Jastrzębska Spółka Węglowa balansuje na skraju bankructwa – i ciągnie na dno setki swoich usługodawców. Firmy te czekają na należne im pieniądze miesiącami. – My mamy zrozumieć sytuację JSW, ale przecież mi Skarb Państwa nie odpuści VAT-u – żali się właściciel jednej z nich. Pyta też, jak to możliwe, że spółka, która niedawno zarabiała krocie, dziś ma miliardową stratę. Oto studium upadku JSW ze światełkiem w tunelu.

- Kontrolowana przez Skarb Państwa Jastrzębska Spółka Węglowa od wielu miesięcy balansuje na skraju niewypłacalności.
- Górniczy gigant nie ma pieniędzy na spłatę należności wobec setek firm, które świadczą na jej rzecz usługi.
- – Zarząd JSW zasłania się fatalną sytuacją finansową i my wszyscy mamy to zrozumieć, ale przecież mi Skarb Państwa nie odpuści w kwestii podatku VAT – mówi Zero.pl właściciel firmy ze Śląska świadczącej usługi na rzecz JSW.
- Sytuacja w JSW przypomina węzeł gordyjski. Na problemy wewnętrzne nakłada się niesprzyjająca sytuacja na światowych rynkach.
- Spółka jeszcze niedawno korzystała z okresu prosperity na rynku węgla koksowego. W tych tłustych latach pozwoliła jednak na to, by koszty wymknęły się jej spod kontroli. Dziś ratowanie JSW to misja godna cudotwórcy.
– Nie pojmuję tego, jak można było doprowadzić spółkę, która jeszcze trzy lata temu miała kapitalne wyniki, na skraj bankructwa – mówi Zero.pl właściciel przedsiębiorstwa ze Śląska. To jedna z setek firm, które czekają na płatności od Jastrzębskiej Spółki Węglowej z tytułu wyświadczonych usług.
– W przypadku mikrofirm opóźnienia sięgają już 80-90 dni ponad umowny okres 60 dni płatności – dodaje nasz rozmówca. – Zarząd JSW zasłania się fatalną sytuacją finansową i my wszyscy mamy to zrozumieć, ale przecież mi Skarb Państwa nie odpuści w kwestii podatku VAT. Muszę regulować daniny na bieżąco, a do tego płacić pensje pracownikom.
Energia z OZE marnuje się. Polacy zapłacili już za to ponad 100 mln zł
Zarząd JSW ma na swoją obronę tyle, że nie kłamie. Z raju do piekła – tak można podsumować w skrócie ostatnie lata w JSW. Państwowy gigant w 2022 r. zarobił na czysto 7,6 mld zł. W 2025 r. wykazał 6,25 mld zł straty netto.
Tak hartowała się stal
Jak to możliwe? Zacznijmy od tego, że JSW, choć w nazwie ma węgiel, przede wszystkim wydobywa nie węgiel energetyczny, najbardziej kojarzący się z górnictwem, a węgiel koksowy. Z węgla koksowego otrzymuje się koks – a ten jest niezbędnym składnikiem w produkcji stali.
Bez stali nie ma gospodarki. To właśnie dlatego po ataku Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. ceny stali – tak jak i ceny węgla koksowego – zaczęły bić rekordy. Powód? Oba te kraje są znaczącymi producentami stali, a nagle dosłownie zniknęły z rynku: jeden został objęty międzynarodowymi sankcjami, a drugi musiał zająć się przede wszystkim dostarczaniem stali na potrzeby własnego przemysłu zbrojeniowego, by skutecznie bronić się przed agresorem. Odbiorcy stali z kierunków wschodnich z dnia na dzień zostali z niczym. Popyt połączony z ograniczoną podażą zaczął napędzać wzrost cen.
W 2022 r. ceny węgla koksującego na rynku spot (dostaw natychmiastowych) nierzadko przekraczały 450, a nawet 500 dolarów za tonę. To ponad dwa razy tyle co obecnie. JSW była na fali wznoszącej. To uśpiło czujność decydentów.
