Posłowie wydają mniej pieniędzy w sejmowych restauracjach po wprowadzeniu zakazu sprzedaży alkoholu – wynika z ustaleń mediów. Mimo to gastronomia przy ul. Wiejskiej przynosi najemcom średni dochód grubo powyżej 400 tys. zł.

- 450 085 zł – taki przychód odnotowały w lutym sejmowe restauracje.
- Jeszcze w październiku 2025 r. – czyli w ostatnich tygodniach przed wprowadzeniem zakazu sprzedaży alkoholu – kwota była wyższa o ponad 80 tys. zł.
- Na terenie Sejmu prowadzone są dwa punkty gastronomiczne, z których mogą korzystać parlamentarzyści.
RMF FM dotarło do najnowszych danych z sejmowych restauracji. Miesięcznie politycy wydają w nich ponad 400 tys. złotych.
- listopad 2025 r.: 475 797 zł
- grudzień 2025 r.: 458 626 zł
- styczeń 2026 r.: 399 658 zł
- luty 2026 r.: 450 085 zł
Kwoty były wyższe przed wprowadzeniem nowych zasad przez marszałka Sejmu – jak wylicza rozgłośnia, w samym październiku odnotowano dochód w wysokości 531 732 zł.
Jak precyzuje Kancelaria Sejmu, na terenie kompleksu parlamentarnego prowadzone są punkty gastronomiczne zlokalizowane na terenie Domu Poselskiego (hotelu poselskiego) oraz w budynku K. „Dane dotyczą wszystkich punktów sprzedaży, jednak różnica w dochodach restauracji jest widoczna” – dodano w korespondencji z mediami.
Szefowa KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka: Część sędziów w normalnym państwie poszłaby siedzieć
Sejm bez alkoholu. Czarzasty wydał zarządzenie
W połowie listopada marszałek Sejmu podpisał zarządzenie, zgodnie z którym na terenie restauracji sejmowych obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu.
– Trudno jest informować społeczeństwo o konieczności zakazu sprzedaży w stacjach benzynowych, konieczności zakazu sprzedaży w nocy alkoholu, nie dając przykładu ze strony Sejmu, czyli od strony tych osób, które takie prawo będą uchwalały – przekonywał lider Lewicy.
Jak przypominał wówczas, w parlamencie znajdowały się dwa projekty ustaw ws. ograniczenia sprzedaży alkoholu autorstwa Nowej Lewicy oraz Polski 2050. Zakaz sprzedaży przy Wiejskiej wszedł w życie 25 listopada.
O sprzedaży alkoholu w Sejmie zrobiło się głośno po doniesieniach o awanturach i imprezach odbywających się w hotelu poselskim. W kwietniu ubiegłego roku dojść miało do starcia Łukasza Mejzy z Wadimem Tyszkiewiczem. Według senatora poseł PiS podszedł do bufetu, przy którym stał z żoną, i prowokacyjnie zaczepiał go, używając obraźliwych słów i zwrotów.
Kilkanaście tygodni później na terenie sejmowej restauracji – krótko po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na prezydenta – doszło do głośnej biesiady reprezentantów PiS. TVN24 przekonywał, że grupa polityków prawicy na czele z Dariuszem Mateckim miała zachowywać się jak „banda pijaków w jakiejś melinie”.
Z kolei portal WP ujawnił cennik popularnego „baru za kratą”, w którym jeszcze niedawno posłowie mogli się raczyć wysokoprocentowymi trunkami. Najtańsze piwo w sejmowym barze kosztowało 11 zł, kieliszek wina 10,55 zł a kieliszek wódki 12 zł.
Warszawa wprowadza nocny zakaz sprzedaży alkoholu. „Cztery lata zajęła walka”
Tonik bez kapsla. Prezes PiS ostrzegał przed powrotem starej techniki
Nowe porządki w parlamencie wywołały mieszane reakcje polityków. Jarosław Kaczyński ocenił, że alkohol w Sejmie jest rzeczą niedobrą, jednocześnie prezes PiS dodał, że obawia się powrotu do izby tzw. tonika bez kapsla.
– Sprzedaż wódki była zakazana przez (Wojciecha) Jaruzelskiego, bo ci niby posłowie z tych komunistycznych parlamentów straszliwie pili. Była taka socjotechnika ze strony przedstawicieli formacji komunistycznych, żeby się zaprzyjaźniać z ludźmi z NSZZ „Solidarność”, którzy po 1989 r. weszli do parlamentu, dosiadali się do stolików i od razu zamawiali u kelnerek tzw. tonik bez kapsla, żeby zacząć od wódki – mówił polityk.
Zdecydowanie przeciwny zakazowi był Sławomir Mentzen. – Po alkoholu często lepiej się rozmawia. Jeśli to zlikwidujemy, Sejm stanie się mniej ludzkim miejscem – przekonywał współlider Konfederacji.
