Reklama
Reklama
Reklama

Serbia po politycznym trzęsieniu ziemi. Studenci pokonali Vučicia. „Nastroje prorosyjskie”

TYLKO NA
Early results of the Serbian parliamentary election
Sympatycy Studenckiej Listy świętują na ulicach Belgradu. (fot. MARKO DJOKOVIC / PAP)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Ruch studencki wygrał wybory parlamentarne w Serbii, a Aleksandar Vučić przyznał się do porażki. Lista wspierana przez studentów może zdobyć około 139 mandatów w 250-osobowym parlamencie. Wynik głosowania nie zamyka pytań o nieprawidłowości, przyszły rząd i kierunek, w którym pójdzie kraj. – W tym ruchu są osoby i prozachodnie, i liberalne, i lewicowe, i prorosyjskie – mówi Zero.pl bałkanistka, prof. Magdalena Rekść.

  • Lista studencka zdobyła według wstępnych szacunków 51,9 proc. głosów, a obóz Vučicia – 39,7 proc.
  • Niezależni obserwatorzy zgłaszali naciski na wyborców, fotografowanie kart i problemy z przestrzeganiem procedur.
  • Prof. Magdalena Rekść zwraca uwagę, że ruch studencki łączy środowiska o różnych poglądach, także prorosyjskie i proeuropejskie. – Prorosyjskie dominują, bo taka też obecnie w Serbii panuje atmosfera – mówi Zero.pl.
  • Wygrana w wyborach to dopiero początek. Studenci muszą teraz przełożyć protesty na sprawne rządzenie i odpowiedzieć na pytania o przyszłość Serbii. 

Niedzielne głosowanie może oznaczać największy przełom polityczny w Serbii od kilkunastu lat. Aleksandar Vučić, który od ponad dekady dominował w życiu politycznym kraju, uznał porażkę swojego obozu. Według wstępnych prognoz lista studencka ma zdobyć od 135 do 140 mandatów, co dałoby jej samodzielną większość w parlamencie.

Sensacyjny wynik w Serbii. Po 14 latach zmienia się układ sił

Szacunki opublikowane po zamknięciu lokali wskazywały na około 51,9 proc. poparcia dla listy studenckiej i 39,7 proc. dla koalicji związanej z Vučiciem. Ostateczne wyniki nie zostały jeszcze potwierdzone. Frekwencja zbliżyła się do 70 proc. – najwyższego poziomu od rozpadu Jugosławii w 1992 r.

W Belgradzie i innych miastach ludzie wyszli na ulice świętować. Dla wielu wyborców wynik jest czymś więcej niż zmianą układu sił w parlamencie. To szansa na rozliczenie władzy, która przez lata koncentrowała wpływy polityczne i mierzyła się z zarzutami o korupcję oraz ograniczanie swobód demokratycznych. Vučić i jego obóz odrzucali te oskarżenia.

Reklama
Reklama

Nieprawidłowości i „martwe dusze”

Wybory odbywały się w atmosferze napięcia. Organizacja obserwacyjna CRTA informowała o naciskach na wyborców, członków komisji i obserwatorów w 29 proc. monitorowanych lokali. Wśród zgłaszanych problemów były także naruszenia procedur oraz przypadki mogące wpływać na tajność i rzetelność głosowania. Obserwatorzy odnotowali m.in. fotografowanie kart wyborczych, głosowanie bez ważnych dokumentów i problemy z przestrzeganiem procedur.

– Wcześniej mieliśmy informacje, że na spisach wyborców jest pół miliona martwych dusz – mówi prof. Magdalena Rekść.

Kontrowersje nie zaczęły się w dniu wyborów. CRTA alarmowała wcześniej o pogarszających się warunkach prowadzenia kampanii, przewadze obozu władzy w mediach oraz problemach z rejestrem wyborców. Organizacja wskazywała też na podejrzenia dotyczące prawidłowości części procedur wyborczych. 

Paradoks polega na tym, że mimo tych zastrzeżeń skala zwycięstwa listy studenckiej jest duża. – Nie ma jeszcze finalnych wyników. Wielu będzie zaskoczonych. Również wielu kłamało na ten temat i zmyślało. Chciałem przekazać jasno, że przegraliśmy te wybory – mówił były prezydent i lider Serbskiej Partii Postępowej, Aleksandar Vučić. 

Reklama
Reklama

Studenci idą po władzę w Serbii. Rekordowa frekwencja może pogrzebać dotychczasowy rząd

Ruch „liberum veto”

Ruch studencki powstał po katastrofie w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 r. Zawalenie się zadaszenia na dworcu kolejowym doprowadziło do śmierci 16 osób. Tragedia wywołała protesty i pytania o odpowiedzialność za inwestycję oraz stan instytucji publicznych. Z czasem demonstracje przekształciły się w szerszy sprzeciw wobec korupcji i sposobu sprawowania władzy.

Jak opowiada w rozmowie z Zero.pl prof. Magdalena Rekść, badaczka Bałkanów, ruchu nie da się sprowadzić do jednej grupy politycznej. – W tym ruchu są i osoby prozachodnie, i osoby liberalne, lewicowe, oraz prorosyjskie. I prorosyjskie dominują, bo te nastroje w Serbii rosną. Aczkolwiek, z jednej strony jest fascynacja Rosją, a z drugiej, rosną również emocje antyrosyjskie, związane z tym, że ludzie denerwują się na Rosjan, którzy w Serbii mieszkają – mówi politolog specjalizująca się w Bałkanach. 

Prof. Rekść zwracała uwagę na nietypowy sposób podejmowania decyzji przez studentów. Poszczególne wydziały organizują własne zgromadzenia, a decyzje są wypracowywane po długich dyskusjach. W rozmowie określiła ten mechanizm żartobliwie jako „liberum veto”.

Reklama
Reklama

– Są plena studenckie. Studenci się spotykają, siedzą długie godziny i kłócą się, „o jaką Serbię walczymy”. Oni na to mówią „anarchia” i są dumni z tego. Jeżeli jeden wydział zaprotestuje przeciwko czemuś, to to wypada z programu.  Zdarzyło się, że studenci z Nowego Sadu uchwalili, że Radko Mladić (serbski generał, zbrodniarz wojenny – red.) to bohater. Od razu inna część się temu sprzeciwiła i zostało to wyciszone – mówi bałkanistka.

„Druga Serbia” i „stabilokracja”

W rozmowie prof. Rekść opisuje także podział obecny w serbskim społeczeństwie. Od lat 90. funkcjonuje pojęcie „drugiej Serbii” – środowiska otwartego, prozachodniego i sprzeciwiającego się nacjonalistycznej polityce. Jak oceniała badaczka, przez lata pozostawało ono mniejszością, skupioną przede wszystkim w większych miastach.

Reklama
Reklama

Protest studencki wykracza jednak poza ten tradycyjny podział. Jego siłą jest mobilizacja ludzi, którzy niekoniecznie identyfikują się z dotychczasową opozycją. To właśnie dlatego nie należy traktować zwycięstwa listy jako jednoznacznego opowiedzenia się całej Serbii za kursem proeuropejskim. Wspólnym mianownikiem protestujących było przede wszystkim żądanie odpowiedzialności i zmiany sposobu sprawowania władzy.

Jednym z pojęć, które prof. Rekść przywoływała w rozmowie, była „stabilokracja”. Chodzi o system, w którym zagraniczni partnerzy akceptują polityka i jego sposób rządzenia, ponieważ uznają go za gwaranta stabilności, nawet jeśli pojawiają się poważne zastrzeżenia dotyczące demokracji i funkcjonowania instytucji.

– Dla Zachodu, w kontekście konfliktu między Serbią a Kosowem, Vučić wychodzi na bardziej przewidywalnego. Na takiego, z którym można się dogadać. Zachodnia dyplomacja miała przekonanie, że podczas spotkań z nim, będzie wiedzieć, jak go przekonać – mówi politolog.

Według badaczki ten mechanizm pomagał tłumaczyć zachodni stosunek do Vučicia. Serbia pozostawała ważnym partnerem w regionie, a na Zachodzie brakowało przekonującej alternatywy politycznej, która mogłaby przejąć władzę. Rekść oceniała, że proeuropejska opozycja była skompromitowana, a część pozostałych przeciwników Vučicia prezentowała jeszcze bardziej prorosyjskie stanowisko.

Reklama
Reklama

Serbska zmiana?

Unia Europejska miała jeszcze jeden powód, by popierać partię, która przegrała wybory – chodzi o niedawno odkryte w Serbii złoża litu. – Lit został wcześniej obiecany Unii Europejskiej i Niemcom przede wszystkim. Z kolei Studentka Lista deklaruje, że Serbia będzie mieć kontrolę nad litem, który należy do niej – mówi prof. Rekść. 

Wynik wyborów daje ruchowi studenckiemu mandat do próby zmiany państwa. Nie gwarantuje jednak, że różnorodne środowiska tworzące listę będą potrafiły wspólnie rządzić. Do rozstrzygnięcia pozostaje również, kto stanie na czele nowego gabinetu i jak ruch, który wyrósł z protestu, zamierza przełożyć swoje postulaty na konkretne decyzje.

Może Cię zainteresować:

Reklama
Reklama