Rząd zajmuje się właśnie pakietem zmian przygotowanym po aferze w Warszawskim Szpitalu Południowym. Najwięcej mówi się o zarobkach lekarzy i czasie ich pracy. W projekcie jest jednak także pomysł, bez którego wiele nowych przepisów może pozostać na papierze: wzmocnienie kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia.
Dziś w NFZ pracuje ok. 110 kontrolerów. Resort zdrowia chciałby zwiększyć zatrudnienie o kolejnych 480 osób (w ostatniej wersji projektu już 400 osób), w tym kontrolerów, analityków i prawników.
Ministerstwo Finansów jednak ten wydatek kwestionuje. Resort Andrzeja Domańskiego uważa, że jeśli osoby odpowiedzialne za zdrowie chcą zatrudniać nowych fachowców – śmiało. Ale w ramach przyznanego na ochronę zdrowia budżetu, a nie dodatkowych środków.
Zawał w dokumentacji, kontrola w kolejce
Na początku września wraz z Jakubem Styczyńskim opisaliśmy sprawę szpitala w Nowej Soli. Zgłosili się do nas pacjenci, którzy twierdzą, że nie przeszli zawału, choć takie rozpoznanie znalazło się w ich dokumentacji. Pokazaliśmy dokumenty niezależnym kardiologom. NFZ przyznał, że w rozliczeniach szpitala wykrył „istotne odchylenia statystyczne”.
Jedna z liczb szczególnie zwraca uwagę. W całym kraju 39 proc. zabiegów angioplastyki wykazuje się jako leczenie ostrego zespołu wieńcowego. W Nowej Soli – 74 proc. Ostre przypadki są dla szpitala lepiej wyceniane niż świadczenia planowe. Szpital odrzuca zarzuty i tłumaczy, że przyjmuje wielu ciężko chorych pacjentów spoza swojego powiatu. O tym, czy doszło do nieprawidłowości, powinna rozstrzygnąć kontrola.
I tu pojawia się problem. Z informacji, które uzyskałem, wynika, że NFZ chce wysłać do Nowej Soli kontrolerów, ale na rozpoczęcie kontroli trzeba czekać, bo brakuje ludzi.
Innymi słowy: kolejki w ochronie zdrowia dotyczą już nie tylko pacjentów czekających na wizyty lekarskie i szpitalne zabiegi. W kolejce stoją też sprawy do skontrolowania.
Czytaj też: Wpadłam do budżetowej dziury NFZ. Tak w końcu poznałam minister zdrowia [OPINIA]
Pozorne oszczędności
Michał Janczura z Wirtualnej Polski opisał z kolei sprawę neurochirurgów pracujących między innymi w Mogilnie. Stąd potoczne określenie: chłopaki z Mogilna. Według ustaleń NFZ szpital rozliczał droższe procedury, choć wykonywane zabiegi powinny być rozliczane taniej. NFZ nałożył na placówkę karę w wysokości 2,6 miliona złotych.
To pokazuje, dlaczego argument „szpital zapłaci karę NFZ, więc pieniądze tylko przejdą z jednej publicznej kieszeni do drugiej” jest zbyt prosty. Zanim bowiem kara zostanie nałożona, pieniądze mogą już trafić z publicznego systemu do prywatnych podmiotów.
Narodowy Fundusz Zdrowia dysponuje wyliczeniami, że każda złotówka wydana na kontrolę przynosi trzy złote z tytułu nałożonych kar. Krótko mówiąc: że państwo tak naprawdę wcale nie straci na zatrudnieniu dodatkowych osób.
I, dla jasności, nie twierdzę, że każdy z proponowanych etatów jest niezbędny. Ministerstwo Zdrowia powinno pokazać, ilu kontrolerów potrzeba, jakie sprawy mają badać w pierwszej kolejności i po czym poznamy, że dodatkowe zatrudnienie przyniosło efekt. Kontrolerom trzeba też zapłacić tyle, by doświadczeni fachowcy chcieli zostać w państwowej instytucji.
Jeśli jednak oczekujemy, że polskie państwo będzie skuteczniej walczyło z patologiami w ochronie zdrowia, musimy przedstawicieli tego państwa wyposażyć w narzędzia do prowadzenia walki.
Po każdej aferze wszyscy zastanawiamy się, jak mogło do niej dojść. Jedna z odpowiedzi brzmi: bo robiliśmy głupie oszczędności.


