Zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP Adam Andruszkiewicz usłyszał zarzuty dotyczące fałszowania dokumentów i naruszenia danych osobowych. Grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności. Andruszkiewicz nie przyznaje się do winy i twierdzi, że to polityczna zemsta.

- Zarzuty, które usłyszał Adam Andruszkiewicz, dotyczą zorganizowanej akcji masowego fałszowania podpisów poparcia na listach wyborczych oraz bezprawnego przetwarzania danych osobowych.
- Sprawa dotyczy wyborów samorządowych do sejmiku podlaskiego w 2014 r.
- Wiceszef Kancelarii Prezydenta RP nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia.
Adam Andruszkiewicz, w przeszłości prezes Młodzieży Wszechpolskiej, w środę stawił się w Prokuraturze Regionalnej w Lublinie, gdzie dobiega końca śledztwo ws. nieprawidłowości przy zbieraniu podpisów poparcia dla kandydatów Komitetu Wyborczego Wyborców Ruch Narodowy.
Andruszkiewicz kierował lokalnymi strukturami organizacji w tym regionie w okresie, którego dotyczy sprawa. W ramach postępowania śledczy zweryfikowali 1761 podpisów i ponad 500 z nich uznali za podrobione. Politykowi, który nie przyznał się do winy, grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie prok. Beata Syk-Jankowska, jeden z podejrzanych od początku postępowania wskazywał na udział Andruszkiewicza w procederze, podał Onet. – Jego wyjaśnienia znajdują potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym, zeznaniach świadków i opiniach biegłych – powiedziała rzeczniczka.
Wiceszef Kancelarii Prezydenta RP Adam Andruszkiewicz mówi o politycznej zemście
Polityk utrzymuje, że jest niewinny. W ubiegłym tygodniu poinformował w mediach społecznościowych o wezwaniu do prokuratury i określił sprawę jako "akt politycznej zemsty". Podkreślił, że przez lata nie przedstawiono konkretnych dowodów. Po przesłuchaniu napisał, że zarzuty dotyczące osobistego fałszowania podpisów są bezpodstawne.
Andruszkiewicz zapewnia też, że pozostaje do dyspozycji wymiaru sprawiedliwości i liczy na rzetelne postępowanie. Śledztwo w sprawie wchodzi teraz w końcową fazę. Decyzje dotyczące ewentualnego aktu oskarżenia mają zapaść po zakończeniu czynności dowodowych.
"Od 12 lat toczy się postępowanie dotyczące sfałszowania podpisów pod listami wyborczymi z 2014 roku w województwie podlaskim. (…) Przez lata w przestrzeni publicznej pojawiały się informacje o kolejnych opiniach grafologicznych, z których jasno wynikało, że nie mam związku z procederem fałszowania podpisów. Pomimo intensywnego i wieloletniego postępowania nie znaleziono żadnych obiektywnych dowodów, które potwierdzałyby moją winę. Jeszcze w 2025 roku media informowały, że po 11 latach śledztwa prokuratura stwierdziła, iż »nie ma podstaw do postawienia mi zarzutów«. Nagle coś się zmieniło?" – pisał Adam Andruszkiewicz w mediach społecznościowych.
"Po tylu latach życia pod ciężarem publicznych insynuacji i medialnej presji, decyzja o wezwaniu mnie w charakterze podejrzanego jest dla mnie oczywistym aktem politycznej zemsty za moje zaangażowanie oraz wpisuje się w szerszy plan nieustannych ataków obecnego układu rządzącego na Kancelarię Prezydenta RP" – czytamy we wpisie polityka na X.