Reklama
Reklama
Reklama

Polska zbrojeniówka pod ogromną presją. Nigdy nie wydawaliśmy takich pieniędzy w takim tempie

TYLKO NA

Program SAFE wkroczył w fazę intensywnego podpisywania umów z polskim przemysłem obronnym. Do krajowej zbrojeniówki na początek trafi kwota rzędu 100 mld zł. Ale te wielkie pieniądze to także wielkie wyzwanie. Projekty trzeba dowieźć i rozliczyć do 2030 r. To oznacza wyścig z czasem przy maksymalnie wciśniętym pedale gazu – zwłaszcza w państwowych spółkach.

W dniach 28-30 maja trwa podpisywanie umów z polskim przemysłem zbrojeniowym w ramach SAFE
W dniach 28-30 maja trwa podpisywanie umów z polskim przemysłem zbrojeniowym w ramach SAFE (fot. Igor Jakubowski / Arena Akcji / NEWSPIX.PL, ZUMA / NEWSPIX.PL)
  • Trwa podpisywanie umów z firmami z polskiego sektora obronnego na zakupy uzbrojenia, które będą finansowane z unijnego programu SAFE. Rząd dopina kontrakty dosłownie rzutem na taśmę – termin upływa 30 maja.
  • Kiedy jeden wyścig z czasem się skończy, rozpocznie się kolejny. Krajowa zbrojeniówka będzie miała cztery lata, by zrealizować zamówienia dla Wojska Polskiego.
  • To bardzo ambitny harmonogram, zwłaszcza z punktu widzenia sektora publicznego. Żeby go dotrzymać, musi on zwiększyć moce produkcyjne. Do tego potrzebne są miliardowe nakłady.
  • Teraz wszystko trzeba będzie przyspieszyć. Będzie to bardzo trudne, a w niektórych wątkach – powiedziałbym, że pewnie niemożliwe – mówi Zero.pl Marcin Chludziński, menedżer z wieloletnim doświadczeniem w państwowych spółkach. Jak dodaje, pedał gazu trzeba będzie wcisnąć maksymalnie.

Ostatnie dni maja upływają pod znakiem masowego zawierania przez Wojsko Polskie umów z firmami z krajowego sektora zbrojeniowego w ramach mechanizmu unijnych pożyczek SAFE. Według zapowiedzi pełnomocniczki rządu ds. programu, Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, podpisy mają zostać złożone na ponad 50 dokumentach. Przewidziano na to trzy dni – proces rozpoczął się w czwartek 28 maja, a zakończy w sobotę 30 maja.

Kontraktacja idzie pełną parą. W czwartek około południa w podwarszawskim Legionowie podpisano umowy na dostawy sprzętu na potrzeby Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, dotyczące m.in. systemu kryptograficznego i mobilnego laboratorium cyberbezpieczeństwa. Stało się to w obecności premiera Donalda Tuska i wicepremiera, szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza. – To właśnie ten start, ten moment, kiedy to wszystko rusza – nie krył radości premier.

Kilka godzin później złożono podpisy na kolejnych kontraktach, obejmujących dostawy kilkuset tysięcy hełmów i kilkudziesięciu tysięcy kompletów kamizelek zintegrowanych dla polskich żołnierzy.

Reklama
Reklama

Rusza SAFE, najpierw idziemy sami na zakupy

Trzeba się spieszyć, bo 30 maja to ostateczna granica czasowa. Potem zamknie się unijna furtka dla dokonywania zakupów w ramach SAFE na zasadzie single procurement. Pod tym angielskim terminem kryje się możliwość samodzielnego składania zamówień na uzbrojenie przez dane państwo członkowskie.

Polska wyda ponad 5 mld zł na cyberobronę. Minister ostrzega przed atakami Rosji

Polsce bardzo zależało na tym, aby większość środków pożyczonych w ramach SAFE skierować do rodzimego przemysłu obronnego. Miała w tym pomóc właśnie procedura zakupów „w pojedynkę”. Od 1 czerwca możliwe będzie już tylko składanie zamówień wspólnie przez co najmniej dwa kraje członkowskie (common procurement) – jednym z celów SAFE jest bowiem wzmacnianie współpracy między państwami UE w zakresie obronności. Takie transakcje są bardziej czasochłonne. Wiążą się z konsultacjami i negocjacjami między partnerami, międzynarodowymi postępowaniami przetargowymi, a także – co jest nie mniej istotne – gotowością na różne ewentualne ustępstwa. Tymczasem chodziło o to, by maksymalnie wzmocnić krajową zbrojeniówkę.

