Reklama
Reklama
Reklama

Bez węgla, bez prądu, bez przyszłości. Rośnie niepokój wokół Turowa. „To ostatni moment”

TYLKO NA

Coraz mniej węgla, prądu i pracowników. To rzeczywistość kompleksu w Turowie, którego zamknięcie wywróci do góry nogami życie w ościennych gminach. Nie tylko pod względem finansowym. Samorządowcy mówią o „dzikiej transformacji”, snują czarne scenariusze i domagają się reakcji premiera.

Kompleks Turów będzie wygaszany
(fot. East News fot. Wojciech Strozyk/REPORTER/mat. własne)
  • Wszystko wskazuje na to, że kompleks energetyczny w Turowie, na który składa się kopalnia i elektrownia, będzie działał krócej, niż prognozowano jeszcze kilka lat temu. Z roku na rok wydobywa się coraz mniej węgla, produkuje mniej prądu, maleje też liczba pracowników.
  • Samorządowcy mówią o czarnym scenariuszu, w którym ich regionowi grozi upadek. Twierdzą, że są pozostawieni sami sobie, czasu na działanie jest coraz mniej, a rządowe plany pozostają na papierze.
  • Wciąż niejasny jest również harmonogram wygaszania kopalni i elektrowni, więc lokalni włodarze nie wiedzą, kiedy i na co muszą się przygotować. Dlatego wysłali do premiera Donalda Tuska list, w którym domagają się pilnych działań.

Tysiące osób bez pracy. Pozbawieni alternatywy mieszkańcy wyjeżdżają do Niemiec albo większych polskich miast. Jedni nie wracają, drudzy w Polsce tylko śpią, a podatki płacą za Odrą, więc dziura w gminnej kasie robi się coraz większa. Pieniędzy na inwestycje nie ma, inwestorów również, bo nikt nie chce konkurować z niemieckimi pensjami. Okolica się wyludnia, młodych coraz mniej, w końcu pieniędzy brakuje nawet na utrzymanie szkół, dróg i podstawowej infrastruktury, a rząd dawno już zapomniał o przygranicznych gminach.

To czarna wizja przyszłości terenów wokół kompleksu Turów, którą dzisiaj snują lokalni samorządowcy.

Turów się zwija

Historia wydobycia węgla w okolicach dzisiejszej Bogatyni sięga kilku stuleci. Już w XIX wieku działało tam blisko 100 prywatnych kopalń podziemnych i odkrywek. W 1904 r. spółka Herkules rozpoczęła eksploatację na skalę przemysłową. Kilka lat później powstały elektrownia Hirschfelde i brykietownia. W kolejnych dekadach wydobycie rosło, a po II wojnie światowej kompleks przeszedł pod polską administrację.

Reklama
Reklama

Następnym punktem zwrotnym był rok 1958, gdy powołano Kombinat Górniczo-Energetyczny Turów. Jak chwali się na swojej stronie PGE GiEK, była to największa tego typu budowa w ówczesnej Europie. Bogatynia i okolice „zmieniły się nie do poznania”, a gdy w 1965 r. zakończono budowę, Turów „stał się symbolem nowoczesności i siły polskiej energetyki, zasilając kraj mocą 2000 MW”. „To miejsce pracy wykwalifikowanej kadry i serce regionu, które nieprzerwanie bije od ponad stu lat” – dodaje spółka.

To jednak coraz słabiej bijące serce. Z roku na rok w Turowie wydobywa się coraz mniej węgla, produkuje coraz mniej prądu, maleje też liczba pracowników. 

Według raportu Fundacji Instrat produkcja energii elektrycznej w Turowie w 2023 r. spadła o 23 proc. względem roku 2022. Kompleks pokrył wtedy 5,6 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Rzeczniczka prasowa PGE GiEK, Joanna Blewąska, wylicza, że w ciągu ostatnich pięciu lat zatrudnienie w kopalni zmniejszyło się o 292 etaty, a w elektrowni o 134 etaty. Łącznie to 426 etatów. Od lipca 2025 r. w kompleksie działa program dobrowolnych odejść, do którego zgłosiło się 195 osób. Zgody na odejście uzyskało 76 pracowników, a dotychczas rozwiązano umowy o pracę z 70 osobami. Rzeczniczka zapewnia jednocześnie, że decyzje dotyczące odejść będą odtąd „leżały po stronie pracowników”. 

Reklama
Reklama

„Dzika transformacja” 

Okoliczne gminy patrzą w przyszłość z coraz większym niepokojem. Szczególnie Bogatynia, która bezpośrednio sąsiaduje z kompleksem i przez dekady zrosła się z nim nierozerwalnie. Burmistrz Wojciech Dobrołowicz wylicza, że każdego roku dzięki kopalni i elektrowni do gminnego budżetu trafia ok. 100 mln zł. W kompleksie pracuje duża część mieszkańców gminy, produkowane jest tam w całości ciepło systemowe, gmina kupuje też od elektrowni ponad 70 proc. wody. – A na dzisiaj nie mamy żadnej alternatywy – rozkłada ręce Dobrołowicz. – Brakuje nam jasnych komunikatów. Nie wiemy, co nas czeka, nie mamy wsparcia. A daty, które padają, budzą niepokój. Jeżeli wydobycie skończy się w 2035 r., to my nie jesteśmy w stanie się przygotować. To nie będzie sprawiedliwa transformacja, tylko dzika – oburza się.

 – Państwo wykorzystało nasz region, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju. Kilka miejscowości zniknęło z powierzchni ziemi, odczuwaliśmy związane z kopalnią i elektrownią uciążliwości, ale jednocześnie rozwijaliśmy się, mieliśmy miejsca pracy i dochody. Dzisiaj nie może być tak, że państwo wygasi kompleks i powie: „Radźcie sobie sami” – stwierdza Dobrołowicz. – Potrzebujemy konkretnych działań. Rząd musi wdrożyć plan i go realizować, ale strategie nadal są tylko na papierze. Ze swojej strony robimy, co możemy, na przykład promujemy region jako atrakcyjny turystycznie, bo jesteśmy na styku trzech granic, mamy wyjątkową architekturę domów przysłupowych. To są jednak dodatki, które nie zabezpieczą nam przyszłości – podkreśla.

Czytaj również: Tak będziemy pracować w 2049 r. „Wygra ten, kto nadąży. Wiele zawodów jest zagrożonych”

Lista problemów Bogatyni jest długa. Z resztą kraju miasto łączy jedna droga, a ostatni pociąg pasażerski odjechał stąd w kwietniu 2000 r. Bogatynia w 2023 r. otrzymała co prawda 93 mln zł w ramach Rządowego Programu Inwestycji Strategicznych na uzbrojenie planowanej strefy przemysłowej, ale projektu wciąż nie udało się zrealizować. Jak mówi burmistrz, procedury trwają, uruchomienie strefy to perspektywa nawet pięciu lat, a jeszcze trzeba będzie znaleźć inwestorów. Ci zaś niechętnie patrzą na przygraniczne gminy, bo o pracownika muszą konkurować z rynkiem niemieckim, gdzie pensje wciąż są znacznie wyższe. 

Reklama
Reklama

– Młodzi ludzie nie mają tutaj perspektyw. Jeżeli teraz nie stworzymy dobrych miejsc pracy, to tutaj nikt nie zostanie. Mamy ogromne obawy, że scenariusz Wałbrzycha z lat 90. ponowi się w naszym regionie – alarmuje burmistrz, przypominając historię, gdy hurtem zlikwidowano wałbrzyskie kopalnie, a dziesiątki tysięcy ludzi pozbawiono pracy niemal z dnia na dzień. Miasto do dzisiaj jest symbolem niesprawiedliwej transformacji. 

Kolejny problem to demografia, bo z roku na rok maleje nie tylko wydobycie i liczba pracowników w Turowie, lecz także liczba mieszkańców. Według danych GUS między 2009 a 2024 r. populacja Bogatyni skurczyła się o ponad 15 proc. Pod koniec 2024 r. miasto i gminę zamieszkiwały 20 534 osoby – o 821 mniej niż rok wcześniej. Przez kolejny rok liczba mieszkańców znów spadła do 20 008. Wszystko wskazuje na to, że ten rok zakończy się bilansem poniżej 20 tys. mieszkańców, co oznacza powrót do stanu z początku wieku. Nie lepiej jest w nieodległym Zgorzelcu, gdzie w 2010 r. mieszkały 31 684 osoby, na koniec 2023 r. miasto miało już 28 931 mieszkańców, a rok później ich liczba spadła do 28 466.

