„Poniżony, zawstydzony, wykończony” – tak dziś mówi o sobie Łukasz Korzeniowski, były pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka (BRPD). Młody prawnik pozwał Skarb Państwa, zarzucając instytucji m.in. mobbing i przeciążenie pracą, które, jak twierdzi, doprowadziły go do poważnego kryzysu psychicznego. Biuro RPD nie zgadza się z tymi zarzutami.

- Były pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka, pozywa Skarb Państwa, zarzucając mobbing i przeciążenie pracą.
- Z dokumentacji medycznej wynika, że młody prawnik miał doświadczać silnego stresu, napadów lęku i objawów depresyjnych.
- Byli i obecni pracownicy mówią o przeciążeniu, kontroli i atmosferze lęku, czemu biuro RPD zaprzecza.
Korzeniowski, 26-letni prawnik, do niedawna pracował w BRPD w zespole zajmującym się edukacją i prawami ucznia. W pozwie oraz udostępnionej dokumentacji medycznej opisuje, że w trakcie pracy doświadczał silnego stresu, bezsenności, napadów lęku i epizodów depresyjnych. Lekarze mieli rozważać jego hospitalizację. On sam, jak wynika z relacji, odmawiał leczenia szpitalnego, ale poszedł na dłuższe zwolnienie lekarskie.
W dokumentacji medycznej pojawiają się zapisy o „zbyt dużej liczbie obowiązków”, „zadaniach poniżej kompetencji” oraz obserwacjach otoczenia, że „wygląda na przybitego i zmęczonego”.
Pojawiają się też informacje o napadach lęku i myślach rezygnacyjnych.
„Trybik w machinie”
Korzeniowski opowiada, że już na początku pracy był przeciążony liczbą spraw.
– Przy ok. 150 przestawałem wyrabiać – mówi. Z czasem liczba prowadzonych przez niego spraw rosła, sięgając, jak twierdzi, nawet blisko 250, a później – ok. 400.
Do jego obowiązków miały dochodzić dodatkowe zadania organizacyjne, niezwiązane bezpośrednio z pracą merytoryczną.
– Czułem się jak trybik, który wykonuje polecenia bez wpływu na decyzje – opisuje w pozwie.
Wskazuje też na system kontroli obiegu dokumentów i konieczność raportowania każdej czynności. Według niego prowadziło to do sytuacji, w której „pisma powstawały nie dla dobra sprawy, ale po to, by zadowolić przełożonych”.
Jednym z najbardziej symbolicznych momentów, który zapamiętał, był mail od przełożonej: „Ustanowiłeś dziś rekord, 19 pism, gratulacje!”.
– Nie czułem dumy. Czułem wyczerpanie – mówi dzisiaj dziennikarzowi TVN24.
Z relacji Korzeniowskiego wynika, że w biurze powszechna była praca po godzinach. Do pozwu dołączył dziesiątki wiadomości mailowych oraz logowania systemowe, które mają potwierdzać aktywność wieczorami, w weekendy i święta.
– Wszyscy tak pracowaliśmy – podkreśla. Jednocześnie wskazuje, że w instytucji narastała presja i strach przed kolejnymi zwolnieniami, co miało skłaniać pracowników do nadgodzin bez formalnej rekompensaty.
W połowie 2025 r., jak relacjonuje, jego stan zdrowia znacząco się pogorszył. W lipcu trafił do psychiatry. Według jego relacji lekarz miał ostrzegać go przed dalszym wyniszczeniem psychicznym. W tym czasie Korzeniowski zdecydował się odejść z pracy.
Chwalą się walką z nietolerancją. Sam doświadczyłem ich kłamstw
Spór o realia pracy w BRPD
Korzeniowski nie jest jedyną osobą, która krytycznie opisuje warunki pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. Jak wynika z rozmów z kilkunastoma byłymi i obecnymi pracownikami, w instytucji miało panować przeciążenie obowiązkami, silna presja oraz brak poczucia bezpieczeństwa.
Część rozmówców mówi także o poczuciu nadmiernej kontroli i napiętej atmosferze w zespołach. Inni podkreślają jednak, że biuro działało w trudnych warunkach organizacyjnych i kadrowych.
Sprawa trafiła do sądu. Korzeniowski domaga się zadośćuczynienia i przeprosin od Skarbu Państwa.
Horna-Cieślak: „Nie ma mowy o mobbingu”
Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak nie zgadza się z zarzutami. W rozmowie z dziennikarzami podkreśla, że w instytucji wdrożono procedury mające poprawić organizację pracy, a część decyzji była odpowiedzią na problemy kadrowe i napływ spraw.
Biuro zaprzecza, jakoby w instytucji dochodziło do mobbingu lub naruszania praw pracowniczych Korzeniowskiego.
W tle sporu pozostaje gwałtowny wzrost liczby spraw trafiających do BRPD oraz przeciążenie systemu. W raportach instytucji podkreślano rekordową liczbę korespondencji i „rosnące zaufanie do urzędu”.
Jednocześnie, jak wynika z danych przytaczanych przez parlamentarzystów, rotacja pracowników w biurze była wysoka.
Senat analizuje obecnie funkcjonowanie instytucji, a Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi kontrolę po zgłoszeniu dotyczącym warunków zatrudnienia.
Spór wokół BRPD nie dotyczy wyłącznie jednej osoby. Dotyka szerszego pytania o to, jak funkcjonuje instytucja odpowiedzialna za ochronę praw dzieci.
– Czy ktoś zapyta, ile z tych pism faktycznie pomagało dzieciom, a ile było efektem systemu pracy? – pyta dziś Korzeniowski.
Na odpowiedź wciąż czeka zarówno on, jak i opinia publiczna.