Polityka klimatyczna Unii Europejskiej stała się nową osią sporu między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Karol Nawrocki chce, by Polska wyszła z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych, czyli ETS. Czym dokładnie jest ten mechanizm? Wyjaśniamy.

- Polska i cała Europa debatują obecnie o mechanizmie ETS. To filar unijnej polityki klimatycznej.
- W obliczu nowego kryzysu energetycznego słychać głosy, że Europa nie może dokładać sobie obciążeń, każąc przedsiębiorstwom płacić za uprawnienia do emisji gazów cieplarnianych. W Polsce wokół ETS rozgorzał kolejny już spór na linii prezydent-premier.
- Czym jest system ETS, jakie korzyści udało się dzięki niemu osiągnąć, a co powinno się w nim zmienić? Zero.pl rozmawia o tym z ekspertem, Kamilem Laskowskim z Fundacji Instrat.
Wojna na Bliskim Wschodzie i wywołany nią szok cenowy na rynku energii sprawiły, że w centrum uwagi decydentów w Europie i w Polsce znalazła się unijna polityka klimatyczna, a konkretnie – system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych, czyli EU ETS (z ang. Emission Trading System).
Europa debatuje o ETS
Prezydent Karol Nawrocki i jego otoczenie proponują całkowite odejście od tego systemu. W liście do Donalda Tuska głowa państwa pisze o obciążeniach dla przemysłu i konsumentów związanych z ETS. Prezydencka doradczyni, Wanda Buk (wiceminister cyfryzacji w latach 2018-2020), wprost mówi o tym, że likwidacja ETS to postulat nie tylko dla Polski, ale dla całej Europy. Z kolei kandydat PiS na premiera, Przemysław Czarnek, zapowiada złożenie w Sejmie uchwały wzywającej szefa rządu do przedstawienia planu wyjścia Polski z ETS.
Rokita ocenia weto prezydenta. Mówi o skutkach
Z rządu w odpowiedzi na te monity płyną głosy, że „wypisanie się” z ETS to nie taka prosta sprawa.
„Pomysł wyjścia z ETS jest jak bumerang – wraca za każdym razem, gdy jest kampania wyborcza, albo gdy ktoś chce zrobić trochę zamieszania” – to stanowisko Pauliny Hennig-Kloski, które resort klimatu i środowiska przesłał Zero.pl. „Jednostronne wypowiedzenie systemu ETS jest groźne, niebezpieczne dla gospodarki, dla naszego przemysłu. To pierwszy krok do wyprowadzenia polski z Unii Europejskiej, na co nie ma zgody obywateli. My będziemy szukać rozwiązań i namawiać naszych partnerów w UE do rewizji ETS, a nie jednostronnie wywracać stolik i wychodzić z Unii Europejskiej” – przekazała szefowa MKiŚ.
Nie da się ukryć, że o mechanizmie ETS – i o tym, jak sprawić, by jak najlepiej służył on krajom UE – debatuje już cała Wspólnota. W czwartek 19 marca odbędzie się posiedzenie Rady Europejskiej poświęcone temu zagadnieniu.
ETS, czyli właściwie co?
Zacznijmy jednak od tego, czym jest system ETS, bo dzięki politykom wielu Polaków musi obecnie przechodzić przyspieszony kurs z unijnej polityki klimatycznej.
– ETS to, obrazowo mówiąc, rodzaj podatku, który nakładamy na emisje gazów cieplarnianych – wyjaśnia w rozmowie z Zero.pl Kamil Laskowski, lider projektu przemysłowego w Fundacji Instrat. – Można go porównać do innych podatków już istniejących w naszym systemie, jak podatek cukrowy albo akcyza. Mają one zniechęcić do konsumowania słodkich napojów czy palenia papierosów, które są szkodliwe i generują koszty społeczne – bo potem trzeba amatorów tych wyrobów kurować z publicznych pieniędzy.
– Podobnie jest z ETS – zauważa nasz rozmówca. – Obciążamy dodatkową opłatą energetykę i przemysł, bo emisje CO2 i innych gazów cieplarnianych mają szkodliwy wpływ na klimat. Emisje pyłów i metali ciężkich, również pochodzące ze spalania węgla, mają z kolei negatywny wpływ na nasze zdrowie (tu można wskazać na spalanie węgla, które powoduje wzrost obecności różnych pyłów w powietrzu).