W Niemczech – tak. W Czechach – tak. W Polsce – nie

Niepokój włodarza Bogatyni podziela Rafał Gronicz, burmistrz Zgorzelca, w którym mieszka ok. półtora tysiąca pracowników kopalni i elektrowni. Do tego dochodzi szereg firm, które generują ponad połowę swoich obrotów dzięki współpracy z kompleksem energetycznym. Wszyscy oni płacą podatki w Polsce, w przeciwieństwie do mieszkańców, którzy po polskiej stronie tylko śpią, a pracują w Niemczech. Szacunki wskazują, że ten model życia dotyczy już co trzeciego mieszkańca powiatu zgorzeleckiego. To zaś powoduje, że każdego roku Zgorzelec traci ok. 20 mln zł wpływów z podatków. – Nasza sytuacja już jest trudna. Zamknięcie kopalni i elektrowni, czyli likwidacja ponad 7 tys. miejsc pracy, to dla powiatu naprawdę bardzo poważny problem – podkreśla Gronicz.

– Myślę, że nie o to chodzi ani nam, ani państwu, żeby nasi mieszkańcy pracowali na PKB sąsiadów. Nie tylko Niemcy proponują bardzo atrakcyjne warunki. Spora część mieszkańców już dojeżdża do Czech. I to kolejny problem – kontynuuje burmistrz. – Oczekujemy spójnej narracji, co w zamian za węgiel, bo to nie jest nasza decyzja, że kopalnia będzie wygaszana. To ostatni moment, w którym jeszcze coś możemy zrobić. Ale ten moment zaczął się już kilka lat temu, gdy nie objął nas Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, bo w Warszawie zabrakło woli i odwagi, żeby powiedzieć: „Węgiel brunatny się kończy, będziemy szukać alternatyw”.

Reklama
Reklama

Polecamy: „Ten kraj nie ma mózgu”. Jak Polska marnuje KPO

Burmistrz wspomina, jak na jednym ze spotkań zaproponował, że mogliby z Sulikowa, wsi niedaleko Zgorzelca, wystrzeliwać Starlinki. Wszyscy zrobili wielkie oczy. – My możemy sobie robić różne strategie, ale samorząd jest za słaby, żeby dźwignąć się samodzielnie – stwierdza. – Przydałby nam się na przykład przemysł zbrojeniowy, bo on się nie opiera na taniej sile roboczej – sugeruje.

– Mamy przykład, jak sprawę transformacji węglowej rozwiązali nasi sąsiedzi. Tam rząd w porozumieniu z landem opracował plan dla każdej z miejscowości. Znalazły się pieniądze, nasze sąsiednie Görlitz będzie miało wkrótce ponad dwa tysiące miejsc pracy w trzech instytucjach naukowych. W innej części będzie to poważna modernizacja zakładów chemicznych, gdzie indziej zostanie dociągnięta autostrada. To są realne działania, które powodują, że te obszary mogą się bronić i szukać alternatywy. Niemcy nie siedzą i nie czekają na unijne pieniądze – zauważa Gronicz. – Jestem wściekły i bezsilny. Od 10 lat mamy w gminie wiejskiej 45 hektarów do zagospodarowania, z pozwoleniem na budowę. Tylko co z tego? Jesteśmy przy granicy, więc przemysł, który konkuruje siłą roboczą, nie chce się u nas budować.

List do Tuska ponad podziałami 

Samorządowcy mają żal o to, że w 2022 r. nie zostali włączeni do unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Powiat zgorzelecki mógł wtedy liczyć na ponad miliard euro, które miały być przeznaczone na przebranżowienie pracowników, wsparcie zrównoważonego rozwoju czy modernizację lokalnej gospodarki. Choć pojawiały się doniesienia, że powiat pieniędzy nie otrzymał, bo spółka PGE nie dostarczyła harmonogramu odchodzenia od węgla w Turowie, to spółka broniła się, że przygotowała wszystkie niezbędne dokumenty. W tym plan miliardowych inwestycji, w którym znalazły się farmy wiatrowe, fotowoltaiczne czy elektrociepłownia dla Bogatyni. Komisja Europejska miała jednak zdecydować, że w tamtej rundzie środki trafią wyłącznie do regionów, w których wyłączenia bloków w elektrowniach węglowych nastąpią przed 2030 rokiem. Unijne pieniądze płyną więc na przykład do Bełchatowa.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Gliński: Otaczają nas absurdy w postaci kultury dzika