Studium upadku
– W tych latach ówczesny zarząd podjął wiele decyzji, które stały się przyczyną radykalnego wzrostu kosztów działalności – mówi Zero.pl Przemysław Kuk, rzecznik Ministerstwa Aktywów Państwowych, które sprawuje nadzór nad JSW. – Koszty spółki wzrosły w okresie tej koniunktury o kilkadziesiąt procent. W 2025 r. średnie wynagrodzenie w JSW wynosiło ok. 16 tys. zł i było o ok. 25 proc. wyższe niż w Polskiej Grupie Górniczej. Dodatkowo spółka musiała zapłacić w latach 2023-2024 do budżetu tzw. składkę solidarnościową w wysokości 1,6 mld zł.
Była to „danina Sasina” (chodzi o Jacka Sasina, ówczesnego ministra aktywów państwowych). W 2023 r. rząd PiS wprowadził ten swoisty podatek solidarnościowy, aby obniżyć rachunki za prąd dla końcowych odbiorców, był to bowiem czas, kiedy ceny energii drastycznie rosły. Duże przedsiębiorstwa z branży węglowo-koksowej (zatrudniające powyżej 3 tys. pracowników) zostały zobowiązane do oddania części swoich zysków. Środki te przeznaczono na sfinansowanie tańszego prądu dla gospodarstw domowych i tzw. podmiotów wrażliwych, jak szkoły czy szpitale.
Jednocześnie zaczęło psuć się tzw. otoczenie zewnętrzne, czyli w biznesowym żargonie – warunki panujące na rynku. Ogromną rolę odegrały w tym Chiny. Do 2023 r. trwał tam boom inwestycyjny, a moce produkcyjne stali rosły. Potem jednak sektor budowlany w Państwie Środka doświadczył spowolnienia. Popyt wewnętrzny na stal spadł, a Chiny zaczęły zalewać nadmiarową produkcją świat, który postanowił bronić się cłami antydumpingowymi. Wobec tych barier handlowych Chiny zaczęły zmniejszać u siebie wytwarzanie stali. W związku z tym potrzebowały mniej węgla koksującego. W ślad za spadkiem popytu ze strony największego producenta na świecie nastąpiło tąpnięcie notowań tego surowca.
I tak JSW z niecałego miliarda zysku w 2023 r. (spółka zarobiła wtedy 997,1 mln zł) nagle doszła do straty netto o rozmiarach 7,3 mld zł w 2024 r. Zaczęła też sięgać do głębokich rezerw: naruszyła swój fundusz na czarną godzinę (Stabilizacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty) i zaczęła stopniowo wybierać z niego pieniądze. W 2024 r. umorzono certyfikaty na 800 mln zł, a w 2025 r. – na 3,88 mld zł. W kolejnych giełdowych komunikatach spółka powtarzała jak mantrę stwierdzenie, że pieniądze te są potrzebne na pokrycie kosztów inwestycji i bieżącej działalności. W efekcie bufor bezpieczeństwa, który w szczytowym okresie (na koniec marca 2024 r.) opiewał na 5,7 mld zł, skurczył się do ok. 0,1 mld zł.

Wyniki finansowe JSW w latach 2022-2025 (fot. Zero.pl)
Zaciskanie pasa
Ostatecznie zarząd wyłożył karty na stół. W raporcie finansowym za pierwsze półrocze 2025 r., którego zresztą audytor nie chciał certyfikować, władze JSW wprost ostrzegły o ryzyku utraty zdolności do regulowania zobowiązań. Rozpoczęło się szukanie kół ratunkowych.
Spółka zaczęła starać się o zwrot „daniny Sasina” – przepychanki prawne z ministerstwami trwały długo; ostatecznie nadzieje na zwrot środków zostały pogrzebane 13 sierpnia br., kiedy minister energii utrzymał w mocy decyzję o odmowie stwierdzenia i zwrotu nadpłaty z tytułu składki solidarnościowej. Wystąpiła też o odroczenie terminów płatności zobowiązań wobec ZUS. Przekonała górników do podjęcia wyrzeczeń – efektem było podpisanie w lutym br. porozumienia z ponad 80 związkami zawodowymi, dotyczącego działań obniżających koszty pracy (mówiąc wprost: oszczędności na wynagrodzeniach dla pracowników). W ramach tego porozumienia zawieszone zostało m.in. prawo górników do 14. pensji za 2026 r., przesunięto wypłatę „czternastki” za 2025 r. i podzielono część wypłat świadczeń barbórkowych na raty.
