Atak USA i Izraela na Iran wywołał falę rynkowych wstrząsów. To swoiste tsunami objęło też rynek długu. Rentowności polskich obligacji zauważalnie wzrosły. Może to mieć konsekwencje dla i tak już napiętych finansów państwa, bo zwiększą się koszty obsługi długu. Czy minister finansów Andrzej Domański ma nowy problem?

- Wojna na Bliskim Wschodzie negatywnie wpływa na wyceny polskich obligacji. Dla rządu to potencjalny nowy problem.
- Polskie obligacje „wypadają z łask”. Resort finansów będzie musiał płacić wyższe odsetki inwestorom kupującym polskie papiery dłużne.
- Co to oznacza dla finansów państwa? Czy to kolejny dzwonek alarmowy? Wyjaśniamy.
Od ponad dwóch tygodni obserwujemy, jak wojna w rejonie Zatoki Perskiej wpływa na rynki finansowe. Oprócz wzrostu notowań ropy i gazu, spadków na giełdach, a także ucieczki kapitału w kierunku „bezpiecznych przystani” (takich jak amerykański dolar), mamy też do czynienia z jeszcze jednym zjawiskiem. To wzrost rentowności obligacji. Zjawisko to dotyczy również Polski i może być potencjalnie niebezpieczne dla budżetu.
Minister finansów ma nowy problem
Zacznijmy od tego, co oznacza wzrost rentowności obligacji i od pokazania liczb. Jeszcze miesiąc temu rentowność polskich obligacji 5-letnich wynosiła 4,26 proc. W poniedziałek 16 marca było to już 5,19 proc. Z kolei rentowność polskich obligacji 10-letnich wzrosła w ciągu miesiąca z poziomu 4,94 proc. miesiąc temu do 5,75 proc.
Rentowność obligacji to procentowy zysk, jaki uzyska inwestor kupujący polskie obligacje (pod warunkiem, oczywiście, że będzie je trzymał do terminu wykupu). Obecny wzrost rentowności oznacza, że rynek oczekuje większego zwrotu z polskich obligacji (to tzw. premia za ryzyko) i sygnalizuje, że inwestorzy odwracają się od papierów skarbowych emitowanych przez nasz rząd.
To efekt obecnych zawirowań – kapitał odpływa od aktywów rynków wschodzących (a do takich rynków zaliczana jest Polska), przenosząc się do wspomnianych bezpiecznych przystani. A jeśli już ktoś chce lokować kapitał w polskie obligacje w tym niepewnym czasie, to oczekuje wyższego zysku.
Z tej perspektywy wpis ministra finansów Andrzeja Domańskiego na platformie X z 12 lutego to wiadomość ze świata, którego już nie ma. „Rentowności polskich 10-letnich obligacji skarbowych poniżej 5 proc. Najniżej od dwóch lat. Inwestorzy doceniają stabilną politykę gospodarczą, dynamiczny wzrost i spadającą inflację” - napisał szef resortu finansów.
Wojna wpływa na rynek obligacji
– Sygnały napływające na rynek wskazują na to, że deeskalacja konfliktu w Zatoce Perskiej to raczej kwestia tygodni, nie dni – i taka ocena utrwala się już wśród inwestorów – mówi w rozmowie z Zero.pl Mirosław Budzicki, strateg rynku długu w PKO BP.
Te sygnały – wskazuje nasz rozmówca – to pojawiające się groźby zablokowania innej cieśniny kluczowej dla transportu ropy, Bab-al-Mandab, łączącej Morze Czerwone z Zatoką Adeńską (mówi o tym Iran, a pojawiają się też doniesienia, że w zablokowaniu tego szlaku mogliby pomóc mu jemeńscy rebelianci Huti), czy atak sił USA na irańską wyspę Chark.
Jednocześnie Mirosław Budzicki zauważa, że w poniedziałek rynki obligacji otworzyły się spokojnie: na świecie można było wręcz zaobserwować symboliczne spadki rentowności (o 1-2 punkty bazowe). Jak tłumaczy, reakcje inwestorów tonuje chociażby zapowiedź uwalniania rezerw ropy przez kraje rozwinięte czy coraz większa presja na to, by Cieśnina Ormuz wreszcie została odblokowana, bo jej zamknięcie zbyt dużo kosztuje cały świat. – Ale to, że rynek się otwiera dziś praktycznie bez żadnej zmiany, nie oznacza, że musi pozostać spokojny – podkreśla strateg PKO BP.
– Ten tydzień może przynieść kontynuację tego, co było, a zatem w najbliższych dniach możemy obserwować presję na wzrost rentowności obligacji, a ucieczka od ryzykownych aktywów będzie kontynuowana. Istotną rolę będą odgrywać też coraz większe oczekiwania co do wzrostu inflacji w wyniku drożejących surowców energetycznych – mówi Mirosław Budzicki.
Poziomy inflacji także są istotne dla rentowności obligacji – ryzyko wzrostu cen w gospodarce wpływa bowiem na politykę banków centralnych (w tym NBP). Rynki już zaczynają wyceniać „zastopowanie” obniżek stóp procentowych, o czym pisaliśmy w Zero.pl.
Tańsze kredyty nie tak szybko. Wojna na Bliskim Wschodzie oddala kolejne obniżki stóp
– Na pewno zmienność na rynku obligacji będzie podwyższona – dodaje Mirosław Budzicki, odnosząc się do wspomnianych sygnałów z teatru działań wojennych, które w ostatecznym rozrachunku sugerują, że uspokojenie sytuacji nastąpi w optymistycznym scenariuszu za kilka tygodni.
Oznacza to niespokojny czas dla polskich obligacji. Dla rządu Donalda Tuska to problem. Emisje długu stanowią istotny element finansowania potrzeb państwa. Wpływy do budżetu (np. z podatków) nie wystarczają na ich pokrycie. Przypomnijmy, że poziom dochodów budżetu w ustawie budżetowej na 2026 rok określono na 642,7 mld zł, a tymczasem planowane wydatki to 918,9 mld zł. Prognozowany deficyt w tegorocznym budżecie to ponad 271,7 mld zł.
Problemy finansowe firmy Lewandowskiego. Kontrahenci czekają na zapłatę
Wielkie koszty obsługi polskiego długu
Rząd zapożycza się więc na rynku krajowym i zagranicznym, aby środków starczyło na wszystkie konieczne wydatki: na programy socjalne, na ochronę zdrowia, na pensje w budżetówce. Ile planuje pożyczyć w tym roku? Ze strategii zarządzania długiem publicznym na lata 2026-2029 dowiadujemy się, że potrzeby pożyczkowe netto (tzn. bez spłaty wcześniejszych zobowiązań) na 2026 r. to zawrotna kwota 422,87 mld zł.
Koszty obsługi tego długu – do których zaliczane są odsetki płacone posiadaczom obligacji – ministerstwo finansów oszacowało na 90 mld zł. To prawie 2,2 proc. polskiego PKB. Czy koszty te mogą wzrosnąć przez to, co dzieje się obecnie na rynku obligacji?
– Można założyć, że koszty obsługi zadłużenia w 2026 r. wzrosną, ale do tego, by był to istotny wzrost, potrzeba by bardzo długiego okresu wzrostu stóp procentowych – mówi w rozmowie z Zero.pl Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. – Oczywiście, te koszty cały czas będą w trajektorii wzrostowej, bo będą wchodzić nowe emisje długu, po wyższych rentownościach. Pamiętajmy zarazem, że obecne rentowności nie mają wpływu na to, co MF już wyemitowało.
Na razie widać, że MF jest świadome ryzyka – 11 marca miała odbyć się aukcja zamiany polskich obligacji, ale została odwołana. Jako uzasadnienie podano „podwyższoną zmienność”. W marcu resort Andrzeja Domańskiego ma jeszcze w planach dwie aukcje sprzedaży obligacji: 18 marca i 25 marca.
Sytuacja ze wzrostem rentowności obligacji i kosztów obsługi zadłużenia jest o tyle poważna, że Polska powinna stabilizować poziom długu. Pilnie obserwują go agencje ratingowe. Agencja Fitch, która pod koniec lutego utrzymała ocenę wiarygodności kredytowej Polski na niezmienionym poziomie, czyli „A–”, jednocześnie potwierdziła negatywną perspektywę dla tej oceny, co oddaje obawy analityków o stan polskich finansów publicznych. W uzasadnieniu eksperci Fitch pisali m.in. o szybko rosnącym długu publicznym Polski – agencja ratingowa prognozuje, że relacja długu do PKB wzrośnie z 59 proc. w 2025 r. do około 70 proc. w 2027 r.
Przypomnijmy – unijny „próg ostrożnościowy” dla długu publicznego to 60 proc. PKB. Polskie ministerstwo finansów szacuje, że Polska przekroczy go już w tym roku (według wspomnianej strategii zarządzania długiem, dług sektora instytucji rządowych i samorządowych, liczony według definicji UE, wyniesie 65,4 proc. PKB).
Kryzys na Bliskim Wschodzie powoduje jeszcze jedną niewiadomą – zagrożenia dla wzrostu gospodarczego w Polsce. Szybszy wzrost PKB pozwalałby Polsce niejako „wyrastać” z długu (obrazowo mówiąc, w relacji długu do PKB liczba w mianowniku byłaby mniejsza). Ale wojna już koryguje prognozy. Ekonomiści Banku Pekao w ubiegłym tygodniu obniżyli prognozę wzrostu PKB Polski w 2026 r. z 4 proc. do 3,8 proc., wskazując, że wzrost cen paliw na świecie pogłębi problemy europejskich gospodarek z drogą energią i nierentownym przemysłem. To uderzy w tempo wzrostu gospodarczego.
Dodajmy, że w budżecie na 2026 r. rząd zaplanował wzrost PKB na poziomie 3,5 proc.