To dlatego, kiedy w Brukseli wykuwały się zręby SAFE, Polska walczyła o to, by do założeń programu wpisać możliwość realizacji zakupów zbrojeniowych samodzielnie. Na tym polu odnieśliśmy sukces. Później jednak polegliśmy w starciu z unijną machiną – nie udało nam się wydłużyć wspomnianego wyżej terminu na podpisywanie umów z polskimi firmami. A ponieważ rząd podpisał z Komisją Europejską umowę pożyczkową w ramach SAFE dopiero 8 maja, to obecnie Agencja Uzbrojenia, która odpowiada za zawieranie kontraktów, działa pod ogromną presją czasu. Czy zdąży?

Reklama
Reklama

– Pracujemy, by podpisać wszystkie zaplanowane umowy – mówi portalowi Zero.pl płk Grzegorz Polak, rzecznik Agencji Uzbrojenia. – Należy pamiętać, że przy takich umowach są zawsze dwie strony, wykonawca i zamawiający, a także przepisy prawa, które regulują podpisywanie tego rodzaju umów. My jesteśmy w pełni przygotowani – dodaje.

Skoro o przepisach mowa – wszystkie umowy wykonawcze i pożyczkowe zawierane przez Skarb Państwa musi zatwierdzić Prokuratoria Generalna. Na wydanie opinii o każdym kontrakcie ma ona 14 dni. To ustawowy termin. W obecnych realiach Prokuratoria musiała jednak przejść w „tryb turbo”.

– Prokuratoria Generalna opiniuje umowy na bieżąco, pracują na 1000 proc. – mówi nam pułkownik Polak. I dodaje: – Po ich stronie jest pełna mobilizacja.

Stawką są miliardowe sumy, które nie mogą przepaść. Premier Donald Tusk na konferencji prasowej w czwartek, 28 maja, poinformował, że w umowach zawieranych do 30 maja rządowi udało się zagospodarować ok. 100 mld zł.

Reklama
Reklama

Realizacja SAFE jak jedna bitwa po drugiej

Podpisanie umów kończy jeden wyścig z czasem, ale jednocześnie rozpoczyna kolejny. Na starcie tego drugiego biegu stają firmy zbrojeniowe – państwowe i prywatne – które muszą zrealizować zamówienia złożone przez Wojsko Polskie do 2030 r.

Realnie polskie firmy zbrojeniowe mają 4 lata na wykonanie i rozliczenie się z zamówień, jakie w tych dniach są podpisywane z wojskiem – mówi portalowi Zero.pl Marcin Chludziński, Przewodniczący Rady Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych. – Pełną skalę zamówień dopiero poznamy – stanie się to wtedy, kiedy zostanie zawarty ostatni kontrakt. Oprócz nowych umów zawierane będą też aneksy do umów już istniejących. Po 30 maja będziemy mieli już kompletną wiedzę na temat tego, jakie projekty są w grze.

– Strategia, żeby jak najwięcej projektów finansowanych dzięki SAFE ulokować w polskim przemyśle, jest bardzo dobra – podkreśla Marcin Chludziński. – Część zamówień będzie realizował sektor prywatny – dotyczy to np. systemu SAN. Warto jednak pamiętać o skali tego wyzwania w kontekście możliwości państwowego sektora zbrojeniowego. Żeby to zobrazować, przyjmijmy, że obecny harmonogram zakłada wydawanie średnio 45 mld zł rocznie do 2030 r. Dotychczasowy rekord, jeśli chodzi o wartość kontraktów zrealizowanych w jednym roku przez państwową zbrojeniówkę, to 12 mld zł.

