Samochód sfinansowany z państwowych środków został wykorzystany w kampanii wyborczej posła i byłego ministra w rządzie PiS Krzysztofa Szczuckiego. Zero.pl dysponuje na to niepodważalnymi dowodami. Polityk twierdzi, że nie zrobił nic nielegalnego i nie odpowiada za to, jak państwowe mienie wykorzystywali jego wolontariusze.

-
W trakcie kampanii wyborczej w 2023 r. samochód zakupiony z publicznych środków przez fundację związaną z Krzysztofem Szczuckim był wykorzystywany przy jego działaniach wyborczych, co potwierdzają m.in. zdjęcia opublikowane przez samego polityka.
-
Narodowy Instytut Wolności po zmianie władzy wykrył nieprawidłowości przy projektach fundacji i zażądał zwrotu blisko 1 mln zł.
-
Krzysztof Szczucki zaprzecza zarzutom, twierdzi, że nie odpowiada za działania fundacji ani wolontariuszy.
7 października 2023 r., finisz parlamentarnej kampanii wyborczej. Krzysztof Szczucki, kandydat Prawa i Sprawiedliwości w wyborach i prezes Rządowego Centrum Legislacji, odwiedza toruńskie osiedle Na Skarpie. Sam rozdaje ulotki, jeden z jego towarzyszy wręcza przechodniom gorące napoje.
W tle powiewają flagi z wizerunkiem Szczuckiego. Obok namiot PiS z imieniem i nazwiskiem kandydata do Sejmu. A w pobliżu namiotu pomarańczowy Ford Transit.
Na zdjęciu, które sam Krzysztof Szczucki publikuje w mediach społecznościowych, widoczny jest fragment rejestracji auta: WI 355, dalej prawdopodobnie "L" i jeszcze jeden nieczytelny znak.
Tak się składa, że pomarańczowym Fordem Transitem o numerze rejestracyjnym WI 355 LM dysponuje Fundacja Instytut Rzeczypospolitej im. Pawła Włodkowica. Pierwszym prezesem organizacji promującej patriotyczne postawy, w latach 2019-2020, był Krzysztof Szczucki. A Ford Transit został kupiony za publiczne pieniądze. Sfinansował go Narodowy Instytut Wolności.
Od prawnika do dwutygodniowego ministra
Instytut Rzeczypospolitej im. Pawła Włodkowica miał szczęście do publicznego finansowania. Fundacja znajdowała się bowiem w czołówce najczęściej dotowanych organizacji w historii Narodowego Instytutu Wolności (to agencja powołana za rządów PiS do wspierania rozwoju społeczeństwa obywatelskiego). Łącznie otrzymała ponad cztery mln zł.
Instytut - jeśli wierzyć deklaracjom jego twórców - jest ośrodkiem analitycznym, badawczym i edukacyjnym, który „inspiruje i napędza miłość do Ojczyzny oraz troska o przyszłość naszej narodowej tożsamości”.
Krzysztof Szczucki był pierwszym prezesem instytutu. Był nim do końca 2020 r. Następnie, do czerwca 2021 r., był członkiem organu nadzoru.
Pochłonęła go jednak działalność publiczna i polityczna. Szczucki, jako doktor nauk prawnych i wykładowca akademicki, został w 2020 r. powołany na stanowisko prezesa Rządowego Centrum Legislacji. Koordynował prace legislacyjne podczas rządów PiS, wielokrotnie reprezentował premiera Mateusza Morawieckiego. W 2021 r. został doktorem habilitowanym.
W 2022 r. ustanowiono go z kolei kierownikiem Akademii Prawa i Sprawiedliwości. Pełnił też wiele innych funkcji, reprezentując PiS w najróżniejszych organach.
Partia zaczęła stawiać na Szczuckiego: stąd wystawienie go w wyborach w 2023 r. na "jedynce" w okręgu toruńskim, a następnie powołanie na urząd ministra edukacji i nauki w "dwutygodniowym" rządzie Mateusza Morawieckiego.
Spór o dobre imię
Instytut Rzeczypospolitej im. Pawła Włodkowica wskazał Krzysztofa Szczuckiego jako koordynatora dwóch projektów, w ramach których organizacja pozyskała publiczne finansowanie. O ile projekt „Akademia edukacji obywatelskiej i dziedzictwa narodowego” został zrealizowany bez zarzutu, to kontrolerzy NIW, już po wyborach z 15 października 2023 r. i zmianie kierownictwa w rządowej agencji - odkryli nieprawidłowości przy projekcie pt. „Uniwersytet Ludowy pod patronatem Fundacji im. Pawła Włodkowica”.
Fundacja stworzony uniwersytet określiła jako kuźnię wiedzy i obywatelskiej świadomości.
„Uniwersytet Ludowy stawia sobie za cel szerzenie wiedzy, promowanie postaw obywatelskich oraz podnoszenie świadomości społecznej, prawnej i ekonomicznej w Polsce” – opisywała fundacja.
O wątpliwościach co do realizacji projektu NIW poinformował w sierpniu 2024 r.
Nieprawidłowości, zdaniem kontrolerów NIW, dotyczą samochodów zakupionych w ramach projektu.
"Przekazanie milionów złotych Fundacji zarządzanej przez polityków PiS i wydanie zgody na zakup luksusowego samochodu osobowego pod płaszczykiem działania uniwersytetu ludowego obnaża prawdziwe zamiary rządu PiS i budowę >>układu zamkniętego<<, o którym mówił dziś na konferencji prasowej Pan Premier Donald Tusk" – komentował wówczas dyrektor NIW Michał Braun.
Dyrektor na Twitterze (obecnie X) dodał również, że fundacja, w której władzach był Krzysztof Szczucki i „ludzie z jego sztabu wyborczego”, wykorzystywała jeden z zakupionych z publicznych pieniędzy w kampanii do Sejmu.
Poseł Szczucki pytany o sprawę mówił Polskiej Agencji Prasowej, że od pięciu lat nie pełni w fundacji żadnych funkcji i do pytań powinni się odnosić obecni przedstawiciele organizacji.
Na Twitterze opublikował też wezwanie do usunięcia przez Brauna wpisów, które „godzą w jego dobre imię”. Ten żądania nie spełnił. Sprawa trafiła do sądu, proces jeszcze nie ruszył, ale sąd udzielił zabezpieczenia zakazując Michałowi Braunowi na czas postępowania publikowania wpisów dotyczących sprawy.
Jeden uniwersytet, dwa auta
Fundacja na potrzeby prowadzenia Uniwersytetu Ludowego otrzymała środki na zakup auta. We wniosku organizacja podała, że za 290 tys. zł kupi pojazd, który będzie wykorzystywany do transportu sprzętu, wykładowców i uczestników.
„Zakupiony samochód będzie posiadać duży bagażnik oraz możliwość zamontowania również bagażnika na dachu” – opisywała fundacja, zapewniając, że przy wyborze kierować się będzie funkcjonalnością.
Padło na Volkswagena. W 2021 r. do fundacji trafił VW Arteon za 199 tys. zł.
Kontrolerzy NIW, już po zmianie władzy i kierownictwa państwowej agencji, wskazali w swych ustaleniach, że władze instytutu wybrały samochód określany przez sprzedawcę jako „awangardowa limuzyna kombi” o mocy i możliwości osiągania prędkości „nieadekwatnej do potrzeby takiej placówki oświatowej”. NIW ocenił zakup auta jako niecelowy i nieadekwatny.
Fundacja kupiła jednak także drugie auto. Specjalną zgodę na to musiał wyrazić poprzedni dyrektor NIW, Wojciech Kaczmarczyk.
Instytut Rzeczypospolitej im. Pawła Włodkowica w prośbie o aneksowanie umowy podał, że uzyskał korzystne rabaty, które pozwalają na zakup drugiego samochodu bez przekraczania ogólnej kwoty dofinansowania.
Wybór padł na Forda Transita, który - jak czytamy w dokumentach - „ułatwi transport sprzętu w przypadku organizacji eventów plenerowych”. Koszt? 117 tys. zł.
