
We wtorek Izraelczycy wybiorą nowy Kneset, a stawką jest przyszłość polityczna Benjamina Netanjahu. Na finiszu kampanii polityk opozycji Awigdor Lieberman oskarżył go o zdradę i zaapelował o wszczęcie śledztwa. Netanjahu może jednak liczyć na poparcie Donalda Trumpa. – 7 października 2023 r. spowodował ogromną zmianę i bardzo mocne tąpnięcie na prawo w całym w społeczeństwie izraelskim – mówi Zero.pl dr Mikołaj Mirowski.
- Likud urzędującego premiera wraz z sojusznikami może zdobyć według sondaży około 50 mandatów – do większości w 120-osobowym Knesecie potrzeba 61.
- Opozycję łączy przede wszystkim sprzeciw wobec Netanjahu. Tworzą ją ugrupowania od centroprawicy po centrolewicę, a ich liderzy różnią się w sprawie przyszłej koalicji.
- – Obydwa główne ugrupowania są prawicowe i w kwestiach najważniejszych dla Izraela będą one kontynuowały dotychczasową politykę – przekonuje w rozmowie z Zero.pl były ambasador Izraela w Polsce Jan Piekarski.
- – Spór co do Strefy Gazy nie dotyczy tego, czy należy podejmować działania czy nie, tylko tyczy się tego, czy Netanjahu robi to dobrze – mówi Zero.pl historyk i znawca relacji polsko-żydowskich, dr Mikołaj Mirowski.
- Donald Trump ponownie wezwał Izraelczyków do głosowania na Netanjahu. Premier przekonuje, że ich współpraca ma kluczowe znaczenie w konfrontacji z Iranem.
Głosowanie 27 października to pierwsze wybory parlamentarne w Izraelu od ataku Hamasu z 7 października 2023 r. i po następujących po nim wojnach. Dla Netanjahu to test przywództwa po największej porażce izraelskich służb bezpieczeństwa od dziesięcioleci. Jego przeciwnicy zarzucają mu unikanie odpowiedzialności i blokowanie niezależnego, państwowego dochodzenia w sprawie wydarzeń, które doprowadziły do ataku.
Spór o Izrael niemal wykoleił koalicję w Berlinie. „Taki posmak rewolucji”
– To mogą być jedne z najważniejszych wyborów ostatnich dziesięcioleci – ocenia dr Mikołaj Mirowski. Porównuje ich wagę do wyborów po zabójstwie Icchaka Rabina (byłego premiera –red.), choć nie spodziewa się szybkiego przełomu co do działań podejmowanych w Strefie Gazy – ekspert przekonuje, że spór dotyczy efektywności działań rządu Netanjahu, a nie ich ideowej sensowności, która w zasadzie nie podlega dyskusji. – Spór dotyczy tego, czy premier robi to dobrze – mówi.
„Na stole jest dyskusja na temat dwóch państw”
Podobną diagnozę przedstawia Jan Piekarski, były ambasador Polski w Izraelu. – Obydwa rywalizujące ugrupowania są prawicowe i w kwestiach najważniejszych dla Izraela będą kontynuowały dotychczasową politykę – ocenia odnosząc się do obozu rządowego i głównej opozycji.
To, co różni ekspertów Zero.pl, to ich optyka na utworzenie państwa palestyńskiego sąsiadującego z Izraelem. – Na stole jest dyskusja na temat dwóch państw, czyli Palestyny i Izraela. Opozycyjny blok opowiada się za tą ideą dwupaństwowości – żeby do niej wrócić, oczywiście po skończonej wojnie w Gazie i po zlikwidowaniu terrorystów z Hamasu – mówi dr Mirowski.
– Nie sądzę, że Gadi Eisenkot poszedł na daleko idące kompromisy z partiami arabskimi, natomiast nie ulega dla mnie wątpliwości, że to są gry przedwyborcze – uważa Jan Piekarski.
Eisenkot kontra Netanjahu
Głównym rywalem premiera jest Gadi Eisenkot, były szef sztabu izraelskiej armii, stojący na czele ugrupowania Jaszar. W obozie przeciwników Netanjahu znaleźli się również były premier Naftali Bennett, Jair Lapid, Jair Golan i Awigdor Lieberman. To politycznie niejednorodna koalicja, którą spaja przede wszystkim cel odsunięcia obecnego premiera od władzy.
Eisenkot może budować wiarygodność na doświadczeniu wojskowym. Mirowski zwraca też uwagę na jego pochodzenie – jest synem żydowskich imigrantów z Maroka. Ewentualne objęcie przez niego urzędu premiera byłoby przełomem symbolicznym w kraju, którego dotychczasowi szefowie rządu wywodzili się przeważnie z europejskich środowisk żydowskich – tzw. Żydów aszkenazyjskich.
Odkryli obiekty z czasów Jezusa. Wyjątkowe znaleziska archeologów w Izraelu
Piekarski podkreśla jednak, że Netanjahu ma nad rywalem przewagę w doświadczeniu politycznym, rozpoznawalności i mobilizowaniu wyborców. – Eisenkot ma piękny życiorys, ale nie ma za sobą takiego doświadczenia politycznego i charyzmy, jakie ma Netanjahu – mówi były ambasador Polski w Izraelu.
Izrael a polityka wewnętrza. Lieberman oskarża Netanjahu
Różnice dotyczą także spraw wewnętrznych. Wśród ważnych tematów kampanii znalazły się zwolnienia ultraortodoksyjnych Żydów ze służby wojskowej, reforma sądownictwa oraz rosnące koszty życia. Szczególnie drażliwa jest kwestia poboru. W czasie kolejnych konfliktów izraelska armia potrzebuje żołnierzy i rezerwistów, a uprzywilejowanie części środowisk religijnych budzi sprzeciw wielu świeckich obywateli.
Na finiszu kampanii konflikt zaostrzył się jeszcze bardziej. Awigdor Lieberman, lider partii Nasz Dom Izrael, zwrócił się do prokurator generalnej Gali Baharaw-Miary o wszczęcie śledztwa karnego wobec Netanjahu. Zarzucił premierowi, że naciskał na szefów służb, by podejmowali działania mogące doprowadzić do ponownej eskalacji wojny z Iranem tuż przed wyborami.
Lieberman określił takie postępowanie jako zdradę państwa i żołnierzy. Twierdzi, że premier mógł być gotowy narazić wojskowych na niebezpieczeństwo, obawiając się porażki wyborczej. Netanjahu odrzuca zarzuty i wykorzystuje wizerunek przywódcy prowadzącego Izrael przez serię konfliktów.
Trump wchodzi do gry
W ostatnich dniach kampanii do gry wkroczył Donald Trump. Prezydent USA ponownie wezwał Izraelczyków, by głosowali na Netanjahu, nazywając go „wybitnym premierem-wojownikiem” i apelując, by wspólnie „dokończyć robotę” w Iranie.
Netanjahu podkreśla, że relacje z Trumpem dają Izraelowi wyjątkowe wsparcie w konfrontacji z Teheranem. Premier mówił również, że polecił izraelskiemu wywiadowi i wojsku doprowadzić do obalenia irańskich władz. Eisenkot odpowiedział, że docenia zaangażowanie amerykańskiego prezydenta i będzie z nim współpracował, jeśli wygra wybory.
– Poparcie Trumpa jest ważne i będzie ważyło w jakimś stopniu – mówi dr Mirowski. Zwraca uwagę na bezprecedensową skalę amerykańskiego wsparcia militarnego w ostatnich konfliktach. Piekarski również podkreśla, że bez względu na wynik wyborów Stany Zjednoczone pozostaną kluczowym partnerem Jerozolimy. – Są największym gwarantem i największym partnerem współpracy wojskowej dla Izraela – mówi.
Kto zbuduje większość?
W izraelskim systemie parlamentarnym do rządzenia potrzebne jest poparcie co najmniej 61 posłów w 120-osobowym Knesecie. Przedwyborcze sondaże wskazują, że blok Netanjahu może liczyć na około 50 mandatów, a opozycja również nie ma pewnej drogi do większości. Wiele zależeć będzie od mniejszych ugrupowań, w tym państw arabskich i późniejszych negocjacji.
Szczególne znaczenie mogą mieć partie arabskie, choć ich udział w przyszłej koalicji pozostaje politycznie trudny. Piekarski nie spodziewa się, by Eisenkot zgodził się na daleko idące kompromisy z tymi ugrupowaniami. Z kolei Mirowski wskazuje, że przy tak wyrównanym układzie mandatów mogą one odegrać rolę języczka u wagi. – Być może te brakujące mandaty oni będą zdobywać – mówi historyk.
Po stronie Netanjahu stoją m.in. Likud, skrajnie prawicowe Żydowska Siła Itamara Ben Gwira i Religijny Syjonizm Becalela Smotricza, a także partie ultraortodoksyjne. Opozycja obejmuje natomiast polityków o różnych poglądach – od centroprawicy Liebermana i Bennetta po bardziej centrowe i lewicowe środowiska.