Reklama
Reklama

Trzeba tutaj zaznaczyć, że nasze firmy zbrojeniowe będą realizować nie tylko te kontrakty, które zostaną zawarte do 30 maja. Na rządowej stronie poświęconej programowi SAFE czytamy, że „aż 89 proc. środków z programu trafi do polskiego przemysłu”. Przypomnijmy, że Polska pozyskała z SAFE ok. 43,7 mld euro, czyli 185 mld zł według obecnego kursu – 89 proc. z tej kwoty to blisko 165 mld zł. Zabezpieczone na chwilę obecną 100 mld zł w umowach podpisywanych w dniach 28-30 maja pokrywa zatem tylko część zamówień. Poczynając od czerwca, polskie firmy będą wchodzić w konsorcja z zagranicznymi podmiotami i realizować zamówienia we współpracy z nimi.

– Do 30 maja muszą zostać podpisane te umowy z polską zbrojeniówką, które są renegocjowane – SAFE pozwala bowiem „podmienić” finansowanie już zawartych umów i zastąpić je środkami z unijnych pożyczek – tłumaczy nam Janusz Sejmej, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej. – Stąd premier mówił o kwocie ok. 100 mld zł. Natomiast jeśli chodzi o umowy nowe z polskimi i zagranicznymi podmiotami – które będą zawierane w formule common procurement – to tutaj Unia daje dłuższy czas na ich podpisanie i dlatego „reszta” z tych 89 proc. w ramach wynegocjowanych przez nas środków z SAFE trafi do polskich firm w późniejszym terminie.

Czy polska zbrojeniówka dowiezie miliardowe kontrakty?

Szansa na wykonanie skoku rozwojowego przez polskie firmy jest ogromna, ale będzie to skok przez wysoko zawieszoną poprzeczkę, biorąc pod uwagę konieczność dowiezienia projektów do 2030 r. Czteroletni harmonogram jest ambitny zwłaszcza z punktu widzenia państwowego przemysłu obronnego, skupionego wokół holdingu Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ). Zrzesza ona ponad 50 spółek i ma udziały w ponad 30 kolejnych podmiotach.

– Obecnie słyszymy, że na stole są umowy na amunicję 155 mm, Kraby, Rosomaki, na zwiększone zakupy Borsuków – wylicza Marcin Chludziński. – Jeżeli np. okaże się, że Huta Stalowa Wola zamiast 100 Borsuków będzie musiała dostarczyć ich pięć razy tyle do 2030 r., to trzeba będzie zbudować nową halę, zamówić obrabiarki, zatrudnić ludzi – kontynuuje.

Reklama
Reklama

W państwowej firmie taki proces inwestycyjny to, lekko licząc, 2 lata, przy „maksymalnie wciśniętym pedale gazu” – dodaje Chludziński, który w przeszłości kierował m.in. miedziowym gigantem KGHM, kontrolowanym przez Skarb Państwa, a także państwowym operatorem gazociągów, spółką Gaz-System. – W sektorze publicznym wszystko to wygląda nieco inaczej – jeśli wcześniej zarząd nie miał zapełnionego portfela inwestycyjnego, to bał się inwestować, żeby nie zostać oskarżonym np. o niegospodarność przez następców. Teraz wszystko trzeba będzie przyspieszyć. Będzie to bardzo trudne, a w niektórych wątkach – powiedziałbym, że pewnie niemożliwe. Trzeba sprowadzić maszyny ze świata, przygotować ludzi i dostosować do tego szybkiego tempa kulturę organizacyjną. W państwowej spółce, ze względu na inne podejście do kwestii bezpieczeństwa i ryzyka, nie jest to takie proste.

Spółki PGZ (m.in. Dezamet i Mesko) już teraz inwestują w zwiększenie swoich zdolności produkcyjnych w zakresie amunicji 155 mm i zapowiadają, że od 2028 r. możliwości te będą wynosić co najmniej 150 tys. sztuk rocznie. PGZ dostała na ten cel ponad 2,4 mld zł dofinansowania z Funduszu Inwestycji Kapitałowych (FIK), którym zarządza Ministerstwo Aktywów Państwowych. To tylko jeden z przykładów wsparcia, jakie PGZ dostała z tego funduszu na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Obronny holding otrzymał także (dane za MAP):

  • 3,9 mld zł na program NAREW, w ramach którego realizowana jest budowa systemu obrony powietrznej krótkiego zasięgu;
  • 850 mln zł na rozbudowę zakładów BUMAR Łabędy w Gliwicach (włączenie fabryki w produkcję armatohaubic Krab);
  • 756 mln zł dla zakładów Jelcz na wypracowanie i rozpoczęcie realizacji programu naprawczego w celu zwiększenia zdolności produkcyjnych.

PGZ rozbudowuje też moce produkcyjne i technologiczne Huty Stalowa Wola, kluczowej lokalizacji z punktu widzenia produkcji armatohaubic Krab oraz bojowych wozów piechoty Borsuk, a także swojego przedsiębiorstwa w Siemianowicach Śląskich, skąd wyjeżdżają transportery opancerzone Rosomak.

Reklama
Reklama

Polski przemysł obronny musi inwestować, by sprostać wyzwaniu SAFE

W związku z falą zamówień, która czeka PGZ, zapytaliśmy państwowy holding, na jaką kwotę szacuje konieczne nakłady inwestycyjne do 2030 r. – czyli w horyzoncie, w którym trzeba będzie zrealizować umowy single procurement zawierane w ramach SAFE. W biurze prasowym PGZ usłyszeliśmy jednak, że na to pytanie odpowiedź będzie możliwa „dopiero po zakończeniu procesu podpisywania umów pomiędzy Agencją Uzbrojenia a spółkami Grupy Kapitałowej PGZ”.

Podobne pytanie zadaliśmy Grupie WB. To największa prywatna grupa kapitałowa przemysłu obronnego w Polsce. Ona również zawiera w tych dniach kontrakty z Agencją Uzbrojenia w ramach mechanizmu SAFE. Tutaj rozmowa przebiegała zdecydowanie bardziej konkretnie. Jak przekazał nam dyrektor ds. komunikacji Grupy WB, Remigiusz Wilk, w planach jest podpisanie umowy na dostawę 12 bateryjnych modułów ogniowych bezzałogowych systemów poszukiwawczo-uderzeniowych Gladius, a także umów wykonawczych do umów ramowych dotyczących ponad 400 zestawów amunicji krążącej Warmate i 190 zestawów bezzałogowych systemów rozpoznawczych FlyEye.

– Grupa WB nie podpisywałaby tak ogromnych umów na dostawy, gdybyśmy nie byli pewni, że się z nich wywiążemy – mówi Remigiusz Wilk. – Od kilku lat zwiększamy moce produkcyjne i usprawniamy łańcuchy dostaw, aby wytwarzanie było jak najbardziej zoptymalizowane. Musimy wywiązać się nie tylko z kontraktów dla Wojska Polskiego, ale też z umów z podmiotami zagranicznymi. Tylko w 2025 r. Grupa WB odpowiadała za blisko połowę polskiego eksportu w dziedzinie obronności, a mamy sygnały, że kolejne kraje są zainteresowane naszymi rozwiązaniami – są to zarówno kraje NATO, jak i zaprzyjaźnione państwa spoza Sojuszu.

Z pomocą rodzimej branży zbrojeniowej na pewno pospieszą banki komercyjne. To już się zresztą dzieje – w czwartek 28 maja konsorcjum z udziałem Banku Pekao, mBanku oraz Banku Millennium poinformowało, że udzieliło prywatnej spółce Advanced Protection Systems (APS) z Gdyni 450 mln zł finansowania. APS będzie jednym z wykonawców systemu antydronowego SAN, który obejmie technologie zakłócania, artylerię, rakiety i tzw. antydrony.

Reklama
Reklama

„Ten kraj nie ma mózgu”. Jak Polska marnuje KPO

Przemysł obronny może też liczyć na wsparcie jedynego państwowego banku rozwoju w Polsce, czyli Banku Gospodarstwa Krajowego. W strategii BGK na lata 2025-2030 jako jeden z priorytetów wymieniono inwestycje w obronność, rozumiane jako finansowanie dłużne spółek sektora obronnego. Według wyliczeń BGK, cytowanych przez „Rzeczpospolitą”, realizacja zamówień na nowe uzbrojenie dla Wojska Polskiego, które będą napływać w najbliższych latach, będzie wymagać od krajowych zakładów obronnych inwestycji w moce produkcyjne rzędu 34 mld zł do 2030 r.

 

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama