Reklama
Reklama
Reklama

Pierwsze polityczne reakcje na publikacje Zero.pl. Będzie wniosek o odwołanie rzeczniczki

TYLKO NA
Rozwój Plus złoży wniosek o odwołanie Moniki Horny-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka
Rozwój Plus złoży wniosek o odwołanie Moniki Horny-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka (fot. PAP)

Mamy pierwsze polityczne reakcje na tekst Zero.pl, w którym opisaliśmy, jak rzeczniczka praw dziecka, Monika Horna-Cieślak, doprowadziła do odebrania dzieci rodzicom. Mimo, że podstaw do tego nie widział ani sąd, ani kurator, ani początkowo policja. Jeszcze dzisiaj Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego ma złożyć wniosek o odwołanie rzeczniczki ze stanowiska.

Sprawa, którą opisaliśmy w Zero.pl, dotyczy odebrania dzieci rodzicom po interwencji rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak. Punktem wyjścia był uliczny incydent na warszawskiej Białołęce, podczas którego matka szarpnęła dziecko i krzyczała na nie. Policja i kurator nie widzieli początkowo podstaw do odebrania dzieci, jednak ostatecznie trzy- i czterolatek trafili do domu dziecka. Sąd nakazał ich natychmiastowy powrót do rodziców, a w uzasadnieniu bardzo krytycznie ocenił działania podjęte wobec rodziny.

Będzie wniosek o odwołanie Rzecznika Praw Dziecka

Po naszej publikacji mamy już pierwsze polityczne reakcje. Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego będzie składał wniosek o odowłanie Moniki Horny-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka. 

Zgodnie z prawem Rzecznik Praw Dziecka może zostać odwołany przez Sejm, za zgodą Senatu, jeszcze przed upływem kadencji. Wniosek w tej sprawie może złożyć Marszałek Sejmu, Marszałek Senatu, grupa co najmniej 35 posłów lub co najmniej 15 senatorów.

Reklama
Reklama

I właśnie taki wniosek będzie składać Rozwój Plus.

– Jako Rozwój Plus złożymy wniosek o odwołanie pani rzecznik. Ja osobiście jako ojciec trójki dzieci jestem zszokowany zaistniałą sytuacją. Osoba która z powodu swojej mściwości i niestabilności emocjonalnej krzywdzi rodzinę nie powinna pełnić swojej funkcji ani minuty dłużej – powiedział w rozmowie z Zero.pl wicemarszałek Sejmu Marcin Horała.

Jak doszło do odebrania dzieci?

Do zdarzenia doszło 14 sierpnia 2026 r. na warszawskiej Białołęce. Monika Horna-Cieślak była świadkiem sytuacji, w której matka szarpnęła swoje dziecko i krzyczała na nie. Kobieta tłumaczyła później, że dziecko nagle weszło na jezdnię, a jej reakcja wynikała ze strachu o jego bezpieczeństwo. Po zdarzeniu miała również obrazić RPD.

Horna-Cieślak poinformowała policję o sytuacji. Funkcjonariusze sprawdzili rodzinę, ale nie znaleźli podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci. Materiały trafiły do sądu rodzinnego.

Jeszcze tego samego dnia z sędzią skontaktował się pracownik biura RPD. Z uzasadnienia, do którego dotarło Zero.pl, wynika, że próbował przekonać sąd o konieczności odebrania dzieci rodzicom. Sąd nie zdecydował się na taki krok i zarządził pilny wywiad środowiskowy. Kurator następnego dnia również nie stwierdził podstaw do natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej.

Reklama
Reklama

Mimo to temat odebrania dzieci wrócił. Z biura RPD miał nadejść kolejny telefon do sędziego z argumentacją dotyczącą konieczności zastosowania takiego rozwiązania. Sąd ponownie uznał, że nie ma do tego podstaw.

Dzieci trafiły do placówki po decyzji policji

Kolejnym etapem było nadzwyczajne spotkanie na posterunku policji z udziałem rzeczniczki praw dziecka, policjantki oraz Komendanta Stołecznego Policji. To podczas tego spotkania policjantka zdecydowała o zastosowaniu wobec rodziców nakazu opuszczenia mieszkania oraz zakazu zbliżania się do dzieci.

W efekcie rodzice nie mogli sprawować nad nimi bezpośredniej opieki. Dzieci w wieku trzech i czterech lat trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Stało się to bez wcześniejszego orzeczenia sądu o ich odebraniu. Sąd rodzinny musiał więc następnie ocenić zasadność zastosowania tak daleko idącego środka.

Ostatecznie nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. Postanowienie było wykonalne od razu, mimo obowiązujących wcześniej policyjnych zakazów.

Reklama
Reklama

W toku postępowania policjantka zeznała, że w momencie podejmowania decyzji nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców. Przyznała też, że w swojej kilkuletniej karierze po raz pierwszy spotkała się z sytuacją, w której wobec jednej rodziny podjęto tak nadzwyczajne działania.

Sąd krytycznie o zaangażowaniu RPD

W uzasadnieniu, do którego dotarło Zero.pl, sąd krytycznie ocenił sposób, w jaki w sprawę zaangażowała się Monika Horna-Cieślak. Zwrócił uwagę, że RPD była bezpośrednim świadkiem zdarzenia, a jednocześnie osobiście uczestniczyła w dalszych działaniach dotyczących rodziny.

Sąd wskazał na możliwość wykorzystania autorytetu urzędu do forsowania tezy o konieczności odebrania dzieci. W uzasadnieniu pojawiło się stwierdzenie o „próbie wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej (...) tezy o konieczności zabrania jej dzieci”.

Sąd nie uznał również, że zachowanie matki podczas ulicznego incydentu było wystarczającym powodem do odebrania jej dzieci. Kobieta szarpnęła dziecko, które weszło na jezdnię, a RPD nie kwestionowała później jej wyjaśnienia, że zrobiła to ze strachu o jego bezpieczeństwo. W ocenie sądu nie był to dowód na istnienie realnego zagrożenia dla dzieci.

Dwie butelki piwa jako argument

W sprawie pojawiły się także argumenty dotyczące przeszłości rodziny. RPD zwracała uwagę m.in. na wcześniejszą karalność ojca, który był skazany między innymi za rozbój. Sąd uznał jednak, że sama wcześniejsza karalność nie może przesądzać o konieczności odebrania dzieci. Mężczyzna odbył już karę, a jego przestępstwa nie były związane z rodziną, opieką nad dziećmi ani bezpośrednio z ich życiem i zdrowiem.

Reklama
Reklama

Jednym z argumentów były również dwie butelki piwa znalezione w mieszkaniu. Sąd określił wykorzystanie tego faktu jako „całkowicie chybione i wręcz absurdalne”. Rodziców nie zastano pod wpływem alkoholu, a podczas czynności z udziałem psa tropiącego nie znaleziono zakazanych substancji.

„Wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”

W ocenie sądu zgromadzone okoliczności nie uzasadniały tak daleko idącej ingerencji w życie rodziny. W uzasadnieniu znalazło się stwierdzenie, że działania wobec niej „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”, a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.

Sąd zwrócił szczególną uwagę na wiek dzieci. Miały trzy i cztery lata, a rodzice byli dla nich „całym dotychczasowym wszechświatem” i podstawowym źródłem bezpieczeństwa. Nagłe odseparowanie ich od matki i ojca mogło więc oznaczać poważną traumę. W uzasadnieniu sąd pisał o „potężnej, trudnej do wyobrażenia traumie”, której skutki mogą wpływać na ich późniejsze życie.

Sąd zwrócił się również bezpośrednio do Rzeczniczki Praw Dziecka, apelując, aby z podobną determinacją angażowała się w poprawę funkcjonowania systemu pieczy zastępczej w Warszawie. Była to reakcja na działania RPD, które — w ocenie sądu — doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia małych dzieci w placówce.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama