Reklama
Reklama
Reklama

„Wciągają nas do wojny”? Słowa ministra wykorzystane do dezinformacji

TYLKO NA
Wypowiedź Ireneusza Rasia wykorzystana do rozpowszechniania przekazu zbieżnego z rosyjskim
Wypowiedź Ireneusza Rasia wykorzystana do rozpowszechniania przekazu zbieżnego z rosyjskim (fot. Maciej Kulczyński / PAP / X)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

– To chyba z konstytucji wynika, że jeżeli jest sytuacja wojenna, no to nie ma wyborów – powiedział w radiowym wywiadzie wiceminister sportu Ireneusz Raś. Wypowiedź ministra zaczęła krążyć w internecie i wywoływać skrajne emocje. Szybko wykorzystali to siewcy dezinformacji.

  • – Konta od dawna zaangażowane w aktywność służącą Kremlowi przedstawiły wypowiedź jako dowód na to, że rząd dąży do wciągnięcia Polski w wojnę z Rosją. To narracja forsowana od lat, obniżająca zaufanie do władz państwa i zniechęcająca do pomocy Ukrainie – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl Marcin Kostecki, redaktor naczelny serwisu Demagog.
  • Kostecki wyjaśnia, że do rozpowszechniania dezinformacji nie zawsze wykorzystuje się nieprawdziwe informacje czy przeróbki. Często o wiele skuteczniejsze jest użycie czyjejś prawdziwej wypowiedzi i osadzenie jej w fałszywym kontekście.
  • W ostatnich tygodniach w sieci intensywnie krążą przekazy fałszywie przedstawiające Polskę i inne kraje Zachodu jako „podżegaczy wojennych”. Nagłaśniają je m.in. konta znane z rozpowszechniania prorosyjskich przekazów.

Wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś pytany w środę w radiu Wnet o możliwe układy koalicyjne przed przyszłorocznymi wyborami, wspomniał o zaskakującym scenariuszu. Chodzi o sytuację, w której Rosja zdecydowałaby się na eskalację konfliktu z Zachodem.

Czytaj również: Tak działa rosyjska dezinformacja. Wśród celów Polska

Pytany o to, czy w takim przypadku zostaną zorganizowane wybory, stwierdził: – Jak będzie wojna? No to jak może być? To chyba z konstytucji wynika, że jeżeli jest sytuacja wojenna, no to nie ma wyborów, tak? – pytał Raś.

Reklama
Reklama

Zastrzegł, że nie twierdzi, iż Polska już znajduje się w takim położeniu i ma na myśli jedynie wariant pomijany w codziennych sporach.

Media w konsternacji, Raś tłumaczy

Wypowiedź Ireneusza Rasia przykuła zainteresowanie mediów, które omawiały ją jako „zaskakujący” czy „nieoczekiwany” głos z rządu. W czwartek w rozmowie z Zero.pl polityk potwierdził, że „to są rozważania czysto teoretyczne”.

– Wypowiedź została wyrwana z kontekstu, który jest tu najważniejszy – mówiłem o tym, że teraz kluczowe jest, żebyśmy mieli spójną politykę zagraniczną i obronną – tłumaczył.

Polityk miał rację przywołując w tym kontekście konstytucję. Art. 228 ust. 7 polskiej ustawy zasadniczej brzmi: „W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej”.

Reklama
Reklama

„Podżegacze wojenni”, którzy „wciągają do wojny”

Obok wyważonych komentarzy i krytyki ze strony przeciwników politycznych ministra w sieci zaczęły krążyć kolejne interpretacje jego wypowiedzi – w tym takie przypominające teorie spiskowe. Rozsyłali je m.in. politycy Konfederacji Korony Polskiej. Najwięcej daleko posuniętych, emocjonalnych i zaostrzających dyskusję komentarzy pojawiało się jednak na anonimowych kontach.

Internauci komentują wypowiedź Ireneusza Rasia (fot. Facebook / X)

„Oto prawdziwy powód wciągania nas do wojny, tuskowej dezinformacji nt. nieistniejącego raportu CIA i straszenia nas rosyjską agresją” – napisał na X poseł Roman Fritz.

„No to już wiemy, po co rządowi podżegacze wojenni i ciągłe pompowanie atmosfery zagrożenia. Jeszcze tylko fałszywa flaga i pora na CS-a” – komentował inny użytkownik tej samej platformy.

Na kolejne takie wypowiedzi zwrócił uwagę dr Michał Marek z NASK – Państwowego Instytutu Badawczego – ekspert ds. rosyjskiej propagandy i dezinformacji.

„Wypowiedź min. I. Rasia posłużyła jednakże środowisku znanemu z szerzenia dezinformacji zgodnej z celami Moskwy do uwiarygodnienia jednej z kluczowych obecnie tez dezinformacyjnych – o rzekomym wciąganiu Polski w wojnę” – skomentował Marek w serwisie X. Jak ocenił, „mamy do czynienia z błędem komunikacyjnym, wykorzystanym przez dezinformatorów”.

Reklama
Reklama

Prawdziwe wypowiedzi jako oręże siewców dezinformacji

W ostatnich tygodniach Michał Marek i inni eksperci zajmujący się rosyjską propagandą zwracali uwagę na konsekwentne nagłaśnianie w internecie przekazu zgodnego z celami Kremla. Chodzi o odwrócenie o 180 stopni narracji o rosyjskiej wojnie na Ukrainie. W optyce Moskwy to Ukraina i Zachód są agresorami i robią wszystko, by rozszerzyć wojnę w Ukrainie.

– Warto zwrócić uwagę, że do propagandy i dezinformacji nie zawsze wykorzystuje się zupełnie zmyślone treści. Bardziej wiarygodny, choć ciągle zniekształcający rzeczywistość przekaz, można osiągnąć, umiejętnie posługując się faktami – tłumaczy Zero.pl Marcin Kostecki, redaktor naczelny serwisu Demagog.

Czytaj również: Dezinformacja medyczna zalewa internet. Ponad połowa fałszywych narracji dotyczy szczepień

Według Kosteckiego dobrym przykładem jest wykorzystywanie wypowiedzi polityków, które mają potwierdzać wcześniej stworzone i promowane teorie.

– Tak wykorzystano słowa Ireneusza Rasia z Radia Wnet. Konta od dawna zaangażowane w aktywność służącą Kremlowi przedstawiły jego wypowiedź jako dowód na to, że rząd dąży do wciągnięcia Polski w wojnę z Rosją. To narracja forsowana od lat, obniżająca zaufanie do władz państwa i zniechęcająca do pomocy Ukrainie.

Reklama
Reklama

Kostecki zwrócił uwagę, że twórcy dezinformacji doskonale zdają sobie sprawę z prawdziwego przesłania słów Ireneusza Rasia, ale w dystrybuowanych w sieci fragmentach jego wypowiedzi celowo wycięli odpowiednie fragmenty.

Jak nie dać się wykorzystać oszustom

Marcin Kostecki podkreśla dalej, że w wypowiedziach rządzących można czasami dostrzec świadomość ryzyka wykorzystania wypowiedzi do dezinformacji. – Na przykład gdy rok temu do Polski wtargnęły rosyjskie drony, minister Gawkowski odmawiał mówienia wprost, jakie fałszywe treści pojawiły się w związku z tym zdarzeniem – zauważa.

Redaktor naczelny Demagoga podejrzewa, że Gawkowski robił to właśnie po to, by nikt nie wyciął jego słów z kontekstu. – Najwidoczniej jednak politycy nie myślą o tym na co dzień – zauważa.

Czytaj również: Dziecko terrorystą? „Bariera mentalna, którą musimy przekroczyć”

– Sytuacja ta ujawnia poważny problem, jakim jest brak solidnego ośrodka komunikacji strategicznej po stronie Rady Ministrów – kontynuuje ekspert. Jak przekonuje, powinien tam być wypracowany spójny przekaz dotyczący ważnych dla państwa kwestii, którego rządzący będą się trzymali.

– Sprzeczne przekazy – najpierw straszące, potem uspokajające – ostatecznie mogą prowadzić do spadku zaufania wobec oficjalnych komunikatów i wycofania się obywateli ze śledzenia spraw publicznych. Tak realizują się podstawowe cele dezinformatorów – podsumowuje.

Reklama
Reklama