Kampania zamiast przeprowadzki
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że kupiony za publiczne pieniądze Ford Transit został wykorzystany przy kampanii wyborczej Krzysztofa Szczuckiego. Dowód na to w postaci dokumentacji fotograficznej dostarczył sam polityk. Co więcej, to właśnie Szczucki został wskazany jako koordynator projektu z ramienia fundacji, którego elementem był zakup pojazdu. Postanowiliśmy zapytać go o te kwestie.
Poseł w rozmowie z Zero.pl zapewnia, że gdy realizowano projekt, nie był już we władzach fundacji. Zaprzecza też, by był koordynatorem projektu.
- Pana nazwisko figuruje jednak jako koordynator projektu we wniosku fundacji - wskazujemy.
- Tam nie ma żadnej mojej zgody i podpisu. Nigdy nie miałem być koordynatorem i nie wiem, dlaczego zostałem wpisany. Może koledzy chcieli się pochwalić, że ktoś taki jak ja wśród nich jest. Kluczowe jest, kto podpisywał umowę z NIW, kto robił zakupy. I żadną z tych osób nie byłem ja - przekonuje Szczucki.
Poseł dopytywany o wykorzystanie samochodu podczas jego kampanii zaprzecza, by miało to miejsce. – Zdarzało się, że koledzy mnie przywieźli, ale to nie jest nielegalne. Kilka razy jechałem tym samochodem, ale nie w celach kampanijnych. Umowa z NIW nie zakłada, że każdy przejazd będzie związany z celem projektu. Auto jest własnością fundacji i ta może go wykorzystywać do realizacji projektu, ale też i innych zadań – mówi.
A co z wydarzeniem w Toruniu w październiku 2023 r.?
– Pewnie któryś z wolontariuszy przyjechał samochodem, by pomóc mi w kampanii. Ale przecież nie będę sprawdzał, czym przyjechał dany wolontariusz. Nie mam na to wpływu – odpowiada poseł Szczucki.
Krystian Jaworski, obecny prezes fundacji Instytut Rzeczypospolitej im. Pawła Włodkowica potwierdza, że Krzysztof Szczucki nigdy nie był koordynatorem projektu dotyczącego utworzenia Uniwersytetu Ludowego. Mówi, że owszem, Szczucki był wpisany jako zasób kadrowy na etapie składania wniosku, ale w rzeczywistości nie pełnił tej funkcji. Szczegółów jednak prezes nie zna, bo projektem zaczął zajmować się dopiero w 2022 r.
- Forda Transit pożyczyłem jednemu z pracowników fundacji do przeprowadzki (Jaworski nie chce podać jego nazwiska – red.). Miałem do tego prawo. Po czasie dowiedziałem się, został on wykorzystany w celach kampanijnych. Nigdy nie wyraziłbym na to zgody. Zresztą nasze działania są prowadzone poza okręgiem Krzysztofa Szczuckiego i żadnych działań fundacja nie zrobiła na jego rzecz – wyjaśnia Krystian Jaworski.
W przypadku Uniwersytetu Ludowego NIW żąda zwrotu 954 226,28 zł. Poza tym rządowa agencja dopatrzyła się nieprawidłowości przy jeszcze trzech projektach. W ich przypadku żąda zwrotu łącznie 828 tys. zł.
Kolejne kłopoty Szczuckiego
To nie są jedyne wątpliwości dotyczące prowadzenia kampanii wyborczej przez posła PiS. W marcu 2025 r. Krzysztof Szczucki w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie usłyszał zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków. Zdaniem śledczych Szczucki wykorzystał stanowisko prezesa RCL do promowania siebie jako kandydata do Sejmu, przez co Skarb Państwa poniósł szkodę na co najmniej 900 tys. zł. Według prokuratury w RCL zatrudnionych zostało ”sześć osób na różnych stanowiskach urzędowych i osoby te, zamiast wykonywać zadania wynikające z umowy o pracę, wykonywały czynności związane z promowaniem i kampanią wyborczą Krzysztofa Szczuckiego”.
Krzysztofowi Szczuckiemu grozi 10 lat pozbawienia wolności. Poseł PiS nie przyznaje się do winy.
źródło: Zero.pl