Aby walczyć o swoje, lokalni włodarze, ponad politycznymi podziałami, powołali Komitet Transformacji Subregionu Turów. Przewodniczy mu związany z KO Rafał Gronicz, a jednym z jego zastępców jest Wojciech Dobrołowicz z PiS-u. Grono dopełnia wielu bezpartyjnych samorządowców z gmin sąsiadujących z Turowem. Wszyscy, przy wsparciu organizacji pozarządowych i kancelarii Frank Bold, złożyli w KPRM pismo adresowane do Donalda Tuska. „Obecna sytuacja nadaje przedstawionym w liście postulatom charakter pilny” – zaalarmowali premiera, domagając się przede wszystkim dedykowanej regionowi specustawy. 

W liście czytamy, że chodzi o przepisy, które ustanowią „posiadający osobowość prawną podmiot odpowiedzialny za koordynację wysiłków transformacyjnych”, a także o uruchomienie komponentu „sprawiedliwa transformacja” w Funduszu Modernizacyjnym. To, zdaniem autorów pisma, miałoby zapewnić środki finansowe dla regionów węglowych, które nie zostały objęte Funduszem Sprawiedliwej Transformacji. „Liczymy na osobiste zaangażowanie pana premiera w zapewnienie, aby proces transformacji subregionu Turów był prowadzony w sposób skoordynowany, przewidywalny i odpowiadający randze wyzwań stojących przed tym obszarem. My także pozostajemy w dyspozycji, aby uszczegółowić naszą propozycję i liczymy w tym zakresie na spotkanie” – podkreślono w liście. 

– Najbardziej zaangażowani w proces transformacji są samorządowcy, bo my mamy świadomość, jak to uderzy w finanse naszych gmin. Mieszkańcy zaczną sobie zdawać sprawę, że się zmiany dokonują, gdy zaczniemy mówić, co wyłączamy, że imprez kulturalnych nie będzie, że na sport nie ma… Zaczną znikać rzeczy, które były od lat – mówi nam jeden z lokalnych włodarzy.

Reklama
Reklama

Kiedy koniec? Nie wiadomo 

Na pytanie, kiedy kompleks zostanie wygaszony, trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Koncesja na wydobycie węgla brunatnego przez kopalnię Turów ważna jest do 2044 r., ale to nie oznacza, że tyle czasu kopalnia jeszcze będzie działać. Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu już w 2035 r. nie przewiduje węgla brunatnego w miksie energetycznym. Według wspomnianego wcześniej raportu Fundacji Instrat prąd produkowany z węgla brunatnego straci konkurencyjność już w 2030 r. O aktualny harmonogram wygaszania kompleksu pytamy w PGE GiEK, ale rzeczniczka odpowiada wymijająco: „Obecnie analizowane scenariusze zakładają, że proces wyłączania z eksploatacji pierwszych jednostek wytwórczych w Elektrowni Turów będzie ściśle powiązany z zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz uwarunkowaniami rynkowymi i technologicznymi”. 

Czytaj również: Iluzja wielkiego rynku. Dlaczego zachodni biznes nigdy nie zrozumie decyzji Pekinu

O to samo pytamy więc w Ministerstwie Energii, ale tam odpowiedzi są równie wymijające. Słyszymy, że jest to „kwestia operacyjna pozostająca w kompetencji spółki PGE GiEK”, wobec której nadzór właścicielski sprawuje Minister Aktywów Państwowych. Ministerstwo tłumaczy, że działanie kopalni jest ściśle powiązane z funkcjonowaniem elektrowni, co oznacza, że „funkcjonowanie całego kompleksu pozostaje uzależnione od harmonogramu pracy bloków energetycznych elektrowni”. Informuje, że prowadzi prace nad „Białą Księgą Transformacji regionów węglowych w Polsce 2025–2049”, w której znajduje się również region Turowa. Ale jednocześnie resort zaznacza, że „kwestie dotyczące mechanizmów wsparcia” dla samorządów oraz „programowania środków polityki regionalnej” to kompetencje Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. 

Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Ministerstwa Aktywów Państwowych oraz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. 

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama