Reklama
Reklama

Reklama

Dziemianowicz-Bąk: Kończy się era dywagowania o „śmieciówkach”

Reklama
TYLKO NA

– W Polsce już się skończyła era dywagowania, czy „śmieciówki” są dobre, czy złe. Wszyscy zgodzili się, że jest to problem, który należy rozwiązać – mówi ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Wiceszefowa Nowej Lewicy w rozmowie z Zero.pl zapewnia, że od lipca inspektorzy będą mieli „pełne ręce roboty”. Liczba niezgodnych z prawem „śmieciówek” w Polsce może wynosić nawet 450 tys. umów.

artykul_glowne-foto-6
Na zdjęciu ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (fot. Jacek Herok / Newspix/MRPiPS)
  • W ostatnich miesiącach rosło w Polsce bezrobocie. Zdaniem Agnieszki Dziemianowicz-Bąk przyczyn tego zjawiska jest kilka, m.in. sezonowość pracy. – Mamy za sobą najsurowszą zimę od lat – z tego względu obserwowaliśmy wstrzymanie części prac np. w sektorze budownictwa – tłumaczy minister pracy.
  • Za dwa miesiące w życie wejdzie reforma Państwowej Inspekcji Pracy. – Szacujemy, że ok. 450 tys. zleceń to są zlecenia, które powinny być zamienione na umowy o pracę – to są po prostu oszukani ludzie, pozbawieni swoich praw pracowniczych. I jestem przekonana, że ta liczba będzie się sukcesywnie zmniejszać – podkreśla nasza rozmówczyni.
  • – Już w lipcu inspektorzy ruszają na kontrole uzbrojeni w nowe kompetencje, właśnie po to, aby dochodzić praw oszukanych pracowników i zamieniać umowy zlecenie na umowy o pracę. Inspekcja z całą pewnością będzie mieć pełne ręce roboty – wskazuje Dziemianowicz-Bąk.

Reklama

Marek Mikołajczyk, Zero.pl: Wrócił Tusk, wraca bezrobocie?

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, posłanka, wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy: Nie.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego bezrobocie w Polsce wynosi 6,1 proc. (949,8 tys. osób). Gdy PiS oddawało władzę w grudniu 2023 r., było to 5,1 proc. (788,2 tys.). To wzrost o ponad 161 tys. osób.


Reklama

To prawda, choć warto pamiętać, że wciąż to jeden z najniższych wskaźników w Unii Europejskiej. A najnowsze prognozy pokazują, że sytuacja się stabilizuje, liczba zarejestrowanych bezrobotnych zaczęła się ponownie zmniejszać.


Reklama

To nas uspokaja?

Na bieżąco monitorujemy sytuację i reagujemy – doraźnie i systemowo. Wzrost w statystykach w ostatnich miesiącach wynikał z kilku czynników. Jednym – choć nie jedynym – z nich jest kwestia sezonowości pracy i niektórych zawodów. Mamy za sobą najsurowszą zimę od lat – z tego względu obserwowaliśmy wstrzymanie części prac np. w sektorze budownictwa.

Sytuację w liczeniu danych zmieniła także ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która weszła w życie w ubiegłym roku. Zmieniła ona zasady wykreślania osób z rejestru bezrobotnych i ułatwiła rejestrowanie się w miejscu zamieszkania, a nie jak dotąd zameldowania. To sprawiło, że osoby, które już wcześniej realnie były bez pracy, ale były dla systemu niewidzialne, zostały zauważone. Szacujemy, że gdyby nie te zmiany, to w statystykach byłoby ok. 100 tys. osób mniej.


Reklama

Gdyby nie doszło do zmian legislacyjnych, to tego wzrostu byśmy nie odnotowali?


Reklama

Tego nie mówię. Przyczyn jest kilka.

To porozmawiajmy o nich. PiS uruchomiło w sieci „Mapę bezrobocia”, na której pokazuje, jak sytuacja zmieniła się na przestrzeni ostatnich dwóch lat. W niektórych powiatach na zachodzie kraju, np. powiecie kołobrzeskim czy słubickim, bezrobocie wzrosło o kilkadziesiąt procent. Jaki jest tego powód?

Warto jednak powiedzieć, że w powiecie słubickim bezrobocie jest drugie najniższe w województwie lubuskim, z kolei bezrobocie w powiecie kołobrzeskim jest drugim najniższym w województwie zachodniopomorskim. Ale oczywiście są także powiaty, gdzie wskaźniki są wyższe.


Reklama

Sytuacje są różne. Generalnie od lat mamy w Polsce do czynienia ze sporym zróżnicowaniem terytorialnym, więc odpowiedź na pytanie o przyczyny mniejszego lub większego bezrobocia jest złożona. Jeśli w danym powiecie nagle znika jakiś duży zakład pracy, bo przeniósł się za granicę, w pogoni za obniżeniem kosztów – to problem dostrzegalny w całej Unii – to powiat zaczyna świecić się na czerwono.


Reklama

Województwa są jednak mocno zróżnicowane – na Mazowszu jest np. tak, że są powiaty z dużymi wzrostami bezrobocia, ale też takie, w których odnotowywany jest spory spadek. Jeżeli w jakimś powiecie brakuje dużego pracodawcy albo zamyka się duży zakład, to siłą rzeczy w takim miejscu wskaźniki się pogarszają.

To oczywiste. Zastanawiam się jednak, w jak złej sytuacji obecnie jesteśmy i czy już należy bić na alarm. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) stopa bezrobocia wynosi w Polsce 3,3 proc. I ta wartość mogłaby nas nawet uspokajać, gdyby nie fakt, że to najgorszy wynik od II kwartału 2021 r., czyli środka pandemii COVID-19. To chyba powód do niepokoju.

To powód do działania. Z jednej strony cieszy nas fakt, że na tle UE wypadamy bardzo dobrze, ale nie zmienia to faktu, że poszczególne dane budzą nasz niepokój.


Reklama

Duże znaczenie ma kwestia bezrobocia młodych. Z naszych analiz wynika, że na rynku pracy zmniejsza się pula dostępnych miejsc dla tzw. juniorów, czyli osób bez doświadczenia lub z niewielkim doświadczeniem. Jest to między innymi efekt postępującej automatyzacji i błyskawicznie rozwijającej się sztucznej inteligencji, choć nie tylko.


Reklama

Krótko mówiąc: kurczy się przestrzeń na błędy i uczenie się. Pracodawcy oczekują doświadczonych osób jeszcze bardziej niż kiedyś.

Z perspektywy młodej osoby wkraczającej na rynek pracy posiadanie doświadczenia jest ogromną zaletą. Z drugiej strony – cały czas mamy wiele sygnałów o zawodach deficytowych – branżowych, technicznych, do których pracowników cały czas brakuje, jak na przykład kierowcy, spawacze, elektrycy. Borykamy się więc z pewnym niedopasowaniem. Nasz system kształcenia oparty jest głównie o kształcenie ogólne, a niekoniecznie zawodowe czy branżowe.

To kamyczek do ogródka minister edukacji Barbary Nowackiej.


Reklama

Ze strony naszego ministerstwa odpowiadamy za Ochotnicze Hufce Pracy, które są instytucją kształcącą w zawodach, także tych, w których brakuje pracowników, i jednocześnie dającą młodym ludziom, często zagrożonym wykluczeniem społecznym szansę na rozwój, w tym na wejście na rynek pracy. Uważam, że OHP mogą być jeszcze większym wsparciem dla systemu edukacji i w tym kierunku chcemy je rozwijać.


Reklama

Chcemy ucywilizować zjawisko staży w Polsce. Na bezpłatny staż, czyli na zdobywanie doświadczenia i pracę bez wynagrodzenia, mogą pozwolić sobie nieliczni. Chcemy to zmienić, wprowadzając obowiązek wynagradzania stażystów. Bo staż to z jednej strony nauka, ale także przecież praca. A za pracę należy się płaca.

Projekt ustawy o stażach jest w trakcie konsultacji publicznych. Jest pani jednak ostro krytykowana ze strony środowisk lewicowych, w tym polityków Partii Razem. Chodzi o przepis zobowiązujący pracodawcę do wypłacania stażyście pensji w wysokości 65 proc. minimalnej krajowej.


Reklama

Co najmniej 65 proc. Tak, odnotowałam tę kuriozalną krytykę.


Reklama

Kuriozalną?

Tak.

Dlaczego?


Reklama

Dziś zgodnie z prawem pracodawca może nie wypłacać stażyście nic. 0 proc. minimalnej, 0 proc. przeciętnej, po prostu 0 zł. I to jest legalne, choć skrajnie niesprawiedliwe. I ja chcę to zmienić. Wprowadzić obowiązkową pensję dla stażystów, na poziomie nie niższym niż ponad 3 tys. zł. Chcę określić maksymalny czas stażu. Chcę zakazać agencjom pracy tymczasowej kierowania na staże, żeby ograniczyć ryzyko nadużyć i żerowania na młodych pracownikach. Chcę dać młodym szansę na zdobycie doświadczenia za wynagrodzeniem, a nie jak dotąd za wpis do CV. Z prawem do odpoczynku, do urlopu, z ochroną kodeksu pracy. To wszystko jest w naszym projekcie.


Reklama

I kiedy na to słyszę, że ten projekt to skandal, to mam poczucie, że ktoś tu odleciał, odkleił się od rzeczywistości, w której prawdziwi, a nie wymyśleni, młodzi ludzie potrzebują pracy, a żeby ją dostać, potrzebują doświadczenia, którego zdobycie nie powinno być luksusem wyłącznie dla dzieciaków z zamożnych rodzin.

Reforma PIP, która umożliwi przekształcanie w umów cywilnoprawnych w etaty, wejdzie w życie 8 lipca. Jest pani w stanie zagwarantować, że to mocno ograniczy patologie na rynku pracy?

Mogę zagwarantować, że PIP otrzyma najsilniejsze i najskuteczniejsze narzędzia, aby walczyć z patologiami na rynku pracy.


Reklama

Era „śmieciówek” w Polsce się skończy?


Reklama

W Polsce już się skończyła era dywagowania, czy „śmieciówki” są dobre, czy złe. Czy mamy w Polsce problem z wypychaniem kogoś na samozatrudnienie i umowy cywilnoprawne, czy nie. Wszyscy się zgodzili, że jest to problem, który należy rozwiązać – nawet jeśli były różne koncepcje tego rozwiązania.

Jest pani pewna? Nie tak dawno widziałem filmik lidera Konfederacji Sławomira Mentzena, który krytykował ustawę i mówił o „prezencie Karola Nawrockiego dla Nowej Lewicy”.

Ma pan rację, jednak nie wszyscy. Choć – prawdę mówiąc – nie myślałam tutaj o osobach, które są jawnymi zwolennikami cwaniackich praktyk i nie tylko życzliwie podchodzą do wszelakich „optymalizacji podatkowych”, ale wręcz specjalizują się w ich promowaniu. Ciężko od zwolennika patologii usłyszeć radość z powodu walki z patologią.


Reklama

Kiedy mówię, że osiągnęliśmy niemal powszechną zgodę, że „śmieciówki” to patologia, to mam na myśli nie tylko polityków, ale przede wszystkim społeczeństwo. Poparcie dla reformy PIP dominowało wśród wyborców w zasadzie wszystkich partii. Jeszcze w trakcie prac nad tym projektem główny inspektor pracy raportował, że liczba skarg do PIP od chwili nagłośnienia reformy zwiększyła się kilkukrotnie.


Reklama

Nie jest jednak tajemnicą, że ta wersja ustawy, która została uchwalona, nie jest pani wymarzoną. Donald Tusk na początku roku pogrzebał pierwotny projekt ustawy. Za drugim podejściem część przepisów okrojono.

A część przepisów rozbudowano i wzmocniono. Tak działa proces legislacyjny, tak też wyglądają negocjacje. Na stole położyliśmy coś, o czym od początku wiedzieliśmy, że ulegnie zmianom. Wiedzieliśmy też, czego na pewno nie odpuścimy, na czym nam zależy, co jest do ewentualnej zmiany. I prowadziliśmy ten proces tak, żeby na końcu mieć mocną ustawę i silne narzędzia walki ze „śmieciówkami” – i mamy je. PIP będzie przekształcać „śmieciówki” w legalne umowy o pracę.

Z ustawy wypadł jednak oręż, którego najbardziej bali się nieuczciwi pracodawcy. Chodzi o wydawanie decyzji z mocą wsteczną. Według pierwotnego projektu inspektorzy mogliby przekształcać „śmieciówki” w etaty, wywołując przy tym konieczność uregulowania składek za wszystkie wcześniejsze miesiące trwania umowy. Według obecnego kształtu ustawy decyzja wywołuje tylko skutki na przyszłość.


Reklama

Państwowa Inspekcja Pracy będzie mogła przekształcać „śmieciówki” w umowy o pracę dwoma drogami: administracyjnie, wydając decyzję, lub na drodze sądowej, występując do sądu z powództwem o ustalenie istnienia stosunku pracy.


Reklama

Decyzje administracyjne będą wywoływać skutki na przyszłość, ale przed sądem inspektor będzie mógł się domagać także tego, co dotyczy przeszłości. Ponadto wprowadzamy wymianę danych między PIP, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Krajową Administracją Skarbową. Dzięki temu, kiedy PIP „wykryje” bezprawną „śmieciówkę”, dowie się o niej też ZUS, który ma uprawnienia także do wstecznego ściągania składek i określania drogą administracyjną typu umowy, która jest ich podstawą. Więc nie, „wsteczność” nie zniknęła, została inaczej ujęta.

W ostatecznej, przyjętej wersji ustawy jest też cała część poświęcona sądownictwu pracy. Sprawy dotyczące „śmieciówek” będą rozpatrywane sprawniej, a pracownik na czas postępowania przed sądem będzie otrzymywał zabezpieczenie, które da mu ochronę przed zwolnieniem z dnia na dzień. To ważne zmiany, które dodaliśmy już w trakcie całej dyskusji wokół reformy.


Reklama

Dziś – według danych GUS – wyłącznie na umowach zlecenia i umowach o dzieło pracuje ok. 1,5 mln Polaków. Pani zdaniem ta liczba wkrótce się zmniejszy?


Reklama

Jestem przekonana, że zmniejszy się liczba fikcyjnych umów cywilnoprawnych, czyli „śmieciówek”, które powinny być umowami o pracę. Bo to warto rozróżnić. Nie wszystkie umowy cywilnoprawne to „śmieciówki”, wiele takich umów jest zawartych zgodnie z prawem, bo nie dotyczą stosunku pracy.

Szacujemy, że ok. 450 tys. zleceń to są zlecenia, które powinny być zamienione na umowy o pracę – to są po prostu oszukani ludzie, pozbawieni swoich praw pracowniczych. I jestem przekonana, że ta liczba będzie się sukcesywnie zmniejszać.

Po pierwsze, tak jak mówiłam, rośnie świadomość zarówno po stronie pracowników, jak i pracodawców, którzy w moim przekonaniu będą rezygnować ze „śmieciówek”, żeby uniknąć kary i kłopotów.


Reklama

Po drugie, już w lipcu inspektorzy ruszają na kontrole uzbrojeni w nowe kompetencje, właśnie po to, aby dochodzić praw oszukanych pracowników i zamieniać umowy zlecenie na umowy o pracę. Oprócz uprawnień, reforma PIP gwarantuje tej instytucji nowe etaty i pieniądze – bo inspekcja z całą pewnością będzie mieć pełne ręce roboty.


Reklama

Co ze zmianą na stanowisku głównego inspektora pracy? Marcin Stanecki nie cieszy się największym zaufaniem wśród polityków odpowiedzialnych za rynek pracy.

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby Państwowa Inspekcja Pracy działała sprawnie – zarówno korzystając z nowych uprawnień i przekształcając fałszywe umowy cywilnoprawne w umowy o pracę, jak i reagując na zgłoszenia dotyczące łamania przepisów BHP czy kodeksu pracy.

Dlatego kierowany przeze mnie resort przygotował i przeprowadził ustawę o PIP. Jako ministra pracy zgłaszam do PIP nadużycia prawa pracy, o których się dowiem, wnioskuję o kontrolę, tak jak miało to na przykład miejsce w przypadku zbyt niskich temperatur w marketach Dino.


Reklama

Jednak za decyzję, kto stoi na czele PIP, odpowiada marszałek Sejmu, nie minister pracy. O ewentualnych zmianach na tym stanowisku będzie więc decydował marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii Rady Ochrony Pracy.


Reklama

1 stycznia ruszył rządowy pilotaż skróconego czasu pracy w kilkudziesięciu prywatnych i publicznych zakładach pracy. Program potrwa do końca roku. Jest pani zadowolona po tych czterech miesiącach?

Tak. Przede wszystkim cieszy mnie, że udaje się testować różne modele skracania pracy z zachowaniem wynagrodzenia – niektórzy zdecydowali się na czterodniowy tydzień pracy, inni – na skrócenie godzinowe dnia pracy, wydłużenie urlopów czy modele mieszane.

I choć jeszcze za wcześnie na konkretne wnioski – te poznamy w przyszłym roku – to pierwsze sygnały od pracodawców są pozytywne. Pracownicy mniej korzystają ze zwolnień, są zadowoleni z pracy. Pracodawcy w skróceniu czasu pracy dostrzegają szansę na zwiększenie swojej atrakcyjności na rynku w konkurowaniu o pracownika.


Reklama

Dobór podmiotów biorący udział w pilotażu był jednak mocno krytykowany. Dziennikarz Andrzej Andrysiak zwracał uwagę, że na 90 podmiotów aż 53 to urzędy lub jednostki podległe samorządom – np. spółki, domy kultury i ośrodki pomocy społecznej. Cały pilotaż kosztuje nas niemal 50 mln zł, a podmioty publiczne dostały niemal 75 proc. całej kwoty.


Reklama

Ostatecznie w pilotażu bierze udział 40 podmiotów publicznych i 40 podmiotów prywatnych. Reprezentowane są różne branże, od usług, przez firmy produkcyjne, biblioteki, wodociągi, jest też filharmonia – przekrój jest naprawdę różnorodny i o to nam chodziło.

Finansowo też się to równoważy?


Reklama

Pod tym względem są różnice. Wynikają z faktu, że zakwalifikowane podmioty publiczne to często znacznie więksi pracodawcy, obejmujący pilotażem kilkaset osób, z kolei wśród prywatnych znalazły się też mali i drobni przedsiębiorcy. To przekłada się na kwoty dofinansowania. Naszym celem jest jak najbardziej różnorodne i jak najpełniejsze sprawdzenie, jakie sposoby skracania czasu pracy sprawdzają się w jakich branżach i podmiotach. Stąd taki, a nie inny wykaz.


Reklama

Czego będzie pani oczekiwać po wynikach pilotażu? Ministerstwo będzie chciało iść krok dalej, np. wprowadzając obligatoryjny skrócony czas pracy w jakichś branżach?

Dla nas pilotaż jest przede wszystkim pokazaniem, że skracanie czasu pracy po ponad stu latach od wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy to nie jest jakaś futurystyczna wizja, to jest już rzeczywistość. Z tego badania chcemy wyciągnąć wnioski, które przekształcimy w dalsze rekomendacje. Bardzo możliwe, że legislacyjne, które posłużą do przygotowania odpowiednich ustaw, ale zapewne także organizacyjne.


Reklama

Traktujemy ten pilotaż także jako przygotowanie do zmian na rynku pracy wywołanych z jednej strony przemianami technologicznymi, w tym rozwojem AI, jak i demograficznymi. Automatyzacja pracy będzie wymagała przeorganizowania podziału pracy, a zwiększający się udział osób starszych w społeczeństwie i na rynku pracy zmiany podejścia do zdrowia pracowników. Skrócenie czasu pracy to wyjście naprzeciw tym wyzwaniom.


Reklama

Wiceminister rodziny Katarzyna Nowakowska w niedawnej rozmowie z Zero.pl przyznała wprost: jej porażką jest fakt, że od ponad dwóch lat nie udało się przekonać Kancelarii Premiera, że należy w Polsce co rok – a nie co trzy lata – zwiększać kryteria dochodowe w pomocy społecznej. Od tego uzależnione jest to, kto i w jakiej wysokości może liczyć na pomoc od państwa. Sprawa ta nie potrzebuje wsparcia gdzieś wyżej?

Potrzebuje i dlatego pani wiceminister moje wsparcie otrzymuje – dzięki czemu wprowadzenie corocznej weryfikacji kryteriów zostało zawarte w priorytetach rządu do końca kadencji, przyjętych już przez Radę Ministrów, w tym premiera Tuska. To, czego potrzebuje teraz, to przyspieszenia. Osobiście skierowałam w ubiegłym tygodniu ponowny wniosek do KPRM o wpis do wykazu, aby jak najszybciej zacząć procedować ten projekt.

On się jak najszybciej powinien znaleźć w parlamencie, zostać przyjęty i podpisany przez prezydenta, tak aby państwo mogło w końcu zwalczyć problem tzw. luki pomocowej – czyli sytuacji, w której część najuboższych osób nie może liczyć na pełną kwotę pomocy, bo przekracza próg. Ten projekt do Sejmu trafi, ale zabiegamy z Katarzyną Nowakowską, żeby trafił tam jako projekt rządowy i to jak najszybciej.


Reklama

Jaka jest perspektywa czasowa, aby zaczęły się prace nad projektem ustawy?


Reklama

Moim zdaniem projekt musi w tym roku, im szybciej, tym lepiej, trafić do Sejmu.

Przejdźmy do spraw partyjnych. Jeszcze nie tak dawno Nowej Lewicy często zarzucany był brak sprawczości w rządzie. Pani zdaniem – pod względem politycznym – bilans dla lewicowej siły w rządzie jest korzystny?


Reklama

Tak, bo jest korzystny dla ludzi. Z renty wdowiej korzysta w Polsce już 1,6 mln osób, każdego miesiąca otrzymując średnio 300 zł więcej niż wcześniej. Za nami także kluczowa dla wielu pracowników reforma Państwowej Inspekcji Pracy, do której udało się przekonać i koalicjantów, i premiera, i prezydenta. Mamy już ponad milion wydanych zaświadczeń, dzięki którym, na podstawie naszej ustawy, do stażu pracy dolicza się praca na zleceniu albo własnej działalności gospodarczej.


Reklama

Zapewniliśmy Polakom też wolną Wigilię. Mamy wchodzącą w życie ustawę mieszkaniową, dzięki której w całej Polsce będą budowane mieszkania na tani wynajem. W toku są kolejne projekty – ustawa antymobbingowa czy wynagrodzenia dla stażystów. Szykujemy się do kolejnej kampanii wyposażeni w konkretne osiągnięcia, z których już dziś korzystają ludzie.

Nie ma to jednak przełożenia na waszą sytuację. Od dwóch lat Nowa Lewica w sondażach oscyluje w okolicach 6 proc., tuż nad progiem wyborczym. Wasi wyborcy muszą pogodzić się z faktem, że dwucyfrowy wynik jest dla was poza zasięgiem?

Ostatnie sondaże Nowej Lewicy oscylują w okolicach 9 proc., a jesteśmy rok przed kampanią. Oczywiście, że dwucyfrowy wynik jest w naszym zasięgu. Za nami czas siania. Zaczynamy zbierać plony, a teraz pora na to, żeby efekty naszej pracy pokazać wyborom. 


Reklama

Macie też „zasługi”, którymi lepiej się nie chwalić. Niedawno obchodziliśmy rocznicę ujawnienia skandalu na Uniwersytecie w Siedlcach. Rektor uczelni płk Mirosław Minkina molestował seksualnie pracownice i składał propozycje korupcyjne pracownikom. Resort nauki zarządzany przez Nową Lewicę nie zawiesił rektora, choć minister ma takie uprawnienia.


Reklama

Osobiście uważam, że ten pan powinien jak najszybciej ponieść konsekwencje. Wedle mojej wiedzy minister nauki Marcin Kulasek zwrócił się do kolegium elektorów o odwołanie rektora.

A Senat odpisał, że nie wyrzuci rektora. Rektora jedną decyzją mógł natomiast zawiesić minister nauki. Szefowa klubu Nowej Lewicy Anna Maria Żukowska przyznała ostatnio, że był to błąd, że tak się nie stało.

Nie wiem, czy mógł, ale uważam, że rektor Minkina nie powinien dalej pełnić swojej funkcji, co najmniej do czasu wyjaśnienia formułowanych wobec niego zarzutów. Tak, fakt, że nadal pełni, to błąd. Z tego, co wiem z doniesień medialnych, toczy się w tej sprawie postępowanie prokuratury.


Reklama


Reklama

Na koniec – myśli pani, że istnieje granica skompromitowania się w polityce?

Jak sobie pomyślę, że Łukasz Mejza, regularnie stwarzający swoim zachowaniem zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, jest wciąż czynnym politykiem, to – szczerze mówiąc – nie wiem, czy taka granica istnieje.

Dariusz Wieczorek jest całkowicie skompromitowanym politykiem, a bryluje w mediach jako jeden z najważniejszych przedstawicieli Nowej Lewicy. Nie ma pani zgrzytu? Wypisałem sobie jego tournée medialne z ostatnich dni: TVP Info, Polskie Radio 24, Polskie Radio Koszalin, radiowa Jedynka, Śniadanie Rymanowskiego w Polsat News, TOK FM… Nie licząc dziesiątek udzielonych „setek” na korytarzu sejmowym.


Reklama

Dariusz Wieczorek, będąc ministrem nauki, popełnił błąd i poniósł najcięższe konsekwencje, jakie może ponieść minister – odszedł z rządu. Ale nie można porównywać go do Łukasza Mejzy czy Dariusza Mateckiego…


Reklama

Wiem, że łatwiej jest mówić o czyjejś partii niż o swojej.

Nie, po prostu łatwo jest odróżnić nawet poważny, ale błąd od świadomego, celowego krzywdzenia innych ludzi. Bez żadnych granic szczucia, żerowania, wykorzystywania nawet dziecięcych tragedii dla własnej korzyści.


Reklama

Ujawnienie danych sygnalistki nie jest kwestią absolutnie karygodną?


Reklama

Osobiście stwierdziłam, że jest to rzecz nie do obrony. Ale Dariusz Wieczorek za ten błąd zapłacił już cenę. Wspomnieni panowie nadal świadomie krzywdzą.

Nie jest pani przykro, że to właśnie z nim musi pani dzielić funkcję wiceprzewodniczącej Nowej Lewicy?

Nie jest mi przykro i niczego nie muszę – ja chcę tworzyć Nową Lewicę, pełnić funkcję wiceprzewodniczącej, reprezentować Lewicę w rządzie i wspólnie z nią wprowadzać dobre dla ludzi zmiany.


Reklama

Czyli jest dla niego jeszcze miejsce w polityce.

O tym decydują wyborcy, panie redaktorze.


Reklama