacji medycznej i analiz nowosolskiego szpitala, zderzony z danymi NFZ, stwierdził, że dysponujemy niewłaściwymi danymi i być może ktoś nieświadomie wprowadził nas w błąd.
Dalej w odpowiedzi Moczulski powołał się na szereg innych danych, z których wynikać by miało, że odsetek przypadków ostrych w stosunku do ogółu nie jest wcale zbyt duży. Przedstawiciel szpitala wskazuje, że placówka przyjmuje wielu pacjentów z innych powiatów, a nawet województw (tylko 28 proc. pacjentów pochodzi z miejscowego powiatu).
– Mamy bardzo niską śmiertelność wewnątrzszpitalną i jako pierwsi uczestniczymy w programie KOS-Zawał od samego początku funkcjonowania programu – stąd tylu pacjentów kierowanych do nas z ostrym zespołem wieńcowym. Ponadto większość ośrodków jest niewydolna i tacy pacjenci trafiają do nas. Poniekąd jesteśmy ofiarą własnego sukcesu – przekonywał Moczulski.
I wymieniał, że w ogólnopolskim rankingu szpital jest w pierwszej dziesiątce najlepszych oddziałów kardiologicznych. Na temat ostrego zespołu wieńcowego przedstawiciele placówki opublikowali wiele prac w fachowej literaturze kardiologicznej, a w samym nowosolskim ośrodku powstały na ten temat m.in. dwa doktoraty oraz praca habilitacyjna.
W skrócie: wszystko jest zgodnie z prawem, nie ma żadnych nieprawidłowości. I – co podkreślił przedstawiciel szpitala – świadczenia są bez problemu rozliczane z NFZ, który nie ma zastrzeżeń do placówki. Czy ten stan się nie zmieni – okaże się po kontroli.
Ostrzeżenie sprzed dekady
W 2016 r. Najwyższa Izba Kontroli zbadała sposób raportowania świadczeń z zakresu kardiologii inwazyjnej. I już wtedy stwierdziła, że pięć z dziesięciu kontrolowanych szpitali (tu ważne zastrzeżenie: nie kontrolowano wtedy szpitala w Nowej Soli) niezasadnie zgłaszało do NFZ świadczenia planowe jako ratujące życie.
W czasie objętym kontrolą kardiologiczne leczenie inwazyjne było wyceniane przez NFZ średnio pięcio-, sześciokrotnie wyżej niż zachowawcze. Zdaniem NIK przeszacowanie procedur mogło prowadzić do ich wykonywania nawet bez uzasadnienia medycznego.



