Reklama

Unia Europejska z nowym sojusznikiem. Pakt antyamerykański i antychiński?

Reklama

W Canberze zakończyły się negocjacje pomiędzy Unią Europejską a Australią dotyczące zawarcia umowy o wolnym handlu. O pakcie tym mówi się, że jest zarówno antyamerykański, jak i antychiński. UE szuka z jednej strony nowych rynków zbytu wobec protekcjonistycznej polityki Donalda Trumpa, z drugiej – metali ziem rzadkich, w które Australia obfituje. Ale krytycy umowy wskazują też na ryzyka.

Szefowa KE Ursula von der Leyen i premier Australii Anthony Albanese
Szefowa KE Ursula von der Leyen i premier Australii Anthony Albanese (fot. LUKAS COCH / PAP / EPA)
  • UE i Australia zakończyły negocjacje ws. umowy o wolnym handlu. To kolejne wielkie porozumienie handlowe, do którego podpisania dąży Europa – po umowach z krajami Mercosur i Indiami.
  • Bruksela i Canberra podkreślają korzyści płynące z umowy, jednak słychać też głosy niezadowolenia. Najwięcej obaw wyrażają rolnicy – co ciekawe, po obu stronach.
  • Jakie zapisy znalazły się we wstępnej umowie? Kiedy porozumienie zostanie ostatecznie ratyfikowane?

Reklama

Negocjacje w sprawie zawarcia umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Australią rozpoczęły się w 2018 r. Pięć lat później zostały zawieszone. Jednak w obliczu zmian w globalnym handlu – wywołanych zwłaszcza agresywną polityką celną prezydenta USA Donalda Trumpa – Bruksela stwierdziła, że należy wznowić działania prowadzące do zawarcia nowego partnerstwa.

UE wysyła sygnał do USA i Chin

Cel jest dwojaki. Po pierwsze, umowa ma być sygnałem wysłanym do Ameryki, że Europa ma wielu innych sojuszników (co jest szczególnie istotne w obliczu dystansowania się administracji Trumpa od spraw europejskich), a także zwiększa pulę rynków, na które może eksportować swoje towary. Temu miało służyć zawarcie umowy handlowej z państwami Mercosur, a także porozumienie handlowe z Indiami. Umowa z Australią wpisuje się w tę optykę.

Drugi cel to zwiększenie bezpieczeństwa UE, jeśli chodzi o minerały krytyczne, odgrywające ogromną rolę we współczesnej gospodarce – od technologii zbrojeniowych poprzez transformację energetyczną i produkcję półprzewodników. W tej dziedzinie na świecie dominują Chiny – są one globalnym liderem zarówno w produkcji, jak i przetwarzaniu tych minerałów.


Reklama

Australia tymczasem posiada ogromne zasoby m.in. kobaltu, litu, grafitu, manganu czy tytanu. Dostęp do nich jest dla UE niezwykle ważny z punktu widzenia jej kluczowych obszarów zainteresowania – kontynuacji transformacji energetycznej z jednej strony, a z drugiej dozbrajania się, by skutecznie odstraszać zagrożenia geopolityczne, przede wszystkim ze strony Rosji. Zawierając umowę z Australią, UE chce więc zmniejszyć swoją zależność w obszarze minerałów krytycznych od Państwa Środka.


Reklama

Po zakończeniu negocjacji w Canberze głos zabrała zarówno szefowa KE, Ursula von der Leyen, jak i premier australijskiego rządu, Anthony Albanese.

Bruksela i Canberra o korzyściach płynących z umowy

UE i Australia mogą być oddalone od siebie pod względem geograficznym, ale nie moglibyśmy być bliżej, jeśli chodzi o sposób postrzegania świata – powiedziała w oświadczeniu cytowanym przez Agencję Reutera przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Lech Wałęsa i chińska propaganda. Tajwan to nie spór o komunizm i demokrację, ale konflikt o tożsamość


Reklama

Z kolei Albanese podkreślał na konferencji prasowej, że wynegocjowana umowa da australijskiej gospodarce korzyści rzędu 10 mld dol. australijskich rocznie. Zwracał też uwagę na jej znaczenie z punktu widzenia stabilizacji globalnych łańcuchów dostaw minerałów krytycznych (porozumienie ma znieść niemal wszystkie cła na import tych minerałów z Australii do UE).


Reklama

Co jeszcze zawiera umowa? Australijskie cła na wino, wino musujące, owoce i warzywa oraz czekoladę mają spaść do zera od pierwszego dnia obowiązywania umowy, zaś cła na sery mają zostać zniesione w ciągu trzech lat. UE z kolei zniesie taryfy na wiele australijskich produktów rolnych, choć niektóre produkty będą objęte kwotami eksportowymi.
W przypadku wołowiny – jednego z głównych punktów zapalnych, przez który przerwano negocjacje w 2023 r. – UE otworzy dwa kontyngenty taryfowe o łącznej wartości 30,6 tys. ton, przy czym około 55 proc. wolumenu będzie objęte bezcłowym importem (reszta będzie sprowadzana po niższych stawkach celnych).

Niezadowoleni rolnicy

To właśnie import wołowego mięsa z Australii (ale też baraniny i jagnięciny) spędzał sen z powiek europejskim rolnikom. Według danych branżowego serwisu „Meat & Livestock Australia” kraj ten wysłał w świat w 2025 r. ponad 1,5 mln ton wołowiny, która trafiła na 83 rynki, zwiększając eksport o 15 proc. rok do roku. W ubiegłym roku rekordowy – pod względem wartości – był też eksport jagnięciny z Australii (wolumen akurat spadł nieznacznie, o 4 proc. rok do roku).
Wartość tego eksportu przekroczyła 4,2 mld dol. australijskich (ok. 2,5 mld euro). Eksport baraniny też okazał się rekordowy pod względem wartości – przekroczył 1,7 dol. australijskich (niewiele ponad 1 mld euro).
By uspokoić nastroje wśród europejskich rolników (i tak już rozgrzane na skutek umowy UE–Mercosur), Bruksela zapowiedziała wprowadzenie klauzuli ochronnej, która ma być uruchamiana, kiedy napływ produktów z Australii wywoła zaburzenia na unijnych rynkach.

Reklama


Reklama

Druga strona też nie jest zadowolona – Reuters cytuje oświadczenie, w którym przewodniczący australijskiej Krajowej Federacji Rolników, Hamish McIntyre, stwierdził, że farmerzy z Antypodów są „rozczarowani”, ponieważ ich zdaniem wynegocjowane wstępne porozumienie nie otwiera w wystarczającym stopniu rynków unijnych na produkty z Australii.

Do podpisania umowy o wolnym handlu pomiędzy UE a Australią jeszcze dość długa droga. KE musi przedstawić tekst prawny Parlamentowi Europejskiemu. Następnie gremium to musi go zaakceptować. Później zgodę na umowę muszą wyrazić państwa członkowskie.

Dodajmy, że jednocześnie UE i Australia zawarły w Canberze porozumienie dotyczące współpracy w zakresie bezpieczeństwa.


Reklama

Źródła: Zero.pl, Reuters
Katarzyna Dybińska
Katarzyna DybińskaDziennikarka

Reklama