Tusk straszy polexitem. Co naprawdę powiedział Kaczyński?
„Jarosław Kaczyński ogłosił właśnie, że Polska powinna zacząć rokowania o warunkach wyjścia z Unii Europejskiej. O taką między innymi stawkę toczy się dziś w Polsce walka. Twarda walka. Nie zamierzam jej przegrać, nawet jeśli nie wszyscy zagrają ze mną” – alarmuje Donald Tusk.
Premier odnosi się do godzinnego wykładu prezesa PiS wygłoszonego podczas Krynica Forum 2026. Czy rzeczywiście w Prawie i Sprawiedliwości zwyciężył kurs na wyjście z UE? Na szczęście nie, a słowa Tuska są jaskrawym przykładem manipulacji.
Jest wręcz odwrotnie, niż chciałby premier. W największej partii opozycyjnej zwyciężył pragmatyzm i próba ucieczki do przodu. Wbrew temu, co możemy przeczytać u liberalnych komentatorów, PiS nie powiela narracji Grzegorza Brauna. Próbuje raczej pozycjonować się jako stronnictwo, które chce przekonać wyborców, że potrafi zaproponować Unii Europejskiej konstruktywną zmianę.
Nie znaczy to jednak, że nastroje polexitowe w PiS nie istnieją. Na portalu Klubu Jagiellońskiego ukazał się niedawno wywiad z Szymonem Szynkowskim vel Sękiem, posłem klubu Rozwój Plus i byłym ministrem do spraw europejskich w rządzie Mateusza Morawieckiego. Polityk przyznał wprost, że swego czasu w PiS na poważnie rozważano zgłoszenie postulatu wyjścia z UE. Godzinny wykład Kaczyńskiego w Krynicy pokazuje, co wynikło z tych wewnętrznych dyskusji.
Prezes PiS o wyjściu z UE. Jest odpowiedź Tuska i Sikorskiego
Reforma zamiast ucieczki z tonącego okrętu
Kaczyński przedstawił kompleksowy pomysł na reformę Wspólnoty, która – jego zdaniem – sama nie przestrzega ustanowionego przez siebie prawa. Chodzi między innymi o traktatową zasadę równości państw oraz samowolę takich instytucji jak Trybunał Sprawiedliwości UE i Komisja Europejska.
To głos wzywający do gruntownej reformy Unii, a nie do ucieczki z tonącego okrętu. Zdaniem Kaczyńskiego w Europie powoli dojrzewa klimat na zmianę, a siły utrzymujące władzę w największych państwach i unijnych instytucjach słabną.
Skoro możemy być świadkami zmiany władzy we Francji i Niemczech, to również Unia ma szansę się zmienić. Dlatego należy powołać międzynarodową grupę roboczą skupiającą siły pragnące reformy, uzgodnić wspólny scenariusz i rozpocząć negocjacje w ramach legalnych procedur politycznych obowiązujących w UE.
Kaczyński przyznaje, że nie będzie to łatwe zadanie, a wizja zmiany Europy zgłaszana na przykład przez AfD może okazać się niekorzystna dla Polski. Można jednak wyczuć zmianę narracji. W opowieści prezesa PiS jest mniej poczucia krzywdy wobec europejskiego establishmentu i stawiania Polski w roli niewinnej ofiary, a więcej prób stworzenia pozytywnej agendy.
Prezydent pod presją po decyzji Senatu. Podwyżka akcyzy na alkohol czeka na podpis
Unia międzyrządowa zamiast europejskiego centralizmu
Kaczyński podkreśla, że Unia oparta na silniejszej współpracy międzyrządowej, bardziej transparentnym procesie stanowienia prawa i bardziej demokratycznym układzie sił nie tylko poprawiłaby pozycję Polski, lecz także służyłaby całej Europie. Wymagałoby to jednak gruntownej rewizji traktatów.
W przedstawionej wizji Komisja Europejska miałaby ustąpić miejsca Radzie Europejskiej jako głównemu ośrodkowi politycznego kierowania Unią. Skład Trybunału Sprawiedliwości UE miałby uwzględniać zasadę proporcjonalnej reprezentacji państw, podobnie jak liczba urzędników pracujących w najważniejszych instytucjach europejskich powinna odpowiadać proporcjom ludności. Z kolei Parlament Europejski miałby być tworzony z grona posłów parlamentów narodowych.
W ten sposób Unia, z projektu zmierzającego ku centralizacji, miałaby powrócić do modelu organizacji międzynarodowej nastawionej przede wszystkim na współpracę gospodarczą. Taki kurs miałby również zachęcić Wielką Brytanię do powrotu.
Ciekawe, że wizja Kaczyńskiego jest zbliżona do tej przedstawianej przez Mateusza Morawieckiego. Oba środowiska, do niedawna tworzące jedną partię, opowiadają się za daleko idącym rewizjonizmem wobec obecnego kształtu UE. Jednocześnie jednoznacznie stawiają na zmianę unijnych struktur od środka. Jak mówił cytowany już Szynkowski vel Sęk: „Unia nie jest ani piekłem, ani niebem, lecz przestrzenią realizacji naszych interesów”.
Można różnie oceniać propozycje Kaczyńskiego, kwestionować ich merytoryczny sens i szanse na realizację. Nie sposób jednak uczciwie twierdzić, że sam wykład prezesa PiS oznacza postulat wyjścia z UE. Skąd więc wzięła się narracja Donalda Tuska i liberalnych mediów?
Kaczyński wygrał w sądzie z Komosą. Jest nakaz przeprosin
„Atomowy guzik”, czyli skąd wziął się polexit?
Kaczyński nie ograniczył się do przedstawienia wizji nowej Unii. Zaproponował również trzy metody przeprowadzenia reformy.
Pierwsza zakłada wypracowanie przez grupę państw projektu zmian i przeprowadzenie go przez istniejące instytucje unijne, przy wykorzystaniu instrumentów nacisku politycznego, takich jak europejska inicjatywa obywatelska czy procedura z art. 7 TUE.
Druga polega na zbudowaniu koalicji państw zdolnej do blokowania niekorzystnych zmian. W ten sposób państwa sceptyczne wobec dalszej integracji mogłyby wymusić negocjacje nad zmianą jej zasad.
Trzecia, najbardziej radykalna metoda, zakłada zawarcie przez tę grupę państw nowego traktatu określającego pożądany przez nie model Unii. Jego wejście w życie zostałoby odroczone, aby w tym czasie prowadzić negocjacje z pozostałymi członkami Wspólnoty. Ich stawką byłoby przyjęcie proponowanych reform albo ryzyko wystąpienia części państw z UE. Kaczyński traktuje ten wariant jako rozwiązanie ostateczne, rodzaj politycznego „atomowego guzika”.
Trzeba jednak zaznaczyć, że nowy traktat zawarty przez część państw nie zmieniałby automatycznie prawa UE obowiązującego pozostałych członków. Sama propozycja jest więc przede wszystkim strategią politycznego nacisku, a nie gotowym sposobem na zmianę całej Unii.
PKW domaga się zmian w ordynacji wyborczej. Sejm ma czas do maja
I właśnie ten ostatni fragment wykładu został wycięty z godzinnego przemówienia i przedstawiony jako dowód na to, że PiS dąży do polexitu. W ten sposób wystąpienie Kaczyńskiego, mające zasygnalizować nowy etap myślenia o UE wewnątrz partii, zostało sprowadzone przez obóz rządzący i część przychylnych mu mediów do tezy, że prezes PiS papuguje Grzegorza Brauna.
To dużo łatwiejsze niż merytoryczne zmierzenie się z pomysłem na reformę.
Nowy etap na prawicy?
Wystąpienie Kaczyńskiego w Krynicy otwiera nowy etap w PiS, a być może także na całej prawicy. Dobrze byłoby, gdyby na prawo od centrum rozpoczęła się licytacja na najlepsze propozycje zmiany UE od środka.
Bo to, że Bruksela potrzebuje reformy, przyznają już nie tylko prawicowcy, lecz coraz częściej również przedstawiciele europejskiego establishmentu. Donald Tusk może zaklinać rzeczywistość, ale procesy polityczne, na które wskazuje Kaczyński, są faktem. Pytanie nie brzmi więc wyłącznie, czy Unia powinna się zmienić, lecz także, kto potrafi zaproponować zmianę służącą polskim interesom.


