
Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Bułgarii nie przyniosła rozstrzygnięcia. Według sondaży exit poll prowadzi Iliana Jotowa, a tuż za nią znalazł się proeuropejski centrysta Andriej Gurow.
- Iliana Jotowa wygrała pierwszą turę wyborów prezydenckich w Bułgarii według exit poll z poparciem 36,5 proc. Druga tura odbędzie się 1 listopada.
- Andriej Gurow zajął drugie miejsce, uzyskując 32,4 proc. głosów. Rywalizacja stała się starciem kursu prozachodniego z opcją neutralności.
- Frekwencja wyborcza do godz. 16 wyniosła zaledwie 16,04 proc. Obywatele są wyraźnie znużeni kolejnymi kampaniami politycznymi.
Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Bułgarii zakończyła się prowadzeniem urzędującej prezydentki Iliany Jotowej, która zdobyła 36,5 proc. poparcia. Tuż za nią uplasował się proeuropejski centrysta Andriej Gurow z wynikiem 32,4 proc. Ostateczne rozstrzygnięcie przyniesie druga tura, zaplanowana na 1 listopada.
Informację o rezultatach sondażu exit poll przekazała bułgarska agencja prasowa BTA. Wyniki wskazują, że reprezentująca lewicowo-nacjonalistyczne poglądy Iliana Jotowa, startująca w tandemie z kandydatem na wiceprezydenta Kiriłem Wałczewem, zmierzy się w bezpośrednim pojedynku z Andriejem Gurowem oraz jego kandydatem na wiceprezydenta Georgim Kandewem.
Czytaj również: Bułgaria. Feudalna korupcja, europejskie pieniądze i ósme wybory w pięć lat
Rekordowo niska frekwencja w Bułgarii
Głosowanie przebiegało przy wyraźnie niskim zainteresowaniu ze strony obywateli. Jak poinformowała Centralna Komisja Wyborcza, do godz. 16 (godz. 15 w Polsce) do urn poszło zaledwie 16,04 proc. uprawnionych wyborców. Zanotowano frekwencję niższą niż w trakcie poprzedniej elekcji prezydenckiej z 2021 r., co skłoniło polityków do ponawiania apeli o powszechną mobilizację.
Wśród około 6,5 mln uprawnionych do głosowania obywateli ponad 2,8 mln mieszka na stałe poza granicami kraju. Analitycy sceny politycznej wskazują, że za niską frekwencją stoi przede wszystkim głębokie zmęczenie społeczeństwa powtarzającymi się kampaniami wyborczymi.
Oddająca głos w Sofii Iliana Jotowa nawoływała rodaków do jedności narodowej. – Głosowałam z głęboką wiarą w rozwój Bułgarii, w pokój i stabilność. Bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy porozumienia i dialogu – podkreśliła urzędująca prezydentka.
Z kolei jej bezpośredni rywal Andrej Giurow, reprezentujący proeuropejski blok Kontynuujemy Zmiany – Demokratyczna Bułgaria, oddał swój głos w rodzinnym Błagojewgradzie. – Chcemy Bułgarii, która patrzy w przyszłość – kraju europejskiego, wolnego i dumnego, w którym ludzie czują się bezpieczni – mówił polityk.
Do urn udał się także premier Rumen Radew. Szef bułgarskiego rządu zaznaczył po głosowaniu, że w skomplikowanej sytuacji międzynarodowej państwo bezwzględnie potrzebuje silnej głowy państwa dysponującej jednoznacznym mandatem społecznym.
Bułgarzy decydują, jak będzie wyglądać ich kraj
Wybory mają kluczowe znaczenie dla układu sił na bułgarskiej scenie politycznej. W styczniu Rumen Radew zrezygnował z prezydentury, którą sprawował od 2017 r., aby zaangażować się w rywalizację parlamentarną i zażegnać wielomiesięczny impas polityczny. W kwietniowych wyborach parlamentarnych jego partia Postępowa Bułgaria zdobyła bezwzględną większość mandatów, powołując do życia pierwszy od 20 lat jednopartyjny rząd bez konieczności zawiązywania koalicji. Obowiązki prezydenta przejęła wówczas Jotowa, stając się pierwszą kobietą pełniącą tę funkcję w dziejach Bułgarii.
Niedzielny plebiscyt stanowił w istocie bezpośrednie starcie dwóch przeciwstawnych wizji polityki zagranicznej: jednoznacznie prozachodniej oraz zakładającej neutralność wobec wojny toczącej się w Ukrainie. Przedwyborcze prognozy instytutu badawczego Alpha Research dawały Jotowej 41,1 proc. poparcia, Giurowowi 28,3 proc., natomiast prorosyjskiemu Kostadinowi Kostadinowowi 12,8 proc.
Obu głównych pretendentów do prezydentury najmocniej różni podejście do bezpieczeństwa i polityki obronnej. Iliana Jotowa akcentuje konieczność szybkiego, dyplomatycznego zakończenia konfliktu zbrojnego w Ukrainie i pozostaje sceptyczna wobec zwiększania dostaw uzbrojenia dla Kijowa. Z kolei Andrej Giurow wprost potępia działania Kremla, deklarując wolę zacieśniania strategicznej współpracy w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Może zainteresować Cię także: