Reklama
Reklama
Reklama

Czerwona strefa SOR Dawida Kacprzyka. Jak młody lekarz zajmował się najtrudniejszymi przypadkami

TYLKO NA

Niedoświadczony lekarz zajmował się w Warszawskim Szpitalu Południowym najpoważniejszymi przypadkami. Efekt? Czterech rozmówców Zero.pl potwierdza relację byłego ordynatora chirurgii Emila Jędrzejewskiego, że Dawid Kacprzyk uczył się zawodu na ludziach. Eksperci od medycyny ratunkowej uważają, że to wina nie tylko młodego medyka, lecz także władz szpitala.

sor-listing
Dawid Kacprzyk pełnił funkcje kierowniczą na SOR-ach w Szpitalu Południowym i Szpitalu Bródnowskim. (fot. Shutterstock, Zero.pl)
  • 28-letni Dawid Kacprzyk pracował na tzw. czerwonej strefie szpitalnego oddziału ratunkowego Warszawskiego Szpitala Południowego, a także na czerwonej strefie Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. To miejsca, na które trafiają najpoważniejsze przypadki.
  • Lekarze pracujący z "czerwonymi" pacjentami, czyli osobami w bezpośrednim zagrożeniu życia, powinni być doświadczonymi medykami. Aby swobodnie wykonywać swoje obowiązki w tym miejscu, potrzeba co najmniej kilku lat przyuczenia.
  • – Nigdy nie spotkałem się z tym, aby niedoświadczony lekarz samodzielnie wykonywał najpoważniejsze czynności w czerwonej strefie – mówi Zero.pl dr n. med. Piotr Kowalewski, chirurg ze Szpitala w Legionowie Wojskowego Instytutu Medycznego, członek Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Urazowej i Ratunkowej.
  • Czworo rozmówców Zero.pl potwierdza słowa Emila Jędrzejewskiego, że Kacprzyk w Szpitalu Południowym uczył się wykonywania zawodu na ludziach.

Dawid Kacprzyk uzyskał prawo wykonywania zawodu lekarza 6 listopada 2024 r. Już w 2025 r. pracował w tzw. czerwonej strefie w dwóch publicznych szpitalach.

Sam się tym zresztą pochwalił w portalu ZnanyLekarz.pl. Administracja portalu przekazała nam, że lekarz osobiście wpisał informacje o pracy na czerwonych strefach.

W czerwonej strefie lekarze zajmują się pacjentami znajdującymi się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia.

Reklama
Reklama

– Po ciężkich wypadkach komunikacyjnych, z ranami postrzałowymi, po ugodzeniu nożem, z sepsą, wstrząsem septycznym lub po zatrzymaniu akcji serca – wylicza dr n. med. Piotr Kowalewski, chirurg ze Szpitala w Legionowie Wojskowego Instytutu Medycznego, członek Europejskiego Towarzystwa Chirurgii Urazowej i Ratunkowej.

I dodaje, że w takich sytuacjach o życiu człowieka decydują czasem nie godziny, ale minuty. Potrzebna jest ogromna wiedza i automatyzm działania.

– To coś, co buduje się latami. Nie ma czasu na przypadkowość, wahanie czy naukę metodą prób i błędów, gdy chodzi o bezpieczeństwo pacjentów. Mnie dojście do pewności w podejmowaniu decyzji w sytuacjach nagłych zajęło około 15 lat.

Dr Piotr Kowalewski

Reklama
Reklama

Doktor Kowalewski opowiada, że – przykładowo – gdyby doszło do masowej katastrofy, po której na SOR trafiłoby jednocześnie wielu pacjentów, i zabrakłoby doświadczenia u lekarza przeprowadzającego segregację medyczną (a w wielu protokołach jest to zadanie dyżurnego strefy czerwonej), skutki mogłyby być tragiczne.

Brak wyobraźni i nadmierna brawura

Czy 28-latek bez dużego doświadczenia lekarskiego, rozpoczynający dopiero specjalizację, może pracować samodzielnie na czerwonej strefie SOR? Przepisy tego nie zakazują. O odpowiedzialności prawnej można mówić, gdy pojawią się błędy w leczeniu. A o te, w czerwonej strefie, nietrudno.

– Strefa czerwona na SOR-ze to najtrudniejszy i najbardziej obciążający obszar szpitala. Absolutnie nie jest to miejsce dla lekarza tuż po studiach, bez specjalizacji i bez wieloletniego doświadczenia w pracy z pacjentami w stanach nagłych. Nigdy nie spotkałem się z tym, aby niedoświadczony lekarz samodzielnie wykonywał najpoważniejsze czynności w czerwonej strefie – twierdzi dr Piotr Kowalewski.

Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, dodaje, że nie da się oszukać podstawowych zasad wykonywania zawodu.

Reklama
Reklama

– Lekarz na SOR-ze najpierw powinien zacząć od prostych przypadków, potem przyglądać się doświadczonym kolegom zajmującym się trudnymi przypadkami, a po kilku latach – i to przy założeniu, że jest pojętny – może samodzielnie zajmować się "czerwonymi" pacjentami lub kierować zespołem zajmującym się takimi osobami.

Dr Michał Sutkowski

Jego zdaniem kłopot w tej konkretnej sytuacji jest dwojaki.

– Po pierwsze, młodemu koledze zabrakło chyba wyobraźni i przesadził z oceną swoich kompetencji. Po drugie, nie da się mówić, że nikt w szpitalu nie wiedział, że początkujący lekarz zajmuje się najtrudniejszymi przypadkami. Można mówić o nadmiernej brawurze po stronie zarządzających szpitalem – uważa Michał Sutkowski. Bo, jak wskazuje, nie da się nie dostrzec na dłuższą metę, że młody lekarz pracuje z konkretnymi pacjentami.

Z kolei Damian Patecki, w latach 2022–2026 przewodniczący komisji kształcenia medycznego Naczelnej Izby Lekarskiej, anestezjolog, uważa, że to nie sama specjalizacja decyduje o tym, czy ktoś sobie poradzi na czerwonej strefie SOR-u, czy nie.

Reklama
Reklama

– Ale doświadczenia nie oszukasz. Oczywiście mógłbym teraz powiedzieć, że pan Kacprzyk tak dużo dyżurował, że w rok był w stanie nauczyć się tyle, ile inni w dekadę, ale bądźmy poważni – mówi Patecki. Jego zdaniem jasne jest to, że jest miejsce dla młodych lekarzy na SOR-ze, bo gdzieś muszą się uczyć połączenia medycyny z szybkim podejmowaniem decyzji.

– Ale zawsze w pierwszym etapie kariery musi to być powiązane z obserwowaniem bardziej doświadczonych kolegów. Czy tak było w tym wypadku, muszą wyjaśnić właściwe organy – zaznacza Patecki.

Ułańska fantazja młodego lekarza

Doktor Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym, opowiedział w obszernym wywiadzie w Kanale Zero o działaniach Dawida Kacprzyka.

Zdaniem Jędrzejewskiego w szpitalu umierali ludzie, bo ktoś się uczył zawodu.

Reklama
Reklama

Dawid Kacprzyk, za pośrednictwem swojego pełnomocnika Jacka Dubois, odpowiedział, że to wszystko kłamstwa. Zapowiedział pozwanie Jędrzejewskiego.

Premier Donald Tusk twierdzenia Jędrzejewskiego uznał za niewiarygodne. Niektórzy politycy Koalicji Obywatelskiej zapowiedzieli, że na ławę oskarżonych trafi nie Kacprzyk, lecz Jędrzejewski (m.in. za zbyt późne zgłoszenie nieprawidłowości, do których zdaniem chirurga dochodziło już półtora roku temu).

Zwrot w prokuraturze. Śledczy reagują na nowe doniesienia z warszawskiego prosektorium

Portal Zero.pl dotarł do czworga osób, obecnych i byłych pracowników Szpitala Południowego oraz Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Wszystkie te osoby uważają, że w ocenie kompetencji Dawida Kacprzyka przez Emila Jędrzejewskiego jest wiele racji.

Reklama
Reklama

Zastrzegają, że prokuratura jest od oceny prawnokarnej sprawy, ale ich zdaniem Kacprzyk zabierał się za przypadki zdecydowanie go przerastające. W efekcie jego błędy musieli korygować inni lekarze, a niekiedy pacjenci co najmniej doznawali uszczerbku na zdrowiu.

Od jednego z rozmówców usłyszeliśmy o "ułańskiej fantazji" Dawida Kacprzyka, który zabierał się m.in. za intubowanie pacjentów, choć sobie z tym nie radził. Doszło nawet do tego – kontynuuje nasz rozmówca – że gdy na oddziale był bardziej doświadczony medyk, "podkradał" pacjentów Kacprzykowi, aby im pomóc.

Od innych osób również usłyszeliśmy o kłopotach z intubowaniem. Jednocześnie z relacji wyłania się obraz osoby młodej, niedoświadczonej, niepotrafiącej pomóc w skomplikowanych przypadkach, a zarazem przekonanej o swoich wybitnych kompetencjach i wręcz nieomylności.

Zarazem 16 medyków związanych z SOR-em Warszawskiego Szpitala Południowego opublikowało list, który sprowadza się do obrony Dawida Kacprzyka. Jego koleżanki i koledzy przekonują, że był świetnym organizatorem i bardzo dobrym lekarzem.

Reklama
Reklama

Afera po tekstach Zero.pl

Portal Zero.pl ujawnił szereg nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym. Pełniący funkcję kierowniczą młody lekarz i ówcześnie działacz Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk przyjmował tam poza kolejnością polityków partii rządzącej. Za pracę w publicznych szpitalach Kacprzyk zarobił 1,6 mln zł.

Po serii publikacji Zero.pl rada nadzorcza Warszawskiego Szpitala Południowego odwołała zarząd tej placówki. Następnie prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał radę nadzorczą. Później Trzaskowski odwołał polityków z rad nadzorczych wszystkich medycznych spółek miejskich.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa śledztwa (poza dochodzeniem w sprawie podrobionych kart zgonu, które wszczęto przed tekstami). Jedno dotyczy Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora szpitalnego oddziału ratunkowego w szpitalu, polityka i milionera. Sprawa dotyczy m.in. tego, że Kacprzyk pobierał ze szpitali, na rzecz których świadczył usługi, pieniądze za dyżury, na których go nie było.

Drugie śledztwo dotyczy niedopełnienia obowiązków przez władze szpitala i ewentualnie urzędników warszawskiego ratusza. Chodzi przede wszystkim o błędy w nadzorze.

Reklama
Reklama

Wczoraj, po tekstach Zero.pl i Onetu na temat nieprawidłowości w prosektorium Szpitala Południowego, zwolniony z pracy został koordynator prosektorium. Ujawniliśmy, że w szpitalu prowadzono biznes pogrzebowy, czego zakazuje prawo. Szef prosektorium promował zakład należący do swojej wspólniczki z innej firmy i utrudniał odbieranie ciał zmarłych osób, gdy rodzina chciała skorzystać z usług konkurencji. Publikował też w internecie drastyczne zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał.

Sprawa Warszawskiego Szpitala Południowego wywołała ogólnopolską debatę na temat standardów w publicznym systemie ochrony zdrowia. Premier Donald Tusk zapowiedział przeprowadzenie kontroli w szeregu polskich szpitali.

Reklama
Reklama