
Szwajcaria to ostatni kraj, jaki kojarzy się nam z brakami paliw, słabym zaopatrzeniem i restrykcjami związanymi z tą sytuacją. A jednak to właśnie tam w związku z kurczącymi się zasobami oleju napędowego rozważany jest limit prędkości na autostradach wynoszący 80 km/h.
- Szwajcaria ma problemy z utrzymaniem zaopatrzenia w olej napędowy i paliwo lotnicze. Uwolniono państwowe rezerwy, ale rozważane są drastyczne środki nakierowane na redukcję zużycia paliw.
- Benzyna i olej opałowy są niezagrożone, jednak jeśli prędkość na autostradach zostanie zmniejszona do 80 km/h, to wolniej pojadą wszyscy.
- Zaczęły pojawiać się głosy, że potencjalne restrykcje nie powinny dotyczyć samochodów elektrycznych.
Brak paliw w takich miejscach jak Kuba czy Haiti nikogo nie dziwi. Nawet do problemów z zaopatrzeniem w benzynę w Wenezueli dysponującej ogromnymi złożami ropy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Ale Szwajcaria? Wygląda na to, że ten kraj też znalazł się w tarapatach, przynajmniej gdy chodzi o olej napędowy i kerozynę, czyli paliwo lotnicze.
Dlaczego w Szwajcarii brakuje paliwa?
Jak to zwykle bywa, kilka drobnych przyczyn łączy się w jeden większy kryzys. Po pierwsze – zmiany klimatyczne. Rekordowo niski poziom Renu uniemożliwia żeglugę, co odcięło jeden ze sposobów transportowania paliw do Szwajcarii. Po drugie, we wrześniu doszło do niespodziewanego, dwutygodniowego zamknięcia dużej szwajcarskiej rafinerii Cressier mogącej dostarczyć do 70 tys. baryłek gotowych paliw dziennie. Wprawdzie Cressier już wznowił funkcjonowanie, ale te dwa tygodnie uczyniły istotny wyłom w zaopatrzeniu i zapasach. Ulewne deszcze w południowej Francji spowodowały uszkodzenie rurociągu transportującego ropę, a na to wszystko nałożyła się jeszcze sytuacja na linii USA-Iran i blokada cieśniny Ormuz. Nieszczęścia w szwajcarskim przemyśle paliwowym chodzą nie parami, a całymi kolumnami.
Nadciąga drenaż portfeli. Polski rząd walczy o odroczenie ETS2
Rząd chce coś zrobić
Jak przekonać ludzi, by zużywali mniej paliwa? Sytuacja w transporcie już jest trudna – w Szwajcarii w 2025 r. zakończył się program ROLA, znany w Polsce jako „tiry na tory”, czyli przewożenie całych ciągników siodłowych z naczepami na platformach kolejowych. Od tej pory ciężarówki jeżdżą już przez ten kraj tak jak przez inne państwa, co oczywiście zwiększyło zapotrzebowanie na olej napędowy. Niespecjalnie więc da się powiedzieć „przestańcie transportować towary”, jedyne co można nakazać to „transportujcie je, ale wolniej”. I właśnie ograniczenie prędkości do 80 km/h – nawet na autostradzie – ma sprawić, że transport będzie zużywał dużo mniej paliw.
W Europie nie ma aż tak drastycznego ograniczenia prędkości na autostradach
Można wręcz zastanowić się nad zasadnością istnienia autostrady, jeśli pozwalamy nią jechać tylko 80 km/h. Holendrzy wprowadzili ograniczenie do 100 km/h w dzień (120 km/h w nocy) podyktowane ponoć chęcią ograniczenia emisji CO2, ale z jakiegoś powodu obowiązuje ono także auta elektryczne, które niczego podczas jazdy nie emitują.
Najbardziej znanym, restrykcyjnym i ogólnokrajowym ograniczeniem prędkości był amerykański „Federal speed limit”, wprowadzony w 1973 r. w wyniku kryzysu paliwowego. Aż do 1995 r., z niewielkimi wyjątkami, Amerykanie nie mogli jeździć szybciej niż 88 km/h na wszystkich drogach, niezależnie od ich statusu. Szwajcarzy planują to przebić.
Kryzys paliwowy w lotnictwie. „Te wakacje będą wyzwaniem”
Jeszcze nie trzeba odpuszczać gazu, na razie uwalniają rezerwy
45 tys. metrów sześciennych, czyli mniej więcej pięć dni dziennego zapotrzebowania – tyle zdecydowano się uwolnić z państwowych rezerw. Odpowiada to czterem procentom całości paliw zgromadzonych w szwajcarskich zbiornikach. Chodzi tylko o zapewnienie ciągłej dostępności oleju na stacjach benzynowych, ruch ten nie będzie miał wpływu na poziom cen. A te już teraz są astronomiczne: prawie 2,5 franka za litr, czyli 11,50 zł. Można jedynie rzucić tekst w rodzaju „na biednego nie trafiło”.
W przypadku paliwa lotniczego uwolnienie rezerw jest jeszcze większe i wynosi 6,5 proc. rocznego zapotrzebowania, czyli 30 tys. metrów sześciennych.
Problem w tym, że potencjalne ograniczenie prędkości może nie przynieść oczekiwanych oszczędności. Już teraz szwajcarscy kierowcy aut osobowych jeżdżą średnio ok. 100-110 km/h, jeśli zwolnią do 80 – zużycie paliwa spadnie bardzo nieznacznie. W przypadku ciężarówek już teraz limit wynosi 80 km/h, więc w teorii nie zmieni się nic.
Niemiecki portal heise.de cytuje Raphaela Murri z uniwersytetu w Bernie, który ocenia możliwy spadek zapotrzebowania na nie więcej niż 4-5 proc. Może właśnie tyle potrzeba, aby utrzymać stałą dostępność paliw na szwajcarskich stacjach benzynowych, zwłaszcza że szwajcarski rząd przewiduje duże trudności „w 2027 r. i dłużej”.
Jeśli Szwajcaria to wprowadzi, to innym pójdzie już łatwiej
100 km/h w Holandii, 50 km/h na obwodnicy Paryża, być może 80 km/h w całej Szwajcarii – wszystko w imię oszczędności, walki ze zmianami klimatu i trudną sytuacją na rynku paliw, w którą Europa trochę sama się wpędziła. W piętnaście lat zamknęliśmy 1/3 rafinerii na naszym kontynencie, za co płacimy teraz przy dystrybutorach, zmuszeni do importu gotowych paliw. Ale przynajmniej możemy z podniesionym czołem mówić, że Europa wiedzie prym na świecie, jeśli chodzi o ograniczenie emisji CO2.
Może zainteresuje Cię także:

