Niemcy czeka wyborcza seria. AFD rośnie w siłę przed głosowaniem w Saksonii-Anhalt, podczas gdy w stolicy niespodziewanie na prowadzeniu jest Die Linke. Wyniki wyborów mogą być poważnym testem dla CDU i SPD. – Mamy trzy kampanie i trzy zupełnie różne Niemcy – mówi w rozmowie Zero.pl Łukasz Sołtysiak, współtwórca podcastu „Niemcy od środka”.

- AfD prowadzi w sondażach w dwóch wschodnich landach – w Saksonii-Anhalt ma ok. 42 proc., a w Meklemburgii-Pomorzu Przednim ok. 36 proc. poparcia.
- Saksonia-Anhalt może stać się największym sukcesem AfD – partia wyraźnie wyprzedza CDU, a jej wynik może utrudnić utworzenie rządu bez udziału tej partii.
- W Berlinie walka jest wyjątkowo wyrównana – najnowsze sondaże dawały AfD ok. 19 proc., a CDU i Die Linke po ok. 18 proc.; wcześniej na prowadzeniu znajdowały się także partie lewicowe.
- – Stawką tych wyborów jest również odpowiedź na znacznie większe pytanie: czy dotychczasowa niemiecka polityka izolowania AfD – słynna „Brandmauer”, czyli polityczna zapora przeciwko współpracy z tą partią, nadal będzie możliwa do utrzymania – mówi Zero.pl dziennikarz, Łukasz Sołtysiak, który na stałe mieszka w Niemczech.
Największym problemem dla chrześcijańskich demokratów jest sytuacja w Saksonii-Anhalt. Najnowsze sondaże dają AfD 42 proc. poparcia, podczas gdy CDU – 22 proc. – to spadek o 4 pkt proc. względem pomiaru z maja. Dalej znalazły się Die Linke z 13 proc. i SPD z 6 proc. Przy takim układzie AfD byłaby zdecydowanie najsilniejszą partią w landtagu.
Sensacyjny sondaż dla AfD w Berlinie. „Wrzesień będzie interesujący”
„Mówi o większości absolutnej”
– Twarzą AfD jest tutaj Ulrich Siegmund: 35-letni polityk, który wyraźnie próbuje prezentować się inaczej niż stereotypowy przedstawiciel radykalnego skrzydła partii. Spokojny ton, duża aktywność w mediach społecznościowych, unikanie niepotrzebnych awantur i konsekwentnie budowany wizerunek człowieka, który chce przede wszystkim mówić o konkretnych problemach landu – wskazuje Łukasz Sołtysiak.
– Siegmund nie ukrywa zresztą swoich ambicji. AfD nie walczy wyłącznie o pierwsze miejsce. Mówi o większości absolutnej i możliwości samodzielnego rządzenia – dodaje dziennikarz na stałe mieszkający w Niemczech.
Saksonia-Anhalt mierzy się z problemami, które mocno wpływają na nastroje wyborców: region się wyludnia, społeczeństwo szybko się starzeje, brakuje lekarzy i nauczycieli, a mieszkańcy coraz częściej zwracają uwagę na koszty życia i kwestie bezpieczeństwa. – I właśnie przy tym ostatnim temacie pojawia się słowo, które w kampanii AfD słychać coraz częściej: remigracja. To jedno z najbardziej kontrowersyjnych haseł niemieckiej debaty migracyjnej. AfD używa go przede wszystkim w kontekście zwiększenia liczby powrotów i deportacji migrantów – mówi Sołtysiak.
– Dodatkowym elementem układanki może być BSW Sahry Wagenknecht, balansujące obecnie na granicy wejścia do landtagu. Dlatego 6 września warto patrzeć nie tylko na to, kto zajmie pierwsze miejsce. Najważniejsza będzie skala zwycięstwa AfD – zauważa współautor podcastu „Niemcy od środka”.
Zjazd AfD w cieniu protestów. Ponad 30 tys. ludzi na ulicach Erfurtu
– Jeżeli partia wyjdzie z tych wyborów bardzo silna, może to mieć znaczenie również dla kolejnych głosowań. Wyborcy w Meklemburgii-Pomorzu Przednim czy Berlinie, którzy dzisiaj sympatyzują z AfD, ale niekoniecznie otwarcie to deklarują, mogą poczuć się bardziej zmobilizowani do oddania na nią głosu – dodaje.
„SPD jest tutaj od lat wyjątkowo silna”
Dwa tygodnie po wyborach w Saksonii-Anhalt w Niemczech do urn pójdą mieszkańcy Meklemburgii-Pomorza Przedniego.
– To zupełnie inna sytuacja. SPD jest tutaj od lat wyjątkowo silna, a premier Manuela Schwesig pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy niemieckiej socjaldemokracji. Dlatego tę kampanię można właściwie sprowadzić do pojedynku: Schwesig kontra AfD – i właśnie w taki sposób jest ona często przedstawiana również w niemieckich mediach – mówi Łukasz Sołtysiak.
W Meklemburgii-Pomorzu Przednim AfD również otwiera stawkę, ale jej przewaga nad rywalami jest wyraźnie mniejsza niż w Saksonii-Anhalt. W lipcowym badaniu Infratest dimap ugrupowanie uzyskało 36 proc. poparcia, przed SPD z 29 proc. i Die Linke z 12 proc. Dla socjaldemokratów to wciąż realna szansa na obronę władzy. Tamtejsza premier landu buduje kampanię wokół gospodarki i rynku pracy.
– Jeżeli 6 września AfD odniesie spektakularne zwycięstwo, może to nadać partii ogromny impet na ostatnie dwa tygodnie kampanii w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Psychologia wyborcza bywa tutaj równie ważna jak programy – mówi Sołtysiak.
„Berlin zna już taki układ”
20 września głosować będą także mieszkańcy Berlina. Trudno dziś wskazać tu zdecydowanego faworyta. Według sondażu Civey Die Linke może liczyć na 21 proc. poparcia, CDU na 19 proc., AfD na 18 proc., Zieloni na 17 proc., a SPD zaledwie na 12 proc. Oznacza to, że między czterema największymi ugrupowaniami różnica wynosi tylko 4 pkt proc.
– Przy obecnych sondażach realnym scenariuszem staje się ponownie koalicja Die Linke – SPD – Zieloni, czyli czerwono-czerwono-zielony Senat. Berlin zna już taki układ: trzy partie rządziły wspólnie w latach 2016–2023. Tym razem jest jednak jedna zasadnicza różnica. To nie SPD, lecz Die Linke może okazać się najsilniejszym partnerem takiej koalicji – przekonuje Łukasz Sołtysiak.
W Berlinie dobiega końca kadencja obecnego burmistrza z CDU, który nie ubiega się o reelekcję. – Partia CDU została zmuszona wystawić nowego kandydata i jest nim Stefan Evers, obecny Senator ds finansów. Berlin pieniędzy nie ma, ale ma długi. Nie przeszkadza to nikomu, by się dobrze bawić – mówi publicystka, Urszula Ptak.
– Po zamachu na paradzie środowisk gejowskich i queer, nowy kandydat postanowił wzmocnić środowisko i udał się z dziennikarzami do klubu, gdzie dorośli mężczyźni przebierają się za psy. Poza tym ten polityk ciągle konserwatywnej partii chrześcijańskich demokratów prezentuje się w wywiadach jako zdroworozsądkowy polityk umiejący nazywać problemy miasta. Niestety sondaże nie rosną i CDU ma w tej chwili drugie miejsce z 18,9 proc. – dodaje dziennikarka na stałe mieszkająca w Niemczech.
– Wynik z Saksonii-Anhalt może nie tylko zdecydować o przyszłości tego landu. Może również nadać ton ostatnim dwóm tygodniom kampanii w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie. A wtedy trzy pozornie regionalne wybory mogą stać się jednym z najważniejszych politycznych testów dla Niemiec w 2026 r. – podsumowuje Łukasz Sołtysiak.

