Kraków nie ma prezydenta, Aleksander Miszalski został odwołany z funkcji w referendum. Co zdecydowało o wyniku? – Partyjniactwo i błazeństwo – komentuje w Porannych Rozmowach w Kanale Zero Łukasz Gibała, który w ostatnich wyborach samorządowych przegrał z Miszalskim o włos. W jego ocenie odwołanie Miszalskiego jest też czerwoną kartką dla Donalda Tuska i jego rządu.

- Aleksander Miszalski został odwołany z urzędu prezydenta Krakowa.
- Kontrkandydat Miszalskiego z ostatnich wyborów Łukasz Gibała wskazał w Kanale Zero, że o wyniku zadecydowały: nepotyzm, podwyżki opłat miejskich oraz „błazeństwo" prezydenta.
- Gibała ocenił też, że mieszkańcy poczuli się oszukani, bo Miszalski miał być zmianą po 20-letniej kadencji Jacka Majchrowskiego, a nią nie był.
W niedzielę w Krakowie odbyło się referendum. Po przeliczeniu głosów okazało się, że dotychczasowy prezydent miasta Aleksander Miszalski (Koalicja Obywatelska) został odwołany. Mieszkańcom nie udało się natomiast odwołać urzędującej rady miejskiej, jednak zabrakło do tego niewielu głosów.
W Kanale Zero sytuację w Krakowie komentował kontrkandydat Aleksandra Miszalskiego w ostatnich wyborach samorządowych Łukasz Gibała. Były poseł PO zaznaczał, że to drugi taki przypadek w historii polskiego samorządu, by udało się skutecznie odwołać włodarza dużego miasta. Poprzedni raz udało się to w Łodzi przed kilkunastoma laty.
To koniec kariery Miszalskiego?
Prowadzący rozmowę Robert Mazurek pytał swojego gościa o to, czy wynik referendum oznacza koniec kariery politycznej Miszalskiego. – Myślę, że Platforma znajdzie mu jakąś ciepłą posadę. Natomiast chyba nie będzie już raczej mógł aspirować do tych najwyższych stanowisk, a pewnie takie marzenia miał – ocenił Gibała.
Dopytywany, co zdecydowało o takim wyniku, odparł, że Aleksander Miszalski błaznował. – Przypominam ten taniec na dachu. Po drugie partyjniactwo. Wszędzie, gdzie się dało upychał partyjnych, niekompetentnych kolesi. Na przykład doradcą najważniejszej spółki miejskiej został facet bez matury, który zarabia za to 13 tys. zł miesięcznie – wskazał.
– Czyli partyjniactwo i błazeństwo. I podnoszenie opłat za wszystko. Ludzie widzieli, że są pieniądze na zatrudnianie tych kolesi, na tworzenie nowych stanowisk, a z drugiej strony podnosi się opłaty za parkowanie, za wywóz śmieci, za wjazd do miasta, do tego ta cała idea strefy czystego transportu… – wyliczał.
Zdaniem Gibały sprawa ma też związek z poprzednim prezydentem miasta Jackiem Majchrowskim, który przez 20 lat rządził miastem i pod koniec miał już fatalne notowania.
– Ludzie bardzo chcieli zmiany i poczuli się po prostu oszukani. Wybrali Miszalskiego, który miał być zmianą. Po prostu moim zdaniem ludzie się poczuli oszukani, bo zobaczyli, że żadnej zmiany nie ma. Nie ma żadnego rozliczenia – wskazał.
Czerwona kartka dla rządu
Łukasz Gibała przyznał, że bez zaangażowania wyborców prawicowych to referendum by się nie powiodło. Ocenił, że „to była taka akcja, gdzie z jednej strony stali ludzie o poglądach lewicowych, zwolennicy partii Razem, z drugiej strony ci, którzy głosowali na mnie, a z trzeciej strony ludzie o poglądach prawicowych. To był przykład działania ponad podziałami partyjnymi. To było genialne”.
Według Gibały pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum podpisywali się nawet zwolennicy Koalicji Obywatelskiej. – Znam przypadek dziewczyny, zwolenniczki KO, która specjalnie jechała wczoraj z Lublina, bo uważa, że Miszalski był tak beznadziejnym kandydatem i chciała jego odwołania – wskazał.
Dopytywany, czy premier Donald Tusk zaszkodził Aleksandrowi Miszalskiemu, popierając go, Gibała ocenił, że „teraz szyld Platformy już raczej ciągnie w dół, nawet w dużych miastach, więc taka pomoc jest kontrskuteczna”.
W ocenie gościa Kanału Zero część mieszkańców miasta chciała pokazać czerwoną kartkę nie tylko Miszalskiemu, a i rządowi. – Nie możemy wyrzucić Donalda Tuska, nie możemy wyrzucić tego rządu, w związku z tym przynajmniej jego nominatowi tutaj w Krakowie pokażemy czerwoną kartkę – komentował.
