Reklama
Reklama
Reklama

Lekarze widmo i publiczne pieniądze. NFZ ruszył z masowymi kontrolami

TYLKO NA

Szpitale i przychodnie masowo oszukują państwo na pieniądze. Wykazują, że pracują w nich lekarze, którzy w rzeczywistości nie są nijak z nimi związani – ustalił portal Zero.pl. Potwierdzają to nam Narodowy Fundusz Zdrowia oraz samorząd lekarski.

spoldzielnia_bilokacja-listing
Przychodnie i szpitale oszukują, że zatrudniają kadrę medyczną, by zachować kontrakt z NFZ. (fot. Shutterstock, magnific.com)
  • Lekarze skarżą się, że są wzywani przez NFZ do wyjaśniania, jak mogli być w kilku miejscach jednocześnie. Mają tłumaczyć się z obecności w szpitalach i przychodniach, w których albo nigdy nie pracowali, albo zakończyli pracę lata temu – i z których nie pobierają żadnego wynagrodzenia.
  • Działalność NFZ to efekt wzmożonych kontroli. Kontrolerzy sprawdzają, czy polskie państwo nie płaci za oszustwa.
  • Oszukują szpitale i przychodnie. Wiele z nich ma braki kadrowe. Aby nie stracić publicznych środków, w sprawozdaniach do NFZ wykazują więcej personelu, niż naprawdę w nich pracuje. Umowy między państwem a placówkami przewidują bowiem określoną obsadę medyków.
  • – Wczoraj sprawdziłem i okazało się, że od siedmiu lat jestem wykazywany do NFZ jako pracujący 62 godziny na oddziale szpitalnym, w tym na SOR-ze, na którym nigdy nie byłem – mówi Zero.pl Artur Drobniak, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.
  • – Będziemy współpracować w tej sprawie z NFZ i Ministerstwem Zdrowia, bo widzimy, że ta sytuacja może stanowić zagrożenie nie tylko finansowe dla systemu, lecz także dla lekarzy i dla pacjentów. Skala problemu na pewno jest ogólnopolska – wskazuje nam Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Jak to jest możliwe, że lekarz pracuje w dwóch, trzech albo czterech szpitalach i przychodniach? To pytanie zadaje sobie wielu Polaków po wybuchu tzw. afery szpitalnej, która rozpoczęła się od serii publikacji Zero.pl na temat Warszawskiego Szpitala Południowego i młodego lekarza Dawida Kacprzyka.

Pytanie to zadają sobie też kontrolerzy z Narodowego Funduszu Zdrowia. W ostatnim czasie próbują znaleźć odpowiedź sprawdzając wiele placówek ochrony zdrowia.

– Środki publiczne są przekazywane na zapewnienie realnej opieki zdrowotnej. Wykazywanie personelu, który nie świadczy pracy w danej placówce, stanowi złamanie warunków umowy z NFZ i może skutkować nałożeniem kar umownych oraz żądaniem zwrotu nienależnie pobranych środków – wyjaśnia Jakub Gołąb, zastępca dyrektora Biura Komunikacji Społecznej i Promocji Narodowego Funduszu Zdrowia.

Reklama
Reklama

I dodaje, że fikcyjne lub błędne wykazywanie lekarzy stwarza tzw. papierową dostępność – pacjent żyje w przekonaniu, że w danej placówce przyjmuje lekarz danej specjalności, podczas gdy w rzeczywistości go tam nie ma. Ponadto przemęczenie personelu, wynikające z nakładających się grafików, może wpływać na bezpieczeństwo udzielanych świadczeń.

Masowa bilokacja

Z naszych ustaleń wynika, że problem jest poważny, a przypadki przekazywania przez szpitale i przychodnie, że dany lekarz pracuje w danym miejscu, choć w praktyce nie ma z nim nic wspólnego – częste.

NFZ jeszcze nie chce informować o skali. Sam fakt błędnego wykazania może stanowić oszustwo, ale może być też efektem pomyłki, np. przypadkowego zgłoszenia osoby, która chwilę wcześniej odeszła z pracy. Mogą też być przypadki świadomych przekrętów, na które godzą się i dyrektorzy placówek, i wykazywani lekarze.

