Ponad 30 tys. osób sparaliżowało Erfurt podczas protestu przeciwko zjazdowi prawicowo-populistycznej partii AfD. Atmosfera ulicznego festynu zmieszała się z ostrym sprzeciwem politycznym, a wydarzenie – zorganizowane dokładnie 100 lat po zjeździe NSDAP – zabezpieczały setki policjantów.

- Ponad 30 tys. demonstrantów, w tym związki zawodowe, lewica oraz „Babcie przeciwko prawicy”, wyszło na ulice stolicy Turyngii.
- Alice Weidel i Tino Chrupalla zostali ponownie wybrani na współprzewodniczących AfD, zapowiadając rychłą walkę o samodzielne rządzenie.
- Oburzenie protestujących wywołała symboliczna data zjazdu, pokrywająca się ze stuleciem zjazdu NSDAP w pobliskim Weimarze.
Niemcy z obawami szykowali się na dwudniowy zjazd prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD). Liderujące w ogólnokrajowych sondażach, antyestablishmentowe ugrupowanie silnie polaryzuje niemieckie społeczeństwo. Środowiska lewicowe od miesięcy mobilizowały się do przyjazdu do Erfurtu, wzywając do całkowitej blokady dróg prowadzących na partyjne wydarzenie. Dla władz miasta zjazd i towarzyszące mu kontrdemonstracje stały się bezprecedensowym wyzwaniem logistycznym. Burmistrz Andreas Horn mówił wprost o skali działań, jakiej Erfurt jeszcze nigdy nie doświadczył.
Z ostrożności w mieście zamknięto część sklepów, a na kluczowych trasach w weekend wstrzymano kursowanie tramwajów. Choć w sobotę przed południem demonstrantom udało się na chwilę zablokować ruch na pobliskiej autostradzie, zjazd AfD rozpoczął się punktualnie. Wszystko dzięki nadzwyczajnym środkom bezpieczeństwa – większość z blisko 600 partyjnych delegatów przybyła do hali z dwugodzinnym wyprzedzeniem pod ścisłą eskortą policji.
Zjazd AfD. Morze demonstrantów i festiwalowy opór
Na ulicach Erfurtu atmosfera ulicznego festynu mieszała się z głębokim, politycznym gniewem. Obok występów orkiestr i grup teatralnych pojawiły się transparenty z ostrymi, nierzadko wulgarnymi hasłami. Swoje stragany rozstawiły organizacje feministyczne, socjalistyczne, antyfaszystowskie oraz pacyfistyczne. W tłumie wyróżniali się przedstawiciele największych niemieckich związków zawodowych, aktywiści Antify oraz ruch „Babcie przeciwko prawicy”. Nad stolicą Turyngii krążył nawet samolot ciągnący za sobą wielki napis „naziści są denerwujący”.
Głos na manifestacjach zabrali także czołowi politycy głównego nurtu.
Współprzewodnicząca Zielonych, Franziska Brantner, oskarżyła AfD o szerzenie „kultury nienawiści” i próby wyprowadzenia Niemiec z Europy, przypominając o tragicznych lekcjach historii sprzed stu lat. Największe wzburzenie protestujących wywołał bowiem fakt, że AfD zorganizowała swój zjazd dokładnie w stulecie zjazdu nazistowskiej partii NSDAP w pobliskim Weimarze. Wielu manifestantów podkreślało, że wybór tej daty przez prawicowych populistów nie mógł być przypadkowy.
Triumf liderów za policyjnym kordonem
Głównym obiektem krytyki na erfurckich ulicach stał się Bjoern Hoecke, kontrowersyjny lider AfD w Turyngii. Podczas zjazdu Hoecke po raz kolejny wywołał poruszenie, wzywając Niemców do „odzyskania tożsamości” i ironicznie stwierdzając, że część narodu powinna „poddać się terapii”. Mimo napiętej atmosfery poza murami hali, wewnątrz budynku dominował głęboki optymizm, a delegaci dali wyraz jedności, ponownie wybierając Alice Weidel i Tino Chrupallę na współprzewodniczących ugrupowania.
Liderzy AfD nie kryli swoich mocarstwowych ambicji. Chrupalla ogłosił, że AfD stała się już partią masową i wyraził nadzieję na samodzielne rządy w niedalekiej przyszłości. Z kolei Alice Weidel, nagradzana gromkimi brawami i morzem niemieckich flag, zapowiedziała: „Nie złamiecie nas! Wręcz przeciwnie, będziemy coraz silniejsi i więksi”.
Niemcy. Wrześniowa bitwa o landy
Choć AfD prowadzi w ogólnokrajowych sondażach, na poziomie federalnym pozostaje w całkowitej izolacji. Tzw. „zapora ogniowa”, czyli kategoryczny zakaz wchodzenia w koalicje ze skrajną prawicą, jest silnie podtrzymywana przez chadeckiego kanclerza Friedricha Merza. Jednak na niższym szczeblu samorządowym, zwłaszcza we wschodnich landach Niemiec, ta bariera zaczyna coraz wyraźniej pękać.
Kluczowy sprawdzian dla niemieckiej sceny politycznej nastąpi już we wrześniu. To właśnie wtedy odbędą się wybory do landtagu Saksonii-Anhaltu oraz Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W obu tych regionach Alternatywa dla Niemiec jest liderem sondaży. Partia liczy, że nadchodzące głosowania pozwolą jej po raz pierwszy w historii oficjalnie przejąć władzę na poziomie kraju związkowego, co oznaczałoby głęboki przełom w powojennej historii Niemiec.
