Reklama
Reklama
Reklama

Szpital Południowy. Nowe wątki afery w prosektorium

Wstrząsające śledztwo odsłania kulisy śmiertelnego biznesu w warszawskim Szpitalu Południowym. Koordynator prosektorium Artur Habowski miał stworzyć tam prywatne państwo, handlując zwłokami z zakładami pogrzebowymi, żądając łapówek od rodzin w żałobie i bezczeszcząc ciała – pisze Onet. Wcześniej sprawę opisywał portal Zero.pl.

Prosektorium w Szpitalu Południowym.
Afera w prosektorium w Szpitalu Południowym (fot. Phyzome / Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0)
  • Artur Habowski miał przejmować karty zgonów, uzyskując monopol na kontakt z rodzinami. Za wydanie ciała żądał 100 zł, za balsamację 1000 zł, a za „polecenie” konkretnego zakładu pogrzebowego nawet 1500 zł do prywatnej kieszeni – pisze Onet.
  • Proceder miał rozwijać się pod parasolem ochronnym byłego kierownictwa placówki.
  • Współpracujące zakłady pogrzebowe, które nie chciały opłacać się koordynatorowi, miały spotykać się z brutalną zemstą – od celowego opóźniania wydań ciał po oddawanie zanieczyszczonych zwłok w workach.
  • Wcześniej o patologicznej sytuacji w prosektorium Szpitala Południowego informował portal Zero.pl.

Śledź z nami DZIEŃ NA ŻYWO

Onet ujawnił nowe wątki w aferze opisanej przed kilkoma dniami przez Piotra Barejkę, Patryka Słowika i Jakuba Styczyńskiego z Zero.pl.

Warszawski Szpital Południowy miał być nowoczesną wizytówką stolicy. Tymczasem w jego podziemiach, na poziomie -1, przez lata funkcjonowało prywatne królestwo niespełna czterdziestoletniego technika sekcyjnego.

Reklama
Reklama

Artur Habowski, formalnie zatrudniony jako koordynator pracy prosektorium, stworzył system nielegalnego handlu ciałami i usługami pogrzebowymi. Jak wynika z relacji świadków, proceder ten miał odbywać się za jawnym przyzwoleniem dawnych władz placówki, generując dla koordynatora gigantyczne, nieopodatkowane zyski.

Biznes opierał się na prostym mechanizmie: przejęciu kontroli nad kartami zgonu. Choć w całej Polsce dokument ten rodzina odbiera w sekretariacie oddziału, w Szpitalu Południowym cały personel miał nakaz oddawania go Habowskiemu. Mając w ręku kartę, koordynator zyskiwał bezpośredni dostęp do zszokowanych, bezradnych bliskich w krytycznym momencie żałoby. Zgody na ten proceder miała udzielić była dyrektor medyczna i ordynator Agata Kusz-Rynkun, która dziś odmawia kontaktu z mediami.

Afera w Szpitalu Południowym. Cennik za ludzką tragedię

Dzięki monopolowi na dokumentację, biuro Habowskiego stało się punktem przymusowych opłat. Onet opublikował szczegółowy „cennik” nielegalnych usług. Za samą zgodę na wydanie ciała koordynator miał żądać 100 zł – bez jakiegokolwiek pokwitowania. Przygotowanie zwłok i kosmetyka miały kosztować od 500 zł, a balsamacja tysiąc złotych (w czasie pandemii nawet dwukrotnie więcej). Najbardziej opłacalne miało być jednak „polecanie” rodzinom konkretnego zakładu pogrzebowego, za co Habowski inkasował od firm od 1500 zł wzwyż za tzw. „skórę”.

Tylko w ciągu dwóch miesięcy zeszłego roku w prosektorium miano ubrać ponad 80 ciał, co przy najniższych stawkach miało dawać koordynatorowi ponad 40 tys. zł czystego zysku „pod stołem”. Firmy pogrzebowe, które odmawiały współpracy, zgodnie z publikacją Onetu, stawały się jego wrogami. Koordynator mścił się na nich, zmuszając karawany i rodziny do wielogodzinnego oczekiwania na zwłoki lub przesuwając odbiory na kolejny dzień. Podobne praktyki zostały opisane przez Zero.pl.

Reklama
Reklama

Powrót „łowców skór” i bezczeszczenie ciał

Skala patologii poraża nawet doświadczonych pracowników branży funeralnej. Jeden z przedsiębiorców wspomina sytuację, gdy klientka uparła się na wybór niezależnego zakładu.

– Otwieramy worek – siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Gdy zadzwoniłem, usłyszałem: „wy robicie usługi, to sobie umyjcie” – relacjonuje Onetowi wstrząśnięty pracownik. Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego, mówi redakcji wprost:

– To jest handel zwłokami. Prywatne firmy wchodzą w układy z ratownikami pogotowia, lekarzami i szpitalami.

Reklama
Reklama

Eksperci medyczni porównują sprawę bezpośrednio do słynnej łódzkiej afery „łowców skór”.

Habowski miał brać udział w odprawach ordynatorów i blisko współpracować z Dawidem Kacprzykiem – 28-letnim lekarzem-politykiem, który na specjalnie stworzonym dla niego stanowisku szefa SOR-u zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł. Podczas gdy na górze kwitły polityczne układy, w piwnicach bezczeszczono ludzkie zwłoki.

Prokuratura, dymisje i zmowa milczenia

Gdy wokół koordynatora zaczęło robić się gorąco, ten wykonał wyprzedzający ruch. Złożył doniesienie do prokuratury, twierdząc, że skradziono mu pieczątkę i fałszowano karty zgonu podczas jego urlopu. Rozmówcy nie mają wątpliwości: to próba odwrócenia uwagi i zrzucenia winy na podwładnych, zarabiających pensję minimalną, którzy na jego polecenie podpisywali dokumenty jedyną dostępną w biurze pieczątką.

Próba konfrontacji z Arturem Habowskim zakończyła się zatrzaśnięciem drzwi prosektorium i interwencją ochrony. Nowe władze szpitala, powołane po tym, jak 18 czerwca prezydent Rafał Trzaskowski odwołał poprzedni zarząd, unikają odpowiedzi na szczegółowe pytania, zasłaniając się lakonicznym komunikatem o „traktowaniu sprawy z najwyższą powagą”.

Reklama
Reklama