System ETS działa od 2005 r. Jak w praktyce Unia Europejska realizuje cel ograniczania emisji gazów cieplarnianych? Główną rolę odgrywają tutaj uprawnienia, czyli specjalne certyfikaty. Nabywając je, przedsiębiorstwa uzyskują jak gdyby zezwolenie na to, by emitować CO2 i inne gazy cieplarniane do atmosfery. Jedno uprawnienie pozwala na emisję jednej tony CO2 lub innego gazu, który powoduje taki sam efekt cieplarniany.
– Komisja Europejska co roku decyduje, ile uprawnień do emisji można zakupić na rynku – mówi Kamil Laskowski. – Ich liczba zmniejsza się z każdym rokiem, a ponieważ maleje ich podaż, to rośnie ich cena. Podaż zaś zmniejszana jest po to, by przedsiębiorstwa spalały mniej paliw kopalnych i emitowały mniej CO2. Te uprawnienia do emisji są sprzedawane na aukcjach. Handlują nimi państwa członkowskie, które dostają swoje „przydziały” z łącznej puli uprawnień udostępnionej przez KE. Poszczególne zakłady energetyczne kupują uprawnienia na tych aukcjach, na których w sposób rynkowy ustala się cena danej porcji uprawnień – tłumaczy ekspert Fundacji Instrat.
Nasz rozmówca wskazuje, że płatnikiem ETS w Polsce jest głównie energetyka, bo zakłady przemysłowe otrzymują póki co od KE przydział darmowych uprawnień do emisji, tak, aby nie musiały mierzyć się z wysokimi kosztami produkcji. – Na poziomie Unii Europejskiej to właśnie w energetyce widać, że system ETS odniósł zamierzony skutek: w skali UE energia niskoemisyjna odpowiada dziś za nawet 80 proc. całej generacji. Z rynku udało się „wypchnąć” dużo paliw kopalnych. Polska jest w sytuacji szczególnej, nasza energetyka była bardziej obciążona węglem, ale udało się zredukować wysokoemisyjną generację o prawie jedną czwartą – mówi Kamil Laskowski.
Coraz głośniej o kosztach ETS
Korzyści klimatyczne to jedno, ale wśród państw członkowskich UE nie brak głosów, że koszty finansowe i społeczne ETS są zbyt wysokie. Najczęściej przytaczany argument to ten o utracie konkurencyjności przez europejski przemysł. W liście do Donalda Tuska kwestię tę podniósł również Karol Nawrocki.
„Koszt techniczny wyprodukowania megawatogodziny z węgla jest znacznie wyższy niż koszt wyprodukowania jej z odnawialnych źródeł” – ripostuje Paulina Hennig-Kloska w stanowisku przesłanym naszej redakcji. „I to nie wliczając opodatkowania i ETS. To jest więc kierunek, w którym musimy podążać, jeżeli chcemy płacić niskie rachunki, mieć konkurencyjną gospodarkę. Bo najtańszymi źródłami energii są właśnie źródła odnawialne”.
Prezydent pisze do premiera. Nawrocki wskazuje kierunek przed Radą Europejską
Nie tylko w Polsce toczy się debata o kształcie unijnej polityki klimatycznej. W lutym włoski rząd pod przewodnictwem premier Giorgii Meloni przyjął dekret nazwany przez tamtejszą prasę „rachunkowym”. Ma on obniżać koszty energii elektrycznej dla obywateli poprzez ingerencję w system ETS (w dużym skrócie: chodzi o to, by ceny uprawnień nie wpływały na cenę końcową energii z OZE, co ma obniżyć rachunki). Ostatecznie w tej sprawie musi jednak wypowiedzieć się Bruksela. Ale unijni urzędnicy widzą już, że szerszej debaty o ETS nie da się uniknąć.
Debata ta nabierze z pewnością rumieńców na czwartkowym posiedzeniu Rady Europejskiej. Będzie on poświęcony właśnie ETS. Oliwy do ognia dolewa konflikt na Bliskim Wschodzie, przez który Europie znów zagląda w oczy widmo kryzysu energetycznego.
Będzie rewizja ETS?
W poniedziałek 16 marca szefowa KE Ursula von der Leyen skierowała list do przywódców państw UE. Napisała w nim m.in., że system ETS musi zostać dostosowany do nowych okoliczności. „Przyspieszamy także prace nad zbliżającą się rewizją ETS, w szczególności w celu określenia bardziej realistycznej ścieżki dekarbonizacji po 2030 r.” – zapowiedziała. Co dokładnie może to oznaczać?
– Rewizja systemu ETS i tak była zaplanowana przez Komisję Europejską na III kw. 2026 r. – zauważa Kamil Laskowski. – Mówiąc o tej rewizji, trzeba jednak wyraźnie rozgraniczyć przemysł i energetykę. Energetyce łatwiej jest się dekarbonizować, bo technologie OZE już są rozwinięte i często tańsze niż energetyka węglowa czy gazowa. Z kolei w przemyśle emisje generowane są przez procesy produkcyjne (różne w zależności od gałęzi przemysłu), a czyste technologie w odpowiednim stadium rozwoju nie w każdym przypadku są dostępne.
– To dlatego mówi się, że przemysłowi może bardziej zamiast kija w postaci ETS potrzebna byłaby marchewka w postaci wsparcia finansowego, tak, aby przemysł mógł inwestować w technologie dekarbonizacyjne i by te technologie z czasem taniały – dodaje ekspert Fundacji Instrat.
– Od 2026 r. przydział darmowych uprawnień dla przemysłu ma być wygaszany. Obecnie toczy się dyskusja wokół tego, by to odroczyć. W „idealnym świecie” można by było zaś przekierować to, co przemysł płaci za uprawnienia, właśnie na inwestycje w zazielenianie tego przemysłu – wskazuje.
Mieć ciastko i zjeść ciastko
Pozostaje jeszcze jeden istotny wątek: wpływów do budżetu państw członkowskich UE z handlu emisjami. Jak wspomnieliśmy, to właśnie państwa organizują aukcje uprawnień. w Polsce resort klimatu i środowiska szacuje, że wpływy do budżetu w 2026 r. z tytułu sprzedaży uprawnień wyniosą ok. 20,5 mld zł. To kwota, z której łatwo się nie rezygnuje. Środki ze sprzedaży uprawnień trafiają do budżetu i NFOŚiGW i mają „zasilać” proces transformacji energetycznej.
– Chcielibyśmy mieć ciastko i zjeść ciastko – zauważa Kamil Laskowski. – Z jednej strony pojawiają się postulaty, by zlikwidować ETS, a z drugiej chcielibyśmy, aby budżet dalej miał przychody z handlu uprawnieniami. A te są niebagatelne, rzędu 20 mld zł rocznie, przy czym wyższe ceny uprawnień przekładają się na dalszy wzrost tych wpływów.
Rząd ma tego świadomość. Dowodzi tego wypowiedź dla mediów w Brukseli wiceministra energii Wojciecha Wrochny, który w poniedziałek reprezentował Polskę na spotkaniu unijnych ministrów ds. energii.
– Wprowadzenie limitów cenowych lub wycofanie ETS albo wstrzymanie jego działania jest trudną propozycją, ponieważ należy również pamiętać, że wiele budżetów państwowych czerpie zyski z wysokich cen ETS, więc nie możemy ciąć dochodów z dnia na dzień – zaznaczył.
Na początku marca Polska sprzedała na europejskiej giełdzie energetycznej EEX ponad półtora miliona uprawnień do emisji CO2 (dokładnie 1 524 500) po 70,75 euro za sztukę. Jeszcze 18 lutego, na poprzedniej aukcji, Polska sprzedawała uprawnienia po 69,22 euro za sztukę.
Wiceminister Wrochna w Brukseli powiedział też, że ważna jest stabilność prawna (firmy nie mogą nagle obudzić się w innej rzeczywistości). Ale też przyznał, że „konkretne, ukierunkowane rozwiązanie” jest potrzebne. – Nasz przemysł w obliczu wysokich cen energii zmaga się z trudnościami.
