Trwa ustalanie skali katastrofy ekologicznej na Zalewie Pilchowickim na Dolnym Śląsku. Do zdarzenia doszło po opróżnieniu zbiornika w związku z remontem zapory. „Ministerstwo Infrastruktury razem z Tauronem spuszczają wodę z zapory w Pilchowicach, zatruwając rzekę Bóbr, zabijając setki, tysiące ryb” – napisał aktywista ekologiczny, Daniel Petrykiewicz.

- Po spuszczeniu wody z Zalewu Pilchowickiego zginęły tysiące ryb, skorupiaków i innych stworzeń żyjących w wodzie. Zdaniem ekspertów, część strat można było ograniczyć, gdyby ryby wcześniej odłowiono i przeniesiono do innych zbiorników.
- Zdaniem dziennikarza Roberta Czepielewskiego, już w styczniu 2026 r., gdy podpisywano umowę na remont, było wiadomo, że opróżnianie zbiornika zakończy się na przełomie czerwca i lipca – w okresie największych upałów, co może skończyć się tragicznie.
- Pojawiły się też pytania, czy przed rozpoczęciem inwestycji przeprowadzono rzetelną ocenę oddziaływania na środowisko i czy analizowano wpływ terminu spuszczenia wody na ekosystem.
- Przedstawiciele wykonawcy przekonują, że wszelkie prace odbyły się zgodnie z procedurami.
„Od dawna wędkarze m.in. Krzysztof Wilczewski ostrzegali przed konsekwencjami tak prowadzonego remontu zapory. Niestety jak zwykle służby i władze temat zbagatelizowały” – piszą autorzy profilu edukacyjnego PraŹródła.
Spuszczają wodę z jeziora Pilchowickiego. Na dnie muzeum motoryzacji
„Pomimo katastrofalnej suszy i niskich stanów rzek, Ministerstwo Infrastruktury razem z Tauronem spuszczają wodę z zapory w Pilchowicach, zatruwając rzekę Bóbr, zabijając setki, tysiące ryb. Niektórzy pytają, gdzie są ekolodzy. Ja się pytam a gdzie są politycy” – pisze aktywista ekologiczny, Daniel Petrykiewicz.
„Wystarczyło przesunąć zrzut wody o dwa miesiące”
Sprawę monitorują lokalne media. – Być może skali problemu można było uniknąć w styczniu 2026 r. kiedy podpisano umowę na remont zapory, wtedy też poinformowano , że zrzut wody rozpocznie się w lutym, a zakończy się na przełomie czerwca i lipca, czyli w upalne dni – mówi Zero.pl dziennikarz Robert Czepielewski z jeleniogórskiej Zachodniej.TV.
– Trudno mi sobie wyobrazić, że nie znalazł się nikt myślący wokół inwestora i wykonawcy, kto nie przewidziałby tej sytuacji. Powstaje więc pytanie, czy przed przeprowadzeniem remontu Tauron Ekoenergia przeprowadził ocenę na oddziaływanie na środowisko i co może negatywnie na nie wpłynąć, tym bardziej że Zalew Pilchowicki nie jest zbiornikiem wyjałowionym z ryb – dodaje dziennikarz.
Zdaniem Roberta Czepielewskiego, wystarczyło przesunąć zrzut wody o dwa miesiące i uniknąć problemu na taką skalę, bo to, że i tak pojawiłby się, to można było być pewnym, choć nie na taką skalę.

Jak ustaliła WP.pl, Tauron, który zarządza obiektem, zapewnia, że wszystkie prace prowadzone są zgodnie z decyzjami administracyjnymi i pod nadzorem przyrodników oraz wyspecjalizowanych podmiotów.
Polska wojna o wodę. Kto zarabia miliony na suszy?
Tauron tłumaczy masową śmierć ryb
Spółka wskazuje, że do masowego śnięcia ryb przyczynił się splot kilku czynników, w tym wyjątkowo wysokie temperatury, niski poziom wody i wieloletnie osady denne, które doprowadziły do gwałtownego spadku natlenienia wody. Podkreśla również, że harmonogram opróżniania zbiornika uwzględniał wymagania związane z ochroną gatunków ryb i minogów oraz okres tarła.
Remont zapory rozpoczęto po powodzi z 2024 r., podczas której ponad 100-letni obiekt odegrał ważną rolę w ochronie okolicznych miejscowości, ale sam został uszkodzony. Według Tauronu inwestycja, której wartość wynosi blisko 100 mln zł, ma zakończyć się w 2028 r. Spółka zapowiada, że po zakończeniu prac zbiornik zostanie ponownie napełniony i zarybiony, a obecne opróżnienie ma mieć przejściowy i odwracalny charakter dla ekosystemu.