Do akcji wkroczyło też Ministerstwo Aktywów Państwowych wraz z Ministerstwem Energii, które opracowały nowelizację ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Dzięki niej od początku 2026 r. JSW została objęta możliwością korzystania ze świadczeń osłonowych dla pracowników. Te osłony to urlopy górnicze i tzw. JOP-y, czyli jednorazowe odprawy pieniężne (w wysokości 170 tys. zł). To odchudzenie załogi jest finansowane z budżetu państwa, a jego koszt w 2026 r. ma wynieść ok. pół miliarda złotych.
Przez wiele miesięcy toczyły się także starania o to, by JSW mogła skorzystać z pomocy Agencji Restrukturyzacji Przemysłu. Wreszcie, w sierpniu 2026 r., ARP pozytywnie oceniła przedłożony przez JSW program naprawczy pod kątem spełnienia kryteriów udzielenia pożyczki. Doszło do podpisania umowy. Pieniądze – dokładnie 824,1 mln zł – mają być wypłacone w czterech transzach. „Celem jest finansowanie programu naprawczego i utrzymanie działalności spółki” – informuje Zero.pl MAP.
Na plecach kontrahentów
A co z zaległościami wobec kontrahentów? Właściciel firmy ze Śląska, z którym rozmawiamy, jest zdesperowany. – Aktualnie wszystkie zobowiązania powyżej 1000 zł brutto nie są płacone w terminie, czyli 1000 zł tak, ale 1000 zł i 1 gr już nie – mówi z goryczą.
– Nie mam aż takiej siły przebicia, bo moja działalność nie ma bezpośredniego wpływu na bezpieczeństwo ruchu ciągłego w JSW – dodaje. – Spółka może mnie więc zwodzić w nieskończoność. Słucham wypowiedzi pana ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna, który mówi o „lukach płynnościowych” i „przejściowych” problemach JSW – i chcę mu powiedzieć, że to odwlekanie kluczowych decyzji dzieje się na moich plecach.
– To ja, wraz z 5 tys. wierzycieli JSW, dźwigam te problemy. To naszym kosztem restrukturyzuje się spółka, a końca tej restrukturyzacji nie widać. O moją płynność nikt się nie martwi – w urzędzie skarbowym usłyszałem, że to jest moje ryzyko finansowe jako przedsiębiorcy.
Pytamy więc JSW, kiedy spółka zacznie spłacać swoich kontrahentów. „Pozyskane finansowanie stanowi jeden z kluczowych elementów działań mających na celu stabilizację płynności finansowej JSW i w konsekwencji przełoży się na skrócenie czasu regulowania zobowiązań” – odpowiada nam biuro prasowe. Jednocześnie słyszymy, że łączna kwota niespłaconych zobowiązań wobec różnych usługodawców nie jest podawana do wiadomości publicznej.
Nieoficjalnie dowiadujemy się, że pożyczka z ARP ma ściśle określone parametry, a umowa precyzuje, na co mają być wydawane pieniądze. – Ale spółka ma przychody i będzie powoli spłacać zobowiązania – zapewnia nas źródło w spółce.
Czy faktycznie sytuacja biznesowa daje powody do optymizmu? – W przypadku JSW musimy wziąć pod uwagę zarówno otoczenie zewnętrzne, jak i to, co się dzieje w samej spółce – mówi Zero.pl Jakub Szkopek, analityk Erste Securities, który na co dzień śledzi sytuację na rynku surowców energetycznych.
– Ten rok zaczął się dla spółki dobrze – mówi ekspert. – W lutym, w szczycie pory deszczowej, w Australii doszło do zalania kilku kopalń. Producenci węgla koksowego wstrzymali produkcję, ogłaszając stan siły wyższej – i ceny na rynkach poszybowały do 250 dol. za tonę. Przy takiej cenie JSW może już wyjść na plus na poziomie EBITDA (chodzi o zysk przed potrąceniem odsetek od zobowiązań, podatków i amortyzacji – red.). Będzie to widoczne w wynikach za II kwartał, bo ceny węgla koksowego, który sprzedaje spółka, rozliczane są w odniesieniu do benchmarków australijskich, a rynek australijski działa tu z pewnym opóźnieniem. Obecnie, niestety, cena tony węgla koksującego znów spadła poniżej 200 dol.
Analitycy Erste zakładali, że w II kwartale EBITDA JSW wyniesie ok. 200 mln zł. Ale, jak mówi Jakub Szkopek, zaprezentowane niedawno wyniki operacyjne wskazują, że będzie to raczej ok. 60 mln.
Światełko w tunelu
Dane operacyjne pokazały, że JSW w II kwartale utrzymała wydobycie węgla na stabilnym poziomie, za to produkcja koksu była niższa niż w porównywalnych okresach. Ceny sprzedaży surowców wzrosły kwartał do kwartału (węgla koksowego o 6,2 proc., węgla energetycznego o 31,2 proc., a koksu o 7,6 proc.). To pozytywny sygnał, a dodatkowo w wynikach spółki zaczną być widoczne efekty działań restrukturyzacyjnych.
– Wkrótce JSW powinna pokazać niższe koszty osobowe – mówi Jakub Szkopek z Erste. – Obecnie w spółce zawieszona jest wypłata czternastek i tzw. deputatu węglowego. Do tego dochodzą urlopy górnicze udzielone w ramach programów dobrowolnych odejść. Na razie górnicy są w okresie wypowiedzenia i figurują na liście płac, ale w wynikach za III kwartał będzie już widoczne zmniejszenie stanu osobowego.
Jak informuje nas MAP, na początku wakacji w JSW uruchomiono pierwszą falę urlopów górniczych i przeróbkarskich. Już 1 lipca skorzystało z nich 1123 pracowników. W całym 2026 r. z urlopów górniczych ma skorzystać 3092 zatrudnionych, a łącznie program osłonowy ma objąć ok. 4248 osób. Równolegle wypłacane są jednorazowe odprawy pieniężne – w pierwszym etapie otrzymało je 526 górników, a docelowo mogą one objąć 1156 członków załogi.
Czy to wszystko może dawać nadzieję kontrahentom, którzy czekają na pieniądze?
– JSW nie zarabia gotówki, a potrzeby inwestycyjne są duże – wskazuje Jakub Szkopek. – Nakłady inwestycyjne grupy kapitałowej na ten rok to ok. 2,4 mld zł. Spółka wyczerpała wszystkie limity kredytowe i w istocie kredytuje się dostawcami, dla których wydłużono terminy płatności.
Można by zapytać, dlaczego JSW tyle inwestuje, ale tu akurat jest logika tzw. ucieczki do przodu. Spółka musi uruchamiać nowe złoża, bo bez nich nie będzie miała przychodów.
Niestety, otoczenie znów się ostatnio popsuło i od strony przychodowej JSW może mieć „pod górkę”. – W Australii w lipcu ceny węgla koksowego ponownie zaczęły spadać – wpłynęło na to także zwiększone wydobycie w Chinach, które przez pewien czas ograniczyły wydobycie z kopalń w prowincji Shanxi – wyjaśnia analityk Erste. – Doszło tam do potężnego wybuchu gazu, było wiele ofiar śmiertelnych – i dlatego Chiny w większym stopniu polegały na dostawach z Australii. Teraz znów fedrują więcej.
– Na rynku stalowym i rynku koksu spadły też marże – dodaje Jakub Szkopek. – Ma to związek z bardzo niską aktywnością sektora budowlanego w Chinach, która w tym kwartale znalazła się na najniższym poziomie od czasu pandemii Covid-19. Tymczasem budownictwo kubaturowe w Chinach odpowiada za 60 proc. globalnego popytu na stal. Skoro chińskie huty mniej zamawiają, a polegają głównie na swoim zaopatrzeniu (ewentualnie na dostawach z Mongolii), to rynek zbytu się kurczy.
