Reklama
Reklama
Reklama

Kulisy pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka i pozew młodego prawnika

„Poniżony, zawstydzony, wykończony” – tak dziś mówi o sobie Łukasz Korzeniowski, były pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka (BRPD). Młody prawnik pozwał Skarb Państwa, zarzucając instytucji m.in. mobbing i przeciążenie pracą, które, jak twierdzi, doprowadziły go do poważnego kryzysu psychicznego. Biuro RPD nie zgadza się z tymi zarzutami.

red-29
Były pracownik BRPD pozywa urząd Rzecznika Praw Dziecka. (fot. Radek Pietruszka/PAP/Shutterstock)
  • Były pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka, pozywa Skarb Państwa, zarzucając mobbing i przeciążenie pracą.
  • Z dokumentacji medycznej wynika, że młody prawnik miał doświadczać silnego stresu, napadów lęku i objawów depresyjnych.
  • Byli i obecni pracownicy mówią o przeciążeniu, kontroli i atmosferze lęku, czemu biuro RPD zaprzecza.

Korzeniowski, 26-letni prawnik, do niedawna pracował w BRPD w zespole zajmującym się edukacją i prawami ucznia. W pozwie oraz udostępnionej dokumentacji medycznej opisuje, że w trakcie pracy doświadczał silnego stresu, bezsenności, napadów lęku i epizodów depresyjnych. Lekarze mieli rozważać jego hospitalizację. On sam, jak wynika z relacji, odmawiał leczenia szpitalnego, ale poszedł na dłuższe zwolnienie lekarskie.

W dokumentacji medycznej pojawiają się zapisy o „zbyt dużej liczbie obowiązków”, „zadaniach poniżej kompetencji” oraz obserwacjach otoczenia, że „wygląda na przybitego i zmęczonego”.

Pojawiają się też informacje o napadach lęku i myślach rezygnacyjnych.

Reklama
Reklama

„Trybik w machinie”

Korzeniowski opowiada, że już na początku pracy był przeciążony liczbą spraw.

– Przy ok. 150 przestawałem wyrabiać – mówi. Z czasem liczba prowadzonych przez niego spraw rosła, sięgając, jak twierdzi, nawet blisko 250, a później – ok. 400.

Do jego obowiązków miały dochodzić dodatkowe zadania organizacyjne, niezwiązane bezpośrednio z pracą merytoryczną.

Reklama
Reklama

– Czułem się jak trybik, który wykonuje polecenia bez wpływu na decyzje – opisuje w pozwie.

Wskazuje też na system kontroli obiegu dokumentów i konieczność raportowania każdej czynności. Według niego prowadziło to do sytuacji, w której „pisma powstawały nie dla dobra sprawy, ale po to, by zadowolić przełożonych”.

Jednym z najbardziej symbolicznych momentów, który zapamiętał, był mail od przełożonej: „Ustanowiłeś dziś rekord, 19 pism, gratulacje!”.

– Nie czułem dumy. Czułem wyczerpanie – mówi dzisiaj dziennikarzowi TVN24.

Reklama
Reklama

Z relacji Korzeniowskiego wynika, że w biurze powszechna była praca po godzinach. Do pozwu dołączył dziesiątki wiadomości mailowych oraz logowania systemowe, które mają potwierdzać aktywność wieczorami, w weekendy i święta.

– Wszyscy tak pracowaliśmy – podkreśla. Jednocześnie wskazuje, że w instytucji narastała presja i strach przed kolejnymi zwolnieniami, co miało skłaniać pracowników do nadgodzin bez formalnej rekompensaty.

W połowie 2025 r., jak relacjonuje, jego stan zdrowia znacząco się pogorszył. W lipcu trafił do psychiatry. Według jego relacji lekarz miał ostrzegać go przed dalszym wyniszczeniem psychicznym. W tym czasie Korzeniowski zdecydował się odejść z pracy.

Chwalą się walką z nietolerancją. Sam doświadczyłem ich kłamstw

Reklama
Reklama

Spór o realia pracy w BRPD

Korzeniowski nie jest jedyną osobą, która krytycznie opisuje warunki pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Jak wynika z rozmów z kilkunastoma byłymi i obecnymi pracownikami, w instytucji miało panować przeciążenie obowiązkami, silna presja oraz brak poczucia bezpieczeństwa.

Część rozmówców mówi także o poczuciu nadmiernej kontroli i napiętej atmosferze w zespołach. Inni podkreślają jednak, że biuro działało w trudnych warunkach organizacyjnych i kadrowych.

Sprawa trafiła do sądu. Korzeniowski domaga się zadośćuczynienia i przeprosin od Skarbu Państwa.

Horna-Cieślak: „Nie ma mowy o mobbingu”

Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak nie zgadza się z zarzutami. W rozmowie z dziennikarzami podkreśla, że w instytucji wdrożono procedury mające poprawić organizację pracy, a część decyzji była odpowiedzią na problemy kadrowe i napływ spraw.

Reklama
Reklama

Biuro zaprzecza, jakoby w instytucji dochodziło do mobbingu lub naruszania praw pracowniczych Korzeniowskiego.

W tle sporu pozostaje gwałtowny wzrost liczby spraw trafiających do BRPD oraz przeciążenie systemu. W raportach instytucji podkreślano rekordową liczbę korespondencji i „rosnące zaufanie do urzędu”.

Jednocześnie, jak wynika z danych przytaczanych przez parlamentarzystów, rotacja pracowników w biurze była wysoka.

Reklama
Reklama

Senat analizuje obecnie funkcjonowanie instytucji, a Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi kontrolę po zgłoszeniu dotyczącym warunków zatrudnienia.

Spór wokół BRPD nie dotyczy wyłącznie jednej osoby. Dotyka szerszego pytania o to, jak funkcjonuje instytucja odpowiedzialna za ochronę praw dzieci.

– Czy ktoś zapyta, ile z tych pism faktycznie pomagało dzieciom, a ile było efektem systemu pracy? – pyta dziś Korzeniowski.

Na odpowiedź wciąż czeka zarówno on, jak i opinia publiczna.

Źródła: Zero.pl, TVN24
Reklama
Reklama