Ale o skali problemu chętnie mówią lekarze. Ci bowiem często przypadkiem dowiadują się, że rzekomo pracują w kilku miejscach jednocześnie.

– Potwierdzam, że w ostatnim czasie dostajemy wiele zgłoszeń od lekarzy, że są fikcyjnie wykazywani do NFZ w szpitalach i poradniach. W krótkim czasie naliczyliśmy kilkadziesiąt sygnałów i każdego dnia pojawiają się kolejne. Przykładowo jedna z lekarek otrzymała żądanie wyjaśnień od NFZ, jak to możliwe, że przepracowała w miesiącu 600 godzin. Z naszych informacji wynika, że problem jest ogólnopolski – informuje Zero.pl Paweł Doczekalski, rzecznik praw lekarza w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie.

Reklama
Reklama

Sam prezes warszawskiej izby padł ofiarą wyłudzenia jego danych w raportowaniu do NFZ.

– Wczoraj sprawdziłem i okazało się, że od siedmiu lat jestem wykazywany do NFZ jako pracujący 62 godziny na oddziale szpitalnym, w tym na SOR-ze, na którym nigdy nie byłem. W dodatku przez szpital, w którym nie pracowałem od co najmniej czterech lat – przyznaje dr Artur Drobniak.

Lekarze są ofiarami

Doktor Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, w rozmowie z Zero.pl mówi wprost: mamy do czynienia z dużą skalą lekarzy wykazywanych w wielu miejscach pracy, w których nie pracowali. Co ważne, medycy w takich przypadkach nie dostają żadnego dodatkowego wynagrodzenia.

Reklama
Reklama

– Jeden z kolegów zgłaszał nawet informację o pracodawcy w miejscowości, w której nigdy nie był, a gdzie jest wykazywany jako pracownik do Narodowego Funduszu Zdrowia. To jest oczywista patologia – spostrzega dr Łukasz Jankowski.

W takich sytuacjach samorząd lekarski zaleca zwracanie się do danego podmiotu, by ten wyjaśnił sprawę.

Część lekarzy jest tym sfrustrowana. Na grupach lekarskich w mediach społecznościowych zwracają uwagę, że muszą się tłumaczyć za czyjeś oszustwa. Niektórzy postanowili zatrudnić prawników. W ocenie opinii publicznej to środowisko lekarskie jest bowiem kojarzone z przekrętami, a nie ci, którzy naprawdę oszukują.

W ostatnich dniach popularny w mediach społecznościowych stał się wpis opublikowany na jednej z zamkniętych grup lekarskich przez lekarkę. Szkopuł w tym, że opinia publiczna uznała, że to ona jest oszustką. Podczas gdy w rzeczywistości była ofiarą, bo po prostu ktoś wykorzystał jej dane do tego, by utrzymać kontrakt i otrzymywać publiczne środki.

Łukasz Jankowski wyjaśnia, że w całym procederze chodzi właśnie o to, żeby szpitale i poradnie zachowały kontrakt.

– Jeżeli ktoś nie powinien otrzymać kontraktu, a otrzymuje go tylko dlatego, że zgadza się stan kadrowy wyłącznie na papierze, to jest to po prostu oszustwo – nie gryzie się w język szef samorządu lekarskiego.

Reklama
Reklama

I podkreśla, że skala patologii musi zostać wnikliwie sprawdzona.

– To my wyszliśmy z propozycją tachografów dla lekarzy. Mamy pomysł, jak one miałyby wyglądać. System powinien pokazywać, gdzie lekarz w danym momencie jest, gdzie przyjmuje i w jakim wymiarze czasu pracy – opowiada Jankowski.

Samorząd lekarski zaproponował w Ministerstwie Zdrowia, by każde zgłoszenie pracy lekarza przez szpital lub przychodnię musiało być przez tego lekarza osobiście potwierdzone w rządowej aplikacji dla personelu medycznego – gabinet.gov.pl.

– To naszym zdaniem dobre rozwiązanie, które zablokuje fikcyjne wykazania – konkluduje dr Jankowski.

Reklama
Reklama