Według eksperta jakimś światełkiem w tunelu dla JSW może być tegoroczny rekordowy efekt El Nino w Australii, który może skutkować gwałtownymi powodziami. – Zamykane są wtedy kopalnie, które zresztą trzeba potem długo odwadniać, statki nie wypływają z portów. Od razu wpływa to na ceny – tłumaczy. – Jeśli jakaś koksownia w Azji potrzebuje australijskiego węgla, żeby zblendować go z własnym wsadem, a nie może go dostać, to zaczyna szukać surowca gdzie indziej. W obliczu zmniejszonej podaży ceny rosną.
Powyższe pokazuje, w jak skomplikowanym systemie naczyń połączonych funkcjonuje przedsiębiorstwo pokroju JSW. – Przy obecnej niezwykle trudnej sytuacji na globalnym rynku węgla kokosowego głęboka restrukturyzacja jest niezbędna, aby spółka przetrwała – przyznaje Przemysław Kuk, rzecznik resortu aktywów państwowych.
Nie do zastąpienia
To przetrwanie jest ważne z jeszcze jednego powodu. Kompetencji JSW nie da się zastąpić. Spółka jest liderem w produkcji węgla koksowego tak w Polsce, jak i w skali całej UE. – Obecnie 60 proc. stali w UE produkowana jest w technologii wielkopiecowej; JSW jest w stanie pokryć 15-20 proc. unijnego zapotrzebowania na węgiel koksowy. Resztę importujemy z Azji, Australii, Afryki czy USA – mówi Jakub Szkopek.
Na ironię zakrawa fakt, że mowa tutaj o surowcu, który tak naprawdę jest filarem polityki klimatycznej Unii Europejskiej.
– Paradoks polega na tym, że bez stali nie ma transformacji energetycznej – podsumowuje Jakub Szkopek. – Jedna turbina na morzu pochłania 100-200 ton stali. Póki co węgiel koksowy jest na liście surowców strategicznych UE, ale nie wiadomo, czy się na niej utrzyma. Ma to związek z unijną logiką, w świetle której kopalnia to po prostu emitent CO2 i metanu.
Skoro Polska i cała Europa stawiają na zazielenianie miksu energetycznego, wydawałoby się, że o spółkę taką jak JSW trzeba walczyć. Zresztą stal to przecież nie tylko turbiny wiatrowe – to także fundament budownictwa i obronności, a my przecież chcemy się zbroić.
– Minister Wojciech Balczun oraz wiceminister Grzegorz Wrona wielokrotnie powtarzali, że JSW ma znaczenie strategiczne, a MAP szuka sposobów, aby wspomóc ją w trudnej restrukturyzacji – zapewnia nas rzecznik resortu aktywów państwowych.
Nasz czytelnik ze Śląska, który czeka, aż JSW spłaci wobec niego długi, chciałby, aby rola ministerstwa nie ograniczała się do gaszenia pożarów. – Fundusz na czarną godzinę został po kawałku zjedzony. Na ostatnim walnym zgromadzeniu akcjonariuszy wszyscy byli członkowie zarządu, którzy przyczynili się do tej katastrofy, dostawali absolutorium – jeden po drugim.
– Nie ma winnych – i nikt nie wyciąga wobec nikogo żadnych konsekwencji. Od czego jest więc tzw. nadzór nad spółkami Skarbu Państwa? – pyta retorycznie.
Mimo uspokajających komunikatów z MAP sytuacja w JSW wydaje się daleka od ustabilizowanej. Wsparcie z ARP jest – ale na niedawnym posiedzeniu sejmowej komisji ds. energii, klimatu i aktywów państwowych prezes Bogusław Oleksy wprost przyznał, że da ono oddech spółce tylko na jakiś czas. – Docelowo do końca roku musielibyśmy być zasileni pożyczką ok. 2 mld zł. Bez tego domknięcie finansowania jest niemożliwe – oznajmił.
Renesans węgla. Polska odrzuca, Chiny korzystają
Spokoju nie ma też wśród górników. Portal wnp.pl podał, że 25 sierpnia siedzibę JSW zablokuje związek zawodowy „Sierpień 80”. Jego członkowie są zdania, że MAP jedynie pozoruje działania ratunkowe wobec spółki. Akcja ulotkowa w kopalniach już